- Myślałaś, że co? Nie znajdę cie? Jesteś głupią szmatą. - powiedział i uderzył mnie w już i tak posiniaczony policzek. Upadłam na ziemie. Złapał mnie za rękę i pociągnął do góry. Krzyknęłam z bólu. - Jesteś głupią nic nie wartą suką. - wysyczał przez zęby.
- Zostaw mnie. - powiedziałam płaczliwym głosem. Ojciec rzucił mną o zimie z taką siłą, że uderzyłam głową o podłogę.- Ał! - krzyknęłam.
- Wypierdalaj z mojego domu. Dał ci ktoś kurwa zaproszenie?! - usłyszałam dobrze znany mi głos. Rozejrzałam się po pokoju. Wszystko mi się rozmazywało, ale mogłam dostrzec Harry'ego. W moich oczach można było zobaczyć łzy. Po chwili mój wzrok wrócił do normy, a obok siebie zobaczyłam Caroline.
Przytuliła mnie, a ja wybuchłam płaczem. Obie siedziałyśmy na podłodze. Caroline próbowała mnie uspokoić. Spojrzałam na Harry'ego i mojego ojca. Wiedziałam, że Harry wygra. Mój ojciec nie ma z nim najmniejszych szans. Harry był "niezwyciężony" jak to powiedział gościu z ringu. Harry dawał cios za ciosem, a mój ojciec próbował jakoś się bronić. - Masz się od niej odpierdolić, rozumiesz?! Jeszcze raz zobaczę cię przy niej to cię kurwa zabiję! - krzyczał, a z moich oczu zaczęły wypływać więcej łez. Harry wyrzucił ojca za drzwi i trzasnął drzwiami. Podszedł do nas. Podniósł mnie. Nie powiem, że się go wtedy nie bałam, bo to byłoby kłamstwo. W końcu pobił mojego ojca.
- Gdzie ją zabierasz? - zapytała z przerażeniem w głosie Caroline.
- Nie twój interes. - powiedział sucho i wszedł ze mną po schodach. Jego szczęka była mocno zaciśnięta, a twarz kamienna. Nienawidzę tego. Wtedy jest przerażający. Nie wiem co jest w stanie zrobić. Wszedł do "mojego" pokoju i położył mnie na łóżku. - Boli cie coś oprócz wargi? - zapytał spokojnie, ale nadal nie tak jak rano. Kiedy usłyszałam o wardze od razu moja dłoń powędrowała w to miejsce. Spojrzałam na palce. Były we krwi.
- Głowa mnie trochę boli. - powiedziałam zgodnie z prawdą, a Harry kiwnął głowa na znak, że rozumie i zaczął opatrywać ranę. Zasyczałam raz, ale później było już okey. - Dziękuję. - powiedziałam cicho.
- Za to, że zawsze ratuję cię przed twoim ojcem czy za opatrzenie rany? - zapytał z uśmiechem, który mnie uspokoił.
- Raz uratował mnie...jak mu było...Matt. Raz Matt mnie uratował. - powiedziałam wstając przez co się skrzywiłam, ale starałam się zignorować.
- Zdradzasz mnie. - zapytał udając urażonego.
- A kto to wie. - powiedziałam wzruszając ramionami.
- Gdybyś nie była poszkodowana już dawno leżałabyś na podłodze prosząc, żebym przestał. - powiedział grożąc mi palcem. To co powiedział było dwuznaczne i nie wiem o które mu chodzi. Patrzyłam na niego z poważną miną czekając na to co powie. - Łaskotki. - powiedział, a w duchy odetchnęłam z ulgą. Uśmiechnęłam się do niego i wyszłam z pokoju. W końcu musiałam iść do Caroline. Z uśmiechem na ustach weszłam do salonu gdzie siedziała lekko przerażona dziewczyna. Usiadłam obok niej. Przez chwilę się nie odzywała tylko patrzyła na mnie. Wiedziałam, że chce zapytać o to "Kto to był?" , "Co on tu robił?" i w ogóle. Nie wiedziałam czy będę w stanie jej powiedzieć. O mojej sytuacji wie tylko Harry tak naprawdę, bo nawet Josh i Emily nie wiedzą tyle co on...Mimo, że znam go jakieś dwa tygodnie wiem, że mogę mu ufać. Z Caroline gadałam tylko kilka razy i to o bzdurach, ale w jakimś stopniu jej ufam. Popatrzyłam na nią. Uważnie mi się przyglądała.
- Wyrzuć to z siebie. - powiedziałam w końcu. Spuściła na chwile wzrok.
- Kto to był? - zapytała w końcu. Niby powiedziałam, żeby wydusiła to z siebie, ale nie wiedziałam, że to będzie, aż tak trudne. Gula w gardle się powiększyła, a łzy zaczęły cisnąć się do oczu. Wzięłam głęboki oddech mając nadzieję, że to mnie uspokoi.
- To był...mój ojciec. - powiedziałam cicho.
- Twój ojciec?! - wydarła się niedowierzająco.
- Tak mój ojciec! Nie każdym ma kochającą rodzinę! - wydarłam się przez płacz i wybiegłam z salonu. Chciałam być teraz w swoim pokoju...sama.
Nie byłam zła na Caroline, bo ona była tylko w szoku, ale dla mnie to nie było łatwe o tym mówić. Przez łzy miałam wszystko rozmazane i wpadłam na Harry'ego, który od razu mnie przytulił. Moje ręce spoczywały na jego klatce.
- Veronica! - usłyszałam krzyk Caroline. Słyszałam jak się zatrzymuję przed wejściem do salonu. Z moich oczu już przestawały lecieć łzy. Odsunęłam się od Harry'ego i otarłam łzy.
- Okey? - zapytał spokojnie Harry. Kiwnęłam głową na znak, że już dobrze i spojrzałam na niego.
- Pobrudziłam ci koszulkę. - powiedziałam cicho wskazując palce na czarne plamy od tuszy.
- Wypierze się. - powiedział i uśmiechnął się.
- Veronica przepraszam. Nie wiedziałam, że...przepraszam. - powiedziała pośpiesznie Caroline.
- Jest okey. - powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam.
- Ja już pójdę. - powiedziała Caroline i wyszła, żegnając się ze mną uściskiem. Wyszła, a ja zostałam z Harry'm. Długo to sobie z nią nie pogadałam. Uśmiechnęłam się do Harry'ego.
- Dziękuję. - powiedziałam cicho z uśmiechem.
- Za co? - zapytał lekko zdezorientowany.
- Za to, że jesteś. - powiedziałam i go przytuliłam.
- Nie ma za co. - powiedział, a ja się odsunęłam i poszłam na górę.
OCZAMI HARRY'EGOVeronica poszła na górę, a ja zostałem sam w salonie. Byłem przyzwyczajony do siedzenia w samotności, ale teraz czułem się...źle. Postanowiłem wyjść...musiałem wyjść. Wstałem i poszedłem do pokoju Veronica'i. Drzwi były uchylone, więc wszedłem bez pukania. Dziewczyna leżała na łóżku z rękoma położonymi na brzuchu i patrzyła na sufit. Wiedziałem, że myślała o czymś co doprowadza ją do łez, bo w kącikach jej oczu było widać słoną ciecz. Chyba nie zauważyła, że wszedłem, bo nawet nie drgnęła. Była taka piękna...Stop. Styles o czym ty myślisz! Ona jest tylko kolejną dziewczyną...śliczną dziewczyną.
-Veronica. - odezwałem się, żeby zwróciła na mnie uwagę. Podniosła się do pozycji siedzącej z grymasem spowodowanym bólem. Gdybym mógł zabrać od niej ten ból zrobiłbym to bez zastanowienia. - Wychodzę. Będę późno. - powiedziałem po chwili. Dziewczyna wróciła do poprzedniej pozycji.
- Miłej zabawy. - powiedziała bez uczuć przez co przez moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz, a ja poczułem się źle. Popatrzyłem jeszcze na nią i wyszedłem z jej pokoju. Nie musiałem się szykować, więc po prostu wyszedłem zamykając drzwi na klucz. Wsiadłem do samochodu i ruszyłem w stronę najbliższego klubu. Po jakiś 10 minutach byłem na miejscu. Wysiadłem i ruszyłem w stronę wejścia. Ochroniarz bez problemu mnie wpuścił. Wszedłem do budynku i od razu podszedłem do baru. Podeszła do mnie kelnerka.
- To co zawsze. - powiedziałam, a ona po chwili podała mi napój. Upiłem łyk i czekałem na jakąś dziwkę...bo inaczej jej nie mogę nazwać. Musiałem się przespać z jakąś suką. Musiałem zapomnieć o Veronica'e. Od jakiegoś czasu cały czas o niej myślę. O jej pięknych długich kasztanowych włosach, o jej niebieskich oczach, które mnie hipnotyzują, o jej uśmiechu, który pojawia się zbyt rzadko, o jej melodyjnym głosie, śmiechu, ciele...o wszystkim. Chcę się tego jak najszybciej pozbyć. Pozbyć się jej z mojej głowy. Nie musiałem czekać długo na dziewczynę.
- Cześć przystojniaku. - tylko na tyle ją stać? Zaśmiałem się w myślach. Spojrzałem na nią. Miała długie kasztanowe włosy takie jak Veronica, oczy były też niebieskie. Była ładna, ale nie tak jak Veronica. Chyba żadna dziewczyna jej nie dorównywała. Zjechałem oczami w dół. Chuda, duże piersi, długie nogi...ale dalej nie dorównywała Veronice. - Masz ochotę na małe co nieco? - zapytał uwodzicielsko przejeżdżając ręką po moim torsie.
- Czekałem na to. - powiedziałem wstając i złapałem ją za rękę ciągną w stronę pokoi...
czytasz=komentarz
Każdy komentarz to dodatkowa motywacja :D
Udało mi się napisać :)
Dzisiaj wigilia, więc chciałam wam życzyć wesołych świąt, spełnienia marzeń, żeby wszyscy byli zdrowi, miłej atmosfery przy wigilijnej kolacji, dobrych ocen (pewnie i tak się nie zmienią :P), żebyście nie płakali, a mieli cały czas uśmiech na twarzy :)
Dzisiaj jest nie tylko wigilia, ale też urodziny Louisa :)
Louis, życzę ci wszystkiego najlepszego :D
Każdy komentarz to dodatkowa motywacja :D
Udało mi się napisać :)
Dzisiaj wigilia, więc chciałam wam życzyć wesołych świąt, spełnienia marzeń, żeby wszyscy byli zdrowi, miłej atmosfery przy wigilijnej kolacji, dobrych ocen (pewnie i tak się nie zmienią :P), żebyście nie płakali, a mieli cały czas uśmiech na twarzy :)
Dzisiaj jest nie tylko wigilia, ale też urodziny Louisa :)
Louis, życzę ci wszystkiego najlepszego :D



Super :D
OdpowiedzUsuńHarry, odpusc i nie probuj zapominac, ona tez o tobie mysli na 100%, jestem pewna :D