sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział 29

Uśmiechnął się chytrze i zaczął do mnie podchodzić. Co mam robić? Wiem zawołam Harry'ego.
- Harry! - wydarłam się mając nadzieję, że mnie usłyszy. Facet był wieku mojego ojca, ale na jego głowie było już trochę siwizny. Był trochę niższy od Harry'ego, ale był umięśniony. Na jego twarzy dalej widniał ten zboczony uśmiech. Kiedy był już przy mnie, jego uśmiech się powiększył, przez co jeszcze bardziej się przeraziłam.  Nawet lecąca woda mu nie przeszkadzała. Czego on ode mnie chcę? A no tak. Jestem cała naga przed nim. Czego on może ode mnie chcieć? Głupie pytanie. To oczywiste. - Ha.. .- nie mogłam skończyć, bo zasłonił mi dłonią usta. Co teraz? Zginę marnie.
- Albo będziesz cicho albo skończy się to nie za przyjemnie. - szepnął sucho do mojego ucha. Z moich oczu już dawno wypływały łzy. Kiwnęłam tylko lekko głową, a facet się uśmiechnął. Jestem przerażona tą całą sytuacją. Co jeśli Harry nie usłyszał? - Jeśli będziesz grzeczna nie będzie, aż tak bolało. - powiedział z obrzydliwym uśmiechem. Miałam ochotę zwymiotować. Kiedy dotknął moich piersi z moich ust automatycznie wydobył się pisk. Kiedy mężczyzna szykował się do uderzenia został odciągnięty. Dziękowałam wtedy Bogu. Kiedy zostałam uwolniona zakręciłam wodę i szybko złapałam za ręcznik. Owinęłam się nim i wybiegłam z łazienki. Czułam się upokorzona. Wbiegłam do pokoju zamykając za sobą drzwi. Usiadłam na łóżku. Nie dbałam o to, że będzie później mokre. Zakryłam dłońmi twarz i płakałam. Ale nie długo, bo po chwili na swoim ramieniu poczułam czyjąś rękę. Podskoczyłam ze strachu i szybko spojrzałam w tamtą stronę. Myślałam, że to ten facet.


Na szczęście (albo nie) był to Harry. Spojrzałam na niego załzawionymi oczami. Jeszcze przy nikim tak nie płakałam jak przy nim. Przyciągnął mnie bliżej, a ja wtuliłam się w jego tors. Dalej byłam tylko i wyłącznie w ręczniku. 
- Przepraszam, że przerywam, ale mogłabyś się ubrać? To mnie trochę rozprasza. - powiedział po chwili Harry. Odsunęłam się od niego i kiwnęłam lekko głową. Wstałam i wróciłam do łazienki gdzie miałam swoje urania. Rozumiem go. Siedziałam praktycznie naga koło niego. Zrzuciłam ręcznik i ubrałam przygotowane wcześniej ubrania i wyszłam z łazienki. Wróciłam do pokoju gdzie był Harry. Usiadłam na łóżku obok niego. - Teraz lepiej. - powiedział lustrując mnie wzrokiem - Chodź tu. - usłyszałam jego głos,a już po chwili byłam w niego wtulona. Jak najbardziej mi to pasowało. - Nic ci nie zrobił? - zapytał po chwili ciszy. Zaprzeczyłam kręceniem głowy. Słyszałam bicie jego serca, co mnie uspokoiło jeszcze bardziej. Lekki uśmiech wkradł mi się na twarz.
- Jutro muszę iś
ć do szkoły. - powiedziałam po chwili. Zawsze nienawidziłam szkoły, a w liceum jeszcze bardziej ją znienawidziłam. Nawet mimo tego, że miałam ciężki okres czasu i mama zachorowała byłam tak samo traktowana. Żadnej taryfy ulgowej przez co opuszczałam część lekcji, a później nie miałam za ciekawie. Mama była chora, więc nie miałam jak to usprawiedliwić, a ojciec nie chciał nawet o tym słyszeć i darł się na mnie, że nie powinnam opuszczać zajęć.
- Na którą masz? Zawiozę cię. - powiedział, a ja się od niego oderwałam przez co na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia.
- O 9 jest rozpoczęcie, ale muszę być o 8:50. - powiedziałam i się położyłam pod kołdrę. Było mi trochę zimno. Opatuliłam się kołdrą, która już po chwili się nagrzała. Chciałabym tu zostać tak przez tydzień. Harry kiwnął głową. Wstał z łóżka i spojrzał na mnie.
- Chcesz herbatę? - zapytał na co kiwnęłam głową. Herbata by mnie jeszcze bardziej rozgrzała. Położyłam się wygodnie na łóżku skulona i opatulona czekając na Harry'ego, który ma dla mnie herbatę. Cała drżałam z zimna i nic nie mogłam na to poradzić. Można powiedzieć, że kołdra nic nie pomagała. Spojrzałam na okna. Były zamknięte, więc czemu jest mi tak zimno? Do pokoju wszedł Harry z dwoma kubkami gorącej cieczy. Podniosłam się do pozycji siedzącej i wzięłam jeden kubek od Harry'ego. Upiłam łyk gorącej cieczy i od razu poczułam ciepło rozchodzące się po moim ciele. - Zimno ci? - zapytał z troską w głosie. Kiwnęłam lekko głową. - Przyniosę ci jakiś koc. - powiedział i wyszedł z pokoju. Po chwili wrócił z grubym kocem w ręku. Podszedł do mnie i nakrył mnie kocem. 


- Nie wiem czy to coś da, ale dziękuję. - powiedziałam i się uśmiechnęłam. Harry zaczął się zastanawiać.
- Jest jeszcze jedna opcja, żeby cię rozgrzać. - powiedział i się uśmiechnął.

- Jaka? - zapytałam z lekkim przerażeniem. Co on znowu wymyślił?
- No wiesz... - przerwał na chwilę - zawsze możesz się do kogoś przytuli
ć. - powiedział uradowany.
- A no tak. Zadzwonisz do Caroline? - zapytałam, a zmroził mnie wzrokiem. Wiedziałam, że ten wzrok to na żarty i wiedziałam, że chcę być tym ktosiem, ale co zrobić. Może jak nie zrobi mi się ciepło pomyślę nad jego propozycją, ale to będzie ostateczność. Harry cały czas ze mną siedział. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się jak najlepsi przyjaciele. Właśnie. Przyjaciele. Harry się we mnie zakochał, a ja? Sama nie wiem co do niego czuję, ale myślę, że to nie jest miłość. Właściwie nie wiem co to jest, bo nigdy czegoś takiego nie czułam. W sumie to tak trochę się tego boję. Nie wiem czego jest tu się bać, ale jakoś tak wyszło. Zawsze jak o tym myślę mam takie dziwne dreszcze albo jakbym się czymś stresowała. To jest dziwne i nie wiem jak sobie z tym poradzić. Po wypiciu herbaty odłożyłam pusty kubek na szafkę obok łóżka. Opatuliłam się jeszcze bardziej kocem i kołdrą i popatrzyłam na Harry'ego, który mi się przyglądał. Po ciele przeszły mnie dreszcze. Zadrżałam z zimna. Harry od razu to wyłapał. Zgodziłam się na jego propozycję. Harry usiadł za mną, a ja usiadłam między jego nogami. Chłopak otulił nas nakryciem. Oparłam się o jego tors. Harry'ego ręce spoczywały na moim brzuchu. Niemal od razu zrobiło mi się cieplej. Zamknęłam oczy i zaczęłam się wsłuchiwać w bicie jego serca. Niestety nie trwało to długo, bo po chwili usłyszałam jak ktoś rzuca kamieniami w okno. Przez chwile leżałam bez ruchu. Spojrzałam na Harry'ego. Chciał wstać, ale go zatrzymałam. Podniosłam się i podeszłam do okna. Ujrzałam tam Caroline. Otworzyłam okno.
- Veronica. Chciałam ci tylko przypomnieć o imprezie za... - urwała, a ja poczułam oddech Harry'ego na szyi. Szybko spojrzałam w jego stronę. Posłałam mu niewinny uśmiech i znów wróciłam do Caroline.
- Przepraszam. - powiedziałam bezgłośnie.
- Jaka impreza? Czy ja o czymś nie wiem? - zapytał z podniesioną jedną brwią. Zaczęłam bezgłośnie błagać Caroline, żeby coś wymyśliła.
- No, bo...Impreza u mnie. Miałyśmy...- przerwała na chwilę szukając jakiegoś racjonalnego wyjaśnienia. Widziałam jak klnie pod nosem. - Miałyśmy sobie zrobić sobie piżama party. - szkoda, że Harry w to nie uwierzy.
- Przykro mi Caroline, ale Veronica ma jutro szkołę i musi się wyspać, a nie chodzić do klubu. - powiedział, a ja się odwróciłam i spojrzałam na niego jak na idiotę. Jestem pewna, że dziewczyna na dole miałam taką samą minę jak ja. Od kiedy on w ogóle interesuję się szkołą? I to MOJĄ szkołą? - Nie marudź, bo dobrze wiesz, że nie możesz się spóźnić. - powiedział poważnym tonem. Poczułam się jak mała dziewczynka, która właśnie jest karana przez swojego tatę. I to dosłownie. A do tego Harry jest ode mnie wyższy i to nie mało, jest starszy o 2 lata, ale jednak, i w ogóle jest taki jakby doroślejszy. Fuknęłam pod nosem i wróciłam do łóżka owijając się szczelnie kołdra. Póki Harry załatwia sprawy z Caroline muszę zadowolić się ciepłem jakie daję mi kołdra. Po chwili wrócił do mnie i znów było mi ciepło. Zrobiłam się mega śpiąca i po jakimś czasie zasnęłam.
 
czytasz=komentarz
Każdy komentarz to dodatkowa motywacja :D


niedziela, 11 stycznia 2015

Rozdział 28

- Veronica, bo ja...ja cię...ja cię kocham. - powiedział nie pewnie i cicho, a mnie po prostu zatkało. Co ja mam teraz zrobić, powiedzieć? To było coś czego w ogóle się nie spodziewałam. Odeszłam od niego o krok. Pokręciłam z niedowierzaniem głową.
- Przepraszam ja...muszę pobyć sama. - powiedziałam i zaczęłam odchodzić. Steven zaczął iść ze mną - Steven. Sama. - powiedziałam i odeszłam szybkim krokiem. Obejrzałam się za siebie. Chciałam sprawdzić czy nie idą za mną. Steven wrócił do klubu, a Harry klęczał z założonymi rękoma na głowie. Po chwili gwałtownie wstał i uderzył pięścią w mur tak mocno, że się trochę skruszyło, a odgłos by tak głośny, że się wzdrygłam. Spojrzał na mnie. Szybko się odwróciłam i biegiem zniknęłam stamtąd.

OCZAMI HARRY'EGO

Jest już druga w nocy, a jej jeszcze nie ma. Minęły ponad dwie godziny, a ona jeszcze nie wróciła. Może wpadam w paranoje, ale boję się o nią. Co jeśli ktoś ją porwał? Zgwałcił? I co gorsza zabił? Postanowiłem zadzwonić do Caroline. Może ona wie gdzie jest. Może coś jej powiedziała. Wyjąłem telefon i szybko znalazłem numer do Caroline. Zadzwoniłem do niej. Jeden sygnał...drugi... Odbierz dziewczyno! Zacząłem się niecierpliwić. Po trzecim sygnale odebrała. 
- Halo? - usłyszałem głos dziewczyny po drugiej stronie i o dziwo nie słyszałem, żeby była pijana.
- Wiesz gdzie jest Veronica? Nie wróciła jeszcze do domu. - powiedziałem pospiesznie mając nadzieję, że wie gdzie ona jest i że jest bezpieczna.
- Jest u mnie. Zasnęła jakieś pół godziny temu. Przywiozę ją rano. - powiedziała po chwili cichym głosem, żeby nie obudzić jej.
- Mówiła ci coś? - zapytałem po chwili.
- Nie. Zapytała tylko czy może u mnie nocować. Pytałam co się stało, ale nic nie powiedziała. - przerwała na moment - A tak w ogóle...Co ty taki ciekawski? Martwisz się o nią? - zapytała, a ja po prostu widziałem ten jej chytry uśmieszek na twarzy.
- Nie twój interes. - powiedziałem oschle i się rozłączyłem. Przynajmniej wiem, że jest bezpieczna...no chyba, że Caroline coś przyjdzie głupiego do głowy. Postanowiłem pójść się położyć. Wstałem z kanapy i poszedłem do łazienki się odświeżyć. Wziąłem szybki prysznic i wyszedłem z łazienki w ręczniku. Zrzuciłem go z siebie i nałożyłem czystą parę bokserek. Wyrzuciłem ręcznik do prania i położyłem się na łóżku. Miałem nadzieję, że zasnę. Niestety po godzinie dalej nie udało mi się zasnąć. Cały czas myślałem o jej pięknych oczach, o jej długich, kręconych, kasztanowych włosach, o jej pełnych ustach, jej ciele, śmiechu o tym jak wygląda kiedy śpi...nie mogę przestać o niej myśleć. Zajmuje moją głowę przez cały czas.

Obudziłem się o 8. Spałem tylko trzy godziny. Do 5 rano myślałem o Veronice. Czy na pewno jest bezpieczna? Czy wszystko u niej dobrze? Z jednej strony była bezpieczna, bo była u Caroline, ale z drugiej może ktoś się włamał? Wyrzuciłem z siebie tą myśl i poszedłem do łazienki wziąć prysznic. Rozebrałem się i wszedłem do kabiny prysznicowej. Umyłem się, ubrałem i wyszedłem z łazienki. Zszedłem na dół do salonu, żeby sprawdzić czy już wróciła. Miałem ogromną nadzieję, że już siedzi w salonie, ale jej tam nie było. Usiadłem na kanapie i czekałem. Chciałem wiedzieć co powie. Bo chyba po to chciała zostać sama? Żeby pomyśleć? Po chwili usłyszałem pukanie do drzwi. Szybko wstałem i podbiegłem do drzwi. Otworzyłem je i ujrzałem Veronica'e. Chciałem ją przytulić, ale się powstrzymałem. Nie wiedziałem jak na to zareaguję. Spojrzałem na nią. Miała wzrok spuszczony na swoje buty. Co mam zrobić? 
- Ja już pójdę. - powiedziała Caroline i ją przytuliła - Powodzenia. - szepnęła jej w ucho. Veronica uśmiechnęła się, a Caroline poszła do siebie. Dziewczyna weszła do środka.
- Jak się czujesz? - zapytałem niepewnie.
- Po tym jak wyznałeś mi miłość czy jak mnie popchnąłeś? - zapytała obojętnie. Auć.

OCZAMI VERONICA'I

Może nie powinnam tego mówić, ale jakoś samo się wymsknęło. Tak naprawdę nie wiem czego on się spodziewał. Lubię go, ale nie kocham. Tak. Całowałam się z nim, ale to było...w sumie to nie wiem co to było. Nie wiem co mną kierowało. 
- Chodzi mi o to wyznanie. - powiedział cichym głosem.
- Nie wiem. Nie do końca się nad tym zastanawiałam. Nie wiem też czego ode mnie oczekujesz. - powiedziałam zrezygnowana i usiadłam na kanapie. Nie ma nic lepszego od siedzenia na kanapie z chłopakiem, który poprzedniego wieczoru wyznał ci miłość. Nie wiem o czym z nim rozmawiać. Przecież ja go nie kocham. Niestety jest coś co mnie do niego ciągnie. Zastanawiałam się nad tym, ale nic konkretnego nie wymyśliłam. Może to jest ta tajemniczość? A może to, że przebywanie z nim jest niebezpieczne? Może mnie nie uderzył, ale zranił mnie psychicznie, a właściwie dopełnił to co jest z moim życiem.
- Czujesz coś do mnie? - zapytał wprost. Nienawidzę takich pytań. Spojrzałam na niego. Czekał na odpowiedź.
- Nie...to znaczy. Nie to co ty czujesz do mnie. - powiedziałam po chwili. - Jeśli to jest szczere. - dodałam ciszej. Nie wiedziałam co mi teraz powie. Czego się spodziewać? Może zacznie rzucać stołami czy czymś w pobliżu? Spojrzałam na niego kątem oka. Był spokojny. To chyba dobrze? A może to cisza przed burzą? 
- A co czujesz? - miałam nadzieję, że nie będzie tego pytania. 
- Po co ci to wiedzieć? - zapytałam lekko przerażona. Bo co mu powiem? Przyciągasz mnie do siebie? To jest chore.
- Chcę wiedzieć na czym stoję. - powiedzieć?
- To jet coś takiego...tak jakbym...ugh. Mam ochotę odkryć co w sobie kryjesz. Jesteś tajemniczy. - powiedziałam w końcu. Takie jąkanie to najgorsze co może być. Spuścił głowę na chwilę i spojrzał na mnie.
- Czyli...ciągnie ci do mnie? - zapytał, a moje poliki nabrały różowego koloru. Uśmiechnął się. 
- Pójdę do siebie. - powiedziałam i wstałam z kanapy. Zatrzymał mnie głos Harry'ego.
- Przepraszam za tego...Stevena. - powiedział, a ja się uśmiechnęłam lekko i znów ruszyłam do pokoju. Zamknęłam za sobą drzwi i od razu podeszłam do szafy. Miałam na sobie wczorajsze ciuchy, więc postanowiłam się przebrać. Wzięłam krótki dresowe czerwone spodenki, czarną bokserkę i bieliznę.
 Zamknęłam szafę i wyszłam z pokoju. Chciałam wziąć długą odprężającą kąpiel albo prysznic. Weszłam do łazienki zamknęłam drzwi i zaczęłam się rozbierać. Brudne ciuchy wyrzuciłam do kosza i weszłam pod prysznic. Odkręciłam wodę, która już po chwili otoczyła moje ciało. Moje mięśnie się rozluźniły, a mnie ogarnął spokój, ale po chwili go straciłam kiedy usłyszałam jakieś szmery. Od razu spojrzałam w tamtym kierunku. No tak zapomniałam zamknąć drzwi. Mam nadzieję, że Harry'emu nie zachciało się wejść do łazienki. Jeśli tak to chyba go zamorduję. Przerażenie malowało się na mojej twarzy kiedy zobaczyłam, że coś się rusza w łazience. Dokładnie obserwowałam postać, którą później okazał się jakiś facet, którego w ogóle nie znam. Mój oddech stał się nieregularny. Czego on chcę? Stałam przez chwilę bez ruchu mając nadzieję, że mnie nie zauważył, ale przecież biorę prysznic, więc wie, że tu jestem. Po chwili odwrócił się w moją strony, a z moich ust wydobył się głośny pisk. Co on tu robi?! Jak w ogóle się tu dostał?! Uśmiechnął się chytrze i zaczął do mnie podchodzić.

czytasz=komentarz 
Każdy komentarz to dodatkowa motywacja :D

Tak jak obiecałam rozdział jest wcześniej. Mam nadzieję, że się podoba :)

piątek, 9 stycznia 2015

Rozdział 27


- O nie. - powiedziałam cicho, a chłopak spojrzał w stronę, którą właśnie patrzyłam. W naszą stronę szedł wściekły i podejrzewam, że pijany Harry. Może być coś gorszego od wściekłego, pijanego, niezwyciężonego w walkach chłopaka? Chyba nie. Na Harry'ego twarzy było zdenerwowanie, a właściwie wściekłość i...nic więcej. Żadnych więcej emocji. Za to na twarzy Stevena było zdezorientowanie i strach. Z jednej strony nie wiedział o co chodzi, a z drugiej bał się, bo to w końcu niepokonany Harry Styles! Ja w sumie też zaczynam się bać. Nie wiem do czego jest teraz zdolny. Znaczy mnie nigdy jeszcze nie uderzył, ale jednak widziałam jak się biję. On może zabić człowieka! Patrzyłam przez chwilę na niego sparaliżowana. Co ja mam zrobić? Przecież on zacznie bić Stevena! Szybko wstałam i zaczęłam iść w jego kierunku. W sumie nie było to tak daleko, bo Harry szedł szybkim i pewnym krokiem. Ugh. Czemu nie może dać spokoju?!
- Harry stój! - powiedziałam szybko i stanowczo próbując go zatrzymać, ale na marne. Jest zbyt silny i stanowczy, a dodatkowo nie zwracał na mnie w ogóle uwagi. Jakby mnie nie było, jakbym była dla niego powietrzem. W ogóle nie słyszał też tego co do niego mówię. Po chwili był już obok Stevena, który też nie wiedział co robić. Siedział i patrzył sparaliżowany. Też bym się na jego miejscu bała. Harry podniósł go za koszulkę i zaczął okładać pięściami. Nie mogłam na to patrzeć, ale musiałam go powstrzymać. Przecież on jest w stanie go zabić. Mój kolega próbował się jakoś bronić, ale na marne. Harry nie dostał ani jednego ciosu. Z jednej strony fajnie mieć takiego kolegę, który potrafi się bić, ale z drugiej jest to straszne, bo w każdej chwili może stracić panowanie nad sobą i uderzyć.
Z moich oczu zaczęły wypływać łzy. Byłam bezradna, ale mimo to musiałam spróbować jeszcze raz. Złapałam go za ramię i zaczęłam go odciągnąć. Zamiast tego uderzył mnie z łokcia. Pewnie nie chcący, ale jednak uderzył i to nie lekko, bo upadłam na ziemię. Bolał mnie trochę brzuch od jego uderzenia i tyłek od uderzenia w ziemię, ale przynajmniej w końcu zwróciłam na siebie jego uwagę. Odszedł od Stevena i podszedł do mnie.
- Veronica, ja...ja nie chciałem. - zaczął się jąkać. Jego twarz była już łagodna, jakby cala złość już zniknęła, a zamiast niej pojawiło się zmartwienie, smutek, niepewność, strach. Nie rozumiem go w ogóle. Chciał pomóc mi wstać, ale odepchnęłam jego rękę i wstałam sama. Teraz była wściekła.
- Co to miało być? O co ci w ogóle chodzi? Tak ci przeszkadza, że gadam z kimś poza tobą? Jesteś niemożliwy! - krzyczałam cały czas. Jestem pewna, że mój głos było słychać przed klubem gdzie nie było tak cicho. Harry patrzył na mnie nie wiedząc co powiedzieć. Pewnie też nie wiedział, że się mu postawie. 

 - Przepraszam cię. Ja...Ja po prostu... - nie umiał nawet skończyć zdania.To jest śmieszne.
- Ty co? Co jest takiego ważnego, że bijesz się z Stevenem? - zapytałam ciszej, ale dalej chamsko. Dalej milczał. Zaśmiałam się drwiąco. - Nawet nie umiesz mi odpowiedzieć. - powiedziałam i go ominęłam. Musiałam pomóc chłopakowi, który leżał dalej na ziemi. Pomogłam mu wstać. Miał rozciętą wargę, łuk brwiowy, podejrzewam, że miał złamany nos, i potłuczone jak nie złamane żebra. Spojrzałam jeszcze złowrogo na Harry'ego i poszłam z Stevenem.
- Veronica, poczekaj! - usłyszałam głos Harry'ego wołający mnie. Czego on jeszcze chcę? Przeprosiłam go na chwilę i poszłam do Stylesa. Stanęłam metr od niego i spojrzałam na niego.
- Co wymyśliłeś? Jeśli masz zamiar kłamać to daruj sobie i daj mi iść. - powiedziałam poważnie. Miałam dość jego zachowania. Zachowuje się jak kobieta w ciąży.
- No, bo ja... - czy on nie może powiedzieć wprost o co mu chodzi? Musi tak przedłużać?
- Powiedz to co masz powiedzieć, a nie zwlekasz. Mam dość twoich ciągłych humorów. Jestem ci wdzięczna, że wziąłeś mnie pod swój dach, ale nie chcę ciągle się denerwować, bo ty coś chcesz. - powiedziałam po chwili. Byłam zniecierpliwiona.
- Veronica, bo ja...ja cię...ja cię kocham. - powiedział nie pewnie i cicho, a mnie po prostu zatkało.


 czytasz=komentarz
Każdy komentarz to dodatkowa motywacja :D
Przepraszam, że taki krótki, ale za to następny rozdział będzie szybciej :)

wtorek, 6 stycznia 2015

Rozdział 26

OCZAMI VERONICA'I
Harry namówił mnie na imprezę. Nie wiem jakim cudem, ale udało mu się mnie namówić. Przygotowania wyglądały tak, że Harry wybrał mi ciuchy, a ja po prostu wzięłam szybko prysznic, rozczesałam włosy i zrobiłam trochę mocniejszy makijaż, bo dodałam kreski i więcej maskary. Przejechałam błyszczykiem po ustach i wyszłam z łazienki. Byłam ubrana w czarne krótkie spodenki z ćwiekami poszarpane na dole do tego lekko prześwitującą czarną bluzkę bez rękawów. Co do butów była lekką sprzeczka, bo ja chciałam zwykle trampki, a on wysokie szpilki. Wyszło na jego i musiałam męczyć się w szpilkach. No, ale trudno. Harry był ubrany w czarne znoszone jeansy i czarną koszulkę opinającą się lekko na jego torsie, a do tego czarne trochę zniszczone converse. Na miejsce dojechaliśmy w jakieś 15 minut. Wysiadłam z samochodu i razem z Harrym skierowałam się w stronę wejścia. Kiedy chciałam stanąć w kolejce, pociągnął mnie i po chwili byliśmy obok ochroniarzy. Co on robi? Przecież musimy stanąć w kolejce. Tak nas nie wpuszczą.Rzucili sobie tylko spojrzenia i bez problemu weszliśmy do środka.
 Z ust  osób czekających w kolejce wydobyły się jęki niezadowolenia. Już po chwili do moich uszu doszła głośna muzyka, a do nosa zapach alkoholu, papierosów, marihuany i potu. Już miałam ochotę się odwrócić i cofnąć, a dłoń Harry'ego mnie powstrzymywała. Było to dla mnie dziwne, ale czułam się przy nim bezpiecznie. Nie umiałam tego wytłumaczyć. Bo w końcu to najniebezpieczniejszy chłopak w mieście i jego okolicach, a ja czułam się przy nim bezpiecznie. Tego nie dało się wytłumaczyć. Podeszliśmy razem do baru. 
- Co chcesz? - zapytał mnie po tym jak podszedł do nas kelner.
- Cole z lodem. - powiedziałam pewnie, a po chwili dostałam swoje zamówienie, a Harry swoje. Nie miałam zamiaru pić alkoholu...W ogóle nie miałam zamiaru wychodzić, ale Harry mnie namówił. W sumie to jak będę z nim mogę wyjść, ale sama jakbym miała wyjść to się boję. Odwróciłam się do parkietu. Ci co na mnie patrzyli, patrzyli jak na nic nie wartą dziwkę, ale przecież nie ubrałam się tak, więc nie rozumiałam tego. Spojrzałam na Harry'ego. Jego twarz była kamienna. Jak zwykle. Przewróciłam oczami i ruszyłam za nim. Usiedliśmy na jednej z wolnych kanap.
- Przepraszam na chwilę. - powiedział i wstał. Zostałam sama, ale nie długo, bo po chwili przyszedł do mnie jakiś chłopak. Trochę starszy ode mnie. Miał włosy postawione na żel. Był blondynem i był przystojny to muszę przyznać. Choć blondyn i przystojny według mnie się wyklucza.
- Co taka piękna dziewczyna robi tu sama? - ale podryw. Nie ma co.
- Przecież jesteś ze mną. Nie jestem sama. - powiedziałam z "uwodzicielskim" uśmiechem. Boże. Co ja robię? Zaśmiał się.
- Chcesz drinka? - zapytał po chwil. Tak od razu? Po minucie" znajomości" ?
- Nie. Ja nie piję. -  szybko pokręciłam głową.
- Nie daj się prosić. Tylko jeden drink. - powiedział "błagającym" głosem. Popatrzyłam na niego przez chwilę czy nie jest jakiś podejrzany.
- No dobra. - powiedziałam po chwili zastanowienia. Uśmiechnął się zwycięsko i pokazał kelnerowi, żeby zrobił drinka, którego po chwili mi dał.
- A tak w ogóle jestem Josh. - przez samo wypowiedzenie tego imienia zrzedła mi trochę mina. Co jeśli on jest taki jak "mój" Josh? Szybko się ogarnęłam. Nie mogłam skreślać chłopaka przez to jak ma na imię. To jest chore.
- Veronica. - powiedziałam i podałam mu rękę, co on zrobił też, ale wcześniej.
- Czemu nie pijesz drinka? - zapytał po chwili rozmowy. Nawet zapomniałam, że mam drinka.
- Skąd mam wiedzieć, że mi tam nic nie dosypałeś? - zapytałam podejrzliwie, ale z uśmiechem.
- Nic ci dam nie dosypałem. Śmiało możesz pić. - powiedział z uśmiechem, ale dalej się wahałam. Może jest dobrym aktorem?
- Wypiję jeśli ty wypijesz. -  powiedziałam, a Josh przewrócił oczami i wziął mojego drinka upijając łyk. Uśmiechnęłam się i wzięłam od niego napój. Upiłam spory łyk i odłożyłam go na stolik. W gardle czułam lekkie pieczenie, ale ogólnie drink był dobry. Po 10 minutach rozmowy wypiłam już całego drinka, a Josh okazał się być miły, zabawny, opiekuńczy (na tyle ile zauważyłam) i w ogóle fajny, a do tego był przystojny. Niestety po jakimś czasie jak porażony wstał i poszedł mówiąc "Muszę już iść. Pa" . Był też trochę przerażony. Odwróciłam się i ujrzałam Harry'ego. No tak. Wszyscy się go bali. Skoro spławił mi chłopaka to on będzie ze mną tańczył. Wstałam i podeszłam di Harry'ego. Na moją twarz wkradł się chytry uśmiech, a już po chwili złapał jego rękę i poszłam w stronę parkietu. Nie patrząc na niego wiedziałam jak przewraca oczami. Zatrzymałam się na środku parkietu. Harry'ego ręce położyłam na swoich biodrach, a moje na jego karku. Poruszałam biodrami powoli, ale w rytm muzyki. Harry patrzył na mnie z lekkim rozbawieniem. Po chwili przeszła po moim ciele fala odwagi. Odwróciłam się do niego tyłem. Jego wielkie łapy dalej spoczywały na moich biodrach. Ta odwaga na pewno była spowodowana alkoholem. Jestem tego pewna. Zaczęłam ocierać tyłkiem o jego korcie co spowodowało ciche jęki wydobywające się z ust Harry'ego. Nie wiem czemu, ale poczułam ogromną satysfakcję.
***
Harry znów zostawił mnie samą. Ale nie byłam długo sama, bo po chwili ktoś usiadł obok mnie.
- Veronica? - usłyszałam męski głos po mojej prawej stronie.
 Odwróciłam się w jego stronę. Skądś go kojarzyłam. Miał brązowe włosy, niebieskie oczy i był w miarę przystojny.
- Tak. O to ja. - powiedziałam z uśmiechem - A ty to...?- zapytałam po chwili.
- Steven. Chodziliśmy razem do gimnazjum. - powiedział, a ja wytrzeszczyłam umysł i po chwili sobie przypomniałam.
-A tak. Pamiętam cię. To ty rzuciłeś we mnie tortem na urodzinach Michaela. - powiedziałam poważnie i założyłam ręce na piersi.
- Stare dobre czasy. - powiedział i oboje się zaśmialiśmy. Steven był fajny. Rzadko rozmawialiśmy, ale chodziłam z nim do klasy. Był przyjacielem...Emily.-  Wyładniałaś przez te lata. - powiedział po chwili.
- Dziękuję. - powiedziałam z uśmiechem.
- Jesteś tu sama? - zapytał po chwili.
- Moja osoba towarzysząca gdzieś zniknęła, a ja nie mam zamiaru jej szukać. - powiedziałam, a on skinął głową na znak, że rozumie. - A ty? - zapytałam po krótkiej chwili.
- Przyszedłem sam mając nadzieję, że kogoś spotkam. I o to spotkałem. Piękną Veronica'e Stevens. - powiedział z uśmiechem.
- Dziękuję. Za to ty w ogóle się nie zmieniłeś. Tylko fryzura, trochę spoważniałeś i głos ci się zmienił. - powiedziałam z uśmiechem. - Choć w sumie nie...nie spoważniałeś. - dodałam śmiejąc się cicho.
- Ale mnie nie poznałaś od razu. - no tak.
- Jakby nie patrzeć minęło trochę czasu. - usprawiedliwiłam się szybko.
- Chodź na zewnątrz. Tam jest ciszej. - powiedział i wziął mnie za rękę. Wyszliśmy na tyły budynku. Trochę się obawiałam, ale moje wątpliwości zostały rozwiane po krótkiej rozmowie. Zaczęliśmy wspominać wspólne chwilę, których dużo nie było. Nie wspominałam tylko jednej rzeczy. Kiedy postanowili ze mnie pożartować, a wyszło na to, że trafiłam do szpitala. To nie było nic poważnego, ale jednak musiałam leżeć tam dwa dni. Steven z kolegami postanowili postawić na lekko uchylonych drzwiach wiadro z farbą. Ja nie będąc niczego świadoma weszłam do klasy, a całą zawartość wiadra wylała się na mnie uderzając mnie przy tym wiadrem w głowę. Jak się później okazało byłam uczulona na jakiś składnik farby i trawiłam do szpitala. Miałam ochotę ich wtedy zabić, bo kiedy oni się nabijali, ja cierpiałam leżąc na szpitalnym łóżku. Ale były też dobre chwilę. Zaprosił mnie na swoje piętnaste urodziny na jezioro. Oczywiście musiałam kilka razy wlecieć "przypadkiem" do wody, ale było super. Wszyscy się śmiali, żartowali, śpiewali. To był taki jakby gest na przeprosiny. Ale było fajnie. Chwilę pogadałam z Steven'em,ale więcej nie było mi dane, bo w oddali ujrzałam Harry'ego. Miał wściekłą minę. Zmarszczka na czole była bardziej widoczna niż zwykle, jego szczęka była mocno zaciśnięta, mięśnie napięte, a dłonie zaciśnięte mocno w pięści. Szedł w naszą stronę pewnym krokiem. Domyślałam się co zamierza zrobić. Nagle zrobiło mi się gorąco, a Harry zbliżał się coraz szybciej. Steven go chyba nie zauważył, bo był spokojny.
- O nie. - powiedziałam cicho, a chłopak spojrzał w stronę, którą właśnie patrzyłam.

czytasz=komentarz
|Każdy komentarz to dodatkowa motywacja :D

środa, 31 grudnia 2014

Rozdział 25

Jest już po 19, a Niall'a jeszcze nie ma. Harry zaczął się wściekać, a ja nie wiedziałam co mam zrobić, żeby go uspokoić. Próbowałam go namówić, żeby poszedł, a ja bym została sama przez chwilę, ale się nie zgodził mówiąc, że nawet w ciągu minuty może ktoś mi coś zrobić. Zawsze wtedy przewracałam oczami. Nie rozumiałam go. Czemu nie chciał mnie zostawić choć na chwilę samej? Przecież nic by mi się się stało. Zaczął przeklinać pod nosem rzucając wyzwiskami w stronę Nialla. Proszę jeśli Niall chce jeszcze pożyć niech tu już przyjdzie, bo nie ręczę za Harry'ego. Cały czas chodził w tą i z powrotem. Pewnie bał się, że spóźni się na walkę. Nie chciałam żeby tam szedł, ale czy on mnie posłucha? Nie, więc nawet nie próbowałam. Poza tym...wtedy ani ja ani on byśmy nie mieli pracy. Była już 19:30 kiedy udało mi się namówić Harry'ego, żeby pojechał. Inaczej by się spóźnił. 
Kiedy wychodził akurat przyszedł Niall. Na szczęście Harry nie miał czasu na jakieś sprzeczki, więc rzucił tylko "spóźniony" i wyszedł.   Niall miał na sobie opuszczone w kroku jeansy, zieloną bluzę i czarne conversy. Włosy miał postanowione na żel.  Zrobiłam nam cole z lodem, bo Niall prowadził. Usiedliśmy na kanapie w salonie i zaczęliśmy rozmawiać. - Od kiedy znasz Harry'ego? - zaczęłam rozmowę. Nie lubiłam ciszy chyba, że musiałam pomyśleć, a teraz nie miałam takiej potrzeby.- Od piaskownicy. Tak samo jak Louis i Liam. Zayn poznaliśmy trzy lata temu, a ty? - powinien znać już odpowiedź, ale co tam. Dostanie ją jeszcze raz.- Jakieś dwa tygodnie. - powiedziałam powiedziałam po chwili.- A no tak. Zapomniałem. Przepraszam. - powiedział uderzając się z otwartej ręki w czoło.- Nic się nie stało. - powiedziałam śmiejąc się lekko.- Słyszałem, że jestem twoim wybrańcem - powiedział z głupim uśmiechem.- Przykro mi to stwierdzić, ale...wybrałam cię, bo jesteś...jak to ja powiedziałam? Słodki. - dla tego typu chłopaków to może być obraza. I się nie myliłam.- Ja? Słodki? Jak możesz tak mówić? Jestem przystojny, seksowny, silny, miły, lojalny dla przyjaciół, ale nie SŁODKI! - powiedział z udawaną obrazą.- Zapomniałeś o skromności. - powiedziałam i oboje się zaśmialiśmy. Niall był fajny. Można było się przy nim pośmiać i w ogóle. Był całkowitym przeciwieństwem Harry'ego, choć w sumie teraz zaczyna się coraz częściej uśmiechać co mi odpowiada, bo nie muszę oglądać jego kamiennej twarzy.
OCZAMI HARRY'EGO
Dzwonek informujący o rozpoczęciu walki doszedł do moich uszu. Czekałem na cios od McCrasa. Miałem ochotę go zabić, za to co zrobił Veronica'ce. Może on tylko to zorganizował, ale to jest tak jakby on to wszystko zrobił. McCras zrobił pierwszy ruch i wymierzył mi cios. Zrobiłem unik i uderzyłem, ale po chwili poczułem ogromny ból w klatce piersiowej. Przez chwilę probowałem złapać oddech, ale zamiast tego poczułem jego pięść na twarzy. Cofnąłem się, ale moja wolność nie trwała długo. Podszedł do mnie i wymierzył kolejne dwa ciosy.
- Jak widać Styles traci kondycję. - do moich uszu doszedł głos prowadzącego.
- Ciekawe jak tam twoja Veronica? Ma genialne ciało. Zajebiście by się ją pieprzyło. - słowa wypowiedziane przez McCras'a spowodowały u mnie ogromną furię. Jeśli tylko zobaczę go w pobliżu Veronici to go zabiję. Na jego twarzy był jego głupi uśmiech. Zacząłem go okładać pięściami tak, że McCras nawet nie mógł zareagować. Mimo bólu nie przestawałem go bić, aż do czasu dzwonku. Poczułem satysfakcję z tego jak go pobiłem. Stracił przytomność, a z jego nosa, łuku brwiowego i ust sączyła się krew. Zszedłem z ringu i poszedłem do organizatora odebrać kasę. Wszyscy krzyczeli chcąc więcej. Nie zwracając na nich uwagi ruszyłem w głąb korytarza do "gabinetu". Bez pukania wszedłem do środka.
- Dawaj kasę. - powiedziałem sucho. Wszyscy nie licząc przyjaciół i Veronica'i się mnie bali i w sumie mieli powody.
- Poczekaj chwilę. - powiedział spokojnym głosem i zaczął szukać w szufladzie moich pieniędzy. Szukał i szukał. Nie mogłem już wytrzymać tego czekania. On se ze mnie jaja robi?
- Kurwa nie mam całej pierdolonej nocy. - warknąłem, a gościu zaczął szybciej szukać i panikował już. Miał do tego powody. Jeśli za minutę nie dostanę tych pieniędzy obiję mu mordę.
- O tu są. - powiedział i trzęsącymi rękoma podał mi je. Wyrwałem mu je i wyszedłem stanowczym krokiem z budynku. Miałem lekkie obawy co do zostawiania jej z Niall'em, ale z kimś trzeba było, a ona chciała, żeby to był Niall. Wsiadłem do samochodu i z piskiem opon ruszyłem w stronę domu. Po chwili byłem pod domem. Wysiadłem z samochodu. W salonie jeszcze świeciły się światła. Zamknęłam samochód i ruszyłem w stronę drzwi. Były otwarte, więc bez problemu wszedłem do środka. Kiedy wszedłem do salonu umilkli i spojrzeli na moją osobę.
- Ja pierdole. - usłyszałem słowa Niall'a. Aż tak ze mną źle?
- Boże. Co ci się stało? - zapytała zszokowana Veronica. Wstała i podeszła do mnie.
- McCras. Ale wygrałem. Pieprzowny Skurwysyn był nieprzytomny. - powiedziałem z triumfalnym uśmiechem.
- Boże. - powiedziała cicho i zakryła dłonią usta, a w jej oczach było widać strach. Nie chciałem tego.
- Spokojnie. Nic mu nie będzie, a tobie nic nie grozi. - powiedziałem mając nadzieję, że jej strach zniknie. Spuściła głowę, a po chwili podniosła ją z powrotem. W jej oczach widziałem tylko lekkie zaniepokojenie.
- Ja już pójdę. Cześć. - powiedział Niall podchodząc do dziewczyny. Przytulił ją i wszedł. Poczułem odrobine zazdrości. Ale niby czemu?
- Chodź. Opatrzę ci to. - powiedziała i poszła do kuchni po apteczke. Po chwili wróciła z nią. Kazała mi usiąść na kanapie, a sama kucnęła przede mną. Namoczyła wacik wodą utlenioną i przyłożyła do łuku brwiowego. Wyglądało to jakby ją bolało to, a mnie nie. Co było dziwne, bo mnie to w ogóle nie bolało.
- Veronica mnie to nie boli. - powiedziałem, a jej wyraz twarzy złagodniał.

                                                                         czytasz=komentarz
                                                    Każdy komentarz to dodatkowa motywacja :D

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! :D  I żeby następny rok był jeszcze lepszy od tego :*

niedziela, 28 grudnia 2014

Rozdział 24

Misja wykonana. Wyszedłem z klubu i wróciłem do domu. Była burza, a deszcz lał tak, że ledwo widziałem co jest przede mną.
 Musiałem jechać wolniej, więc dotarcie do domu zajęło mi trochę więcej czasu. Zaparkowałem pod domem i pobiegłem szybko do domu. Zamknąłem drzwi i ściągnąłem mokrą kurtkę i buty. Od razu poszedłem na górę. Wszedłem do pokoju Veronica'i. Chciałem zobaczyć czy już śpi. Wszedłem do pokoju, a z jej ust wydobył się pisk. Czyli nie śpi. Spojrzałem na nią. Siedziała pod kołdrą i miała szeroko otwarte oczy. Oddychała płytko. Podszedłem do niej i usiadłem na łóżku. Było widać, że bardzo się bała. Ale czego? Ktoś był w domu? Przecież drzwi były zamknięte, a jakby coś się działo miała do mnie zadzwonić.
- Co się dzieję? - zapytałem spokojnie, nie chcąc, żeby jeszcze bardziej się bała. Spuściła głowę.
- Boję się burzy. - powiedziała tak cicho, że ledwo usłyszałem. Kąciki moich ust lekko się podniosły. Gemma jak była mała też bała się burzy i mimo, że była starsza przychodziła do mnie, a ja miałem wtedy tylko kilka lat.
- Nie ma się czego bać. Idź spać, a jak się obudzisz na niebie będzie świeciło słońce...to znaczy będzie świeciło gdzieś za chmurami, bo wątpię, żeby było bezchmurnie. - powiedziałem wstając. - Idź spać. - dodałem i miałem już iść, ale zatrzymał mnie jej cichy głosik. 
- Łatwo ci mówić. - powiedziała cicho. Odwróciłem się i spojrzałem na nią. Przez chwilę analizowałem jej twarz myśląc co zrobić. Zostać z nią?
- Dobrze. Zostanę z tobą póki nie zaśniesz. - powiedziałem i położyłem się obok niej. Wtuliła się we mnie. I jak ja mam o niej zapomnieć? Nie da się. Nawet będąc z tamtą dziewczyną, której imienia nie znam, myślałem o niej. Po chwili Veronica zasnęła. Spojrzałem na nią. - Nawet nie wiesz co ty ze mną robisz - powiedziałem cicho w jej włosy i miałem wychodzić, ale mnie przytrzymała. Musiałem zostać tu. 
 Z jednej strony byłem szczęśliwy, że mnie tu trzyma, ale z drugiej chciałem o niej zapomnieć, a to wcale mi nie pomagało. Nie wiem co się ze mną dzieję, ale mam słabość do tej dziewczyny. Spojrzałem na nią jak śpi. Jej kasztanowe włosy delikatnie opadały na jej nieskazitelną twarz...no prawie, bo były tam siniaki. Miałem ochotę zabić tego kto ją skrzywdził. Jej ojca, Josh'a i McCrasa. Ta dziewczyna wiele przeszła w swoim życiu, a nie zasługiwała na to. Też trochę w życiu przeszedłem, ale ja daję sobie z tym rade, a ona jest taka...jest jak opuszczony przez matkę kotek, który walczy o przeżycie... Tylko ona przeszła o wiele więcej (tak mi się wydaje) i nie daje sobie z tym rady. Chcę jej pomóc, ale nie wiem jak. Jestem bezradny w tej sprawie. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji. Nigdy żadna dziewczyna na mnie tak nie działał jak ona. To dla mnie coś nowego i nie wiem co mam w tej sprawie zrobić. Jestem bezradny.

***

OCZAMI VERONICA'I

Rano obudziłam się w objęciach Harry'ego. Przestraszyłam się na początku, bo nie wiedziałam co on tu robi, ale po przypomniałam sobie wczorajszy wieczór. Moje poliki niemal od razu nabrały czerwonego koloru. Ale co miałam zrobić? Bałam się wczorajszej burzy. Ogólnie lubię kiedy jest burza, ale wczoraj były takie grzmoty, których się bałam. Były takie jakby piorun uderzył w coś co się połamało i były głośniejsze niż zwykle. To było trochę dziwne, ale co mogłam zrobić? Taka już jestem. Spojrzałam na śpiącego Harry'ego. Wyglądał o wiele spokojniej niż normalnie. Musiałam jakoś wstać. Może nie chodziłam już do pracy przez tego o to pana, który mnie trzyma, ale to nie znaczyło, że muszę leżeć w łóżku przez cały dzień. Nie chciałam go budzić, ale musiałam. Szturchnęłam go lekko, ale nic.
- Harry muszę wstać. - powiedziałam spokojnym, ale stanowczym głosem. Miałam nadzieję, że podziała.
- Jeszcze 5 minut. - mruknął pod nosem nie otwierając jeszcze oczu. Wyglądał uroczo.
- Ale ja muszę wstać TERAZ. - powiedziałam podkreślając ostatnie słowo. Jęk niezadowolenia wydostał się z jego ust. Puścił mnie i przewrócił się na drugi bok. Na moje usta wkradł się zwycięski uśmiech. Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy i wyjęłam z niej bieliznę, jasne jeansy, szarą koszulkę na krótki rękaw i czarną, rozpinaną bluzę. 
***
Harry jeszcze spał. Było już południe, a on dalej spał. Jak można tak długo spać? Ja zdążyłam już się przygotować, zjeść śniadanie i pooglądać telewizję, a on dalej spał. Ale w sumie to co się dziwić? Późno poszedł spać. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie wiedziałam czy mogę otworzyć. Może być to mój ojciec albo...jak mu tam? McCras? Jak by się nie nazywał boję się go. Postanowiłam jednak otworzyć. Podniosłam się z kanapy i ruszyłam w stronę drzwi.
 Kiedy byłam już w holu usłyszałam już nie dzwonek do drzwi albo pukanie, ale walenie w drzwi. Automatycznie zesztywniałam, a moje mięśnie się napięły. Co mam robić? Mój oddech stał się płytki, a serce paliło jakby chciało wyrwać się z mojej piersi. Walenie w drzwi nie ustawało. Na szczęście po chwili po schodach zbiegł Harry bez koszulki. Miał na sobie tylko szare nisko opuszczone dresy.
- Idź do salonu. - rozkazał, a ja szybko się wróciłam. Mimo tego, że poszedł otworzyć drzwi to bałam się.
- Ile można czekać?! Wyobraź sobie, że nie mam całego pieprzonego dnia, żeby tu kurwa stać!- usłyszałam jak ktoś się krzyczy. Nie wydaje mi się, że ten mężczyzna jest przyjazny.
- Nie pierdol kurwa głupot tylko gadaj po co przyszedłeś. - warknął Harry. Czy oni nie potrafią rozmawiać bez przeklinania?
- Walka. Dziś o 20 w starym magazynie. - powiedział i chyba miał odchodzić, bo Harry krzyknął.
- Z kim? - wydarł się.
- McCrasem - słyszałam, a moje ciało się napięło. Harry przyszedł do salonu i usiadł obok mnie.
- Nie będzie mnie wieczorem. - zakomunikował. No co ty nie powiesz.
- Słyszałam. - odpowiedziałam krótko.
- Zadzwonię do kogoś, żeby z tobą został. - powiedział i wyjął telefon z kieszeni dresów.
- Nie. Mogę zostać sama. - powiedziałam szybko. Jeszcze brakowało, żeby, któryś z jego kolegów był ze mną. Caroline nie mogła dzisiaj przyjść, bo musiała gdzieś jechać.
- A jeśli przyjdzie tu twój ojciec? - miał rację. Spuściłam głowę.
- Dobra, ale jeśli ktoś z twoich kolegów na przyjść to chce, żeby to był Niall. On jako jedyny wydaje mi się normalny. - powiedział, a po chwili usłyszałam jego śmiech.
- Bo nie ma tatuaży? - zapytał z podniesionym brwiami.
- To też, ale też tak z twarzy wydał się taki...słodki? - to zabrzmiało jak pytanie.
- Dobrze. To dzwonimy do Nialla. - powiedział i zadzwonił. - Będzie o 19. - powiedział po skończonej rozmowie, a ja przytaknęłam kiwnięciem głowy. - Co będziesz robić za tydzień? - zapytał po chwili. Chwilę się zastanawiałam nad odpowiedzią.
- Pewnie będę się szykować do szkoły. - powiedziałam po chwili.
- Do szkoły? - zapytał zdziwiony.
- Tak. Został mi jeszcze jeden rok. - powiedziałam obojętnie. Musiałam go zaliczyć. Harry już się nie odzywał.



czytasz=komentarz

Każdy komentarz to dodatkowa motywacja :D

środa, 24 grudnia 2014

Rozdział 23

Dzisiaj nie było, aż tak źle jak wczoraj. Wczoraj w niektórych momentach myślałam, że umrę z bólu. Na szczęście się polepszyło. Mogłam się poruszać. Sprawiało mi to ból, ale ból do zniesienie, a nie chciałam być cały czas noszona przez Harry'ego. Musiał mieć choć odrobinę wolności ode mnie. Dzisiaj ma przyjść do mnie Caroline. Chcę z nią pogadać, ale muszę pierw zrobić makijaż, żeby się mnie nie przeraziła jak mnie zobaczy. Moja twarz jest cała w siniakach...zresztą jak ja cała. Kiedy byłam gotowa podtrzymując się ściany zeszła powoli na dół. Każdy ruch sprawiał mi ból, ale musiałam sobie jakoś radzić. Harry gdzieś wyszedł, więc byłam sama w domu, a niedługo miała przyjść Caroline. Już nie mogę się doczekać. Mimo, że minęły tylko dwa dni to stęskniłam się za nią. Po chwili ktoś zapukał. Wstałam i jak najszybszym krokiem ruszyłam w stronę drzwi. Nie patrząc przez judasza otworzyłam drzwi. Byłam pewna, że to Caroline...właśnie. Byłam. Był to mój ojciec. Od razu zaczęłam się cofać. Jego twarz była czerwona z gniewu. Szybkim krokiem zaczął iść w moją stronę. Byłam przerażona tym. Jak on mnie znalazł? Skąd wie, że tu mieszkam?
- Myślałaś, że co? Nie znajdę cie? Jesteś głupią szmatą. - powiedział i uderzył mnie w już i tak posiniaczony policzek. Upadłam na ziemie. Złapał mnie za rękę i pociągnął do góry. Krzyknęłam z bólu. - Jesteś głupią nic nie wartą suką. - wysyczał przez zęby.
- Zostaw mnie. - powiedziałam płaczliwym głosem. Ojciec rzucił mną o zimie z taką siłą, że uderzyłam głową o podłogę.- Ał! - krzyknęłam.
- Wypierdalaj z mojego domu. Dał ci ktoś kurwa zaproszenie?! - usłyszałam dobrze znany mi głos. Rozejrzałam się po pokoju. Wszystko mi się rozmazywało, ale mogłam dostrzec Harry'ego. W moich oczach można było zobaczyć łzy. Po chwili mój wzrok wrócił do normy, a obok siebie zobaczyłam Caroline.  

Przytuliła mnie, a ja wybuchłam płaczem. Obie siedziałyśmy na podłodze. Caroline próbowała mnie uspokoić. Spojrzałam na Harry'ego i mojego ojca. Wiedziałam, że Harry wygra. Mój ojciec nie ma z nim najmniejszych szans. Harry był "niezwyciężony" jak to powiedział gościu z ringu. Harry dawał cios za ciosem, a mój ojciec próbował jakoś się bronić. - Masz się od niej odpierdolić, rozumiesz?! Jeszcze raz zobaczę cię przy niej to cię kurwa zabiję! - krzyczał, a z moich oczu zaczęły wypływać więcej łez. Harry wyrzucił ojca za drzwi i trzasnął drzwiami. Podszedł do nas. Podniósł mnie. Nie powiem, że się go wtedy nie bałam, bo to byłoby kłamstwo. W końcu pobił mojego ojca. 
- Gdzie ją zabierasz? - zapytała z przerażeniem w głosie Caroline.
- Nie twój interes. - powiedział sucho i wszedł ze mną po schodach. Jego szczęka była mocno zaciśnięta, a twarz kamienna. Nienawidzę tego. Wtedy jest przerażający. Nie wiem co jest w stanie zrobić. Wszedł do "mojego" pokoju i położył mnie na łóżku. - Boli cie coś oprócz wargi? - zapytał spokojnie, ale nadal nie tak jak rano. Kiedy usłyszałam o wardze od razu moja dłoń powędrowała w to miejsce. Spojrzałam na palce. Były we krwi.
- Głowa mnie trochę boli. - powiedziałam zgodnie z prawdą, a Harry kiwnął głowa na znak, że rozumie i zaczął opatrywać ranę. Zasyczałam raz, ale później było już okey. - Dziękuję. - powiedziałam cicho.
- Za to, że zawsze ratuję cię przed twoim ojcem czy za opatrzenie rany? - zapytał z uśmiechem, który mnie uspokoił.
- Raz uratował mnie...jak mu było...Matt. Raz Matt mnie uratował. - powiedziałam wstając przez co się skrzywiłam, ale starałam się zignorować.
- Zdradzasz mnie. - zapytał udając urażonego.
- A kto to wie. - powiedziałam wzruszając ramionami.
- Gdybyś nie była poszkodowana już dawno leżałabyś na podłodze prosząc, żebym przestał. - powiedział grożąc mi palcem. To co powiedział było dwuznaczne i nie wiem o które mu chodzi. Patrzyłam na niego z poważną miną czekając na to co powie. - Łaskotki. - powiedział, a w duchy odetchnęłam z ulgą. Uśmiechnęłam się do niego i wyszłam z pokoju. W końcu musiałam iść do Caroline. Z uśmiechem na ustach weszłam do salonu gdzie siedziała lekko przerażona dziewczyna. Usiadłam obok niej. Przez chwilę się nie odzywała tylko patrzyła na mnie. Wiedziałam, że chce zapytać o to "Kto to był?" , "Co on tu robił?" i w ogóle. Nie wiedziałam czy będę w stanie jej powiedzieć. O mojej sytuacji wie tylko Harry tak naprawdę, bo nawet Josh i Emily nie wiedzą tyle co on...Mimo, że znam go jakieś dwa tygodnie wiem, że mogę mu ufać. Z Caroline gadałam tylko kilka razy i to o bzdurach, ale w jakimś stopniu jej ufam. Popatrzyłam na nią. Uważnie mi się przyglądała.
- Wyrzuć to z siebie. - powiedziałam w końcu. Spuściła na chwile wzrok.
- Kto to był? - zapytała w końcu. Niby powiedziałam, żeby wydusiła to z siebie, ale nie wiedziałam, że to będzie, aż tak trudne. Gula w gardle się powiększyła, a łzy zaczęły cisną
ć się do oczu. Wzięłam głęboki oddech mając nadzieję, że to mnie uspokoi.
- To był...mój ojciec. - powiedziałam cicho.
- Twój ojciec?! - wydarła się niedowierzająco.
- Tak mój ojciec! Nie każdym ma kochającą rodzinę! - wydarłam się przez płacz i wybiegłam z salonu. Chciałam być teraz w swoim pokoju...sama.

 Nie byłam zła na Caroline, bo ona była tylko w szoku, ale dla mnie to nie było łatwe o tym mówić.  Przez łzy miałam wszystko rozmazane i wpadłam na Harry'ego, który od razu mnie przytulił. Moje ręce spoczywały na jego klatce.
- Veronica! - usłyszałam krzyk Caroline. Słyszałam jak  się zatrzymuję przed wejściem do salonu. Z moich oczu już przestawały lecieć łzy. Odsunęłam się od Harry'ego i otarłam łzy.
- Okey? - zapytał spokojnie Harry. Kiwnęłam głową na znak, że już dobrze i spojrzałam na niego.
- Pobrudziłam ci koszulkę. - powiedziałam cicho wskazując palce na czarne plamy od tuszy.
- Wypierze się. - powiedział i uśmiechnął się.
- Veronica przepraszam. Nie wiedziałam, że...przepraszam. - powiedziała pośpiesznie Caroline.
- Jest okey. - powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam.
- Ja już pójdę. - powiedziała Caroline i wyszła, żegnając się ze mną uściskiem. Wyszła, a ja zostałam z Harry'm. Długo to sobie z nią nie pogadałam. Uśmiechnęłam się do Harry'ego.
- Dziękuję. - powiedziałam cicho z uśmiechem.
- Za co? - zapytał lekko zdezorientowany.
- Za to, że jesteś. - powiedziałam i go przytuliłam.
- Nie ma za co. - powiedział, a ja się odsunęłam i poszłam na górę.

 OCZAMI HARRY'EGOVeronica poszła na górę, a ja zostałem sam w salonie. Byłem przyzwyczajony do siedzenia w samotności, ale teraz czułem się...źle. Postanowiłem wyjść...musiałem wyjść. Wstałem i poszedłem do pokoju Veronica'i. Drzwi były uchylone, więc wszedłem bez pukania. Dziewczyna leżała na łóżku z rękoma położonymi na brzuchu i patrzyła na sufit. Wiedziałem, że myślała o czymś co doprowadza ją do łez, bo w kącikach jej oczu było widać słoną ciecz. Chyba nie zauważyła, że wszedłem, bo nawet nie drgnęła. Była taka piękna...Stop. Styles o czym ty myślisz! Ona jest tylko kolejną dziewczyną...śliczną dziewczyną.
-Veronica. - odezwałem się, żeby zwróciła na mnie uwagę. Podniosła się do pozycji siedzącej z grymasem spowodowanym bólem. Gdybym mógł zabrać od niej ten ból zrobiłbym to bez zastanowienia. - Wychodzę. Będę późno. - powiedziałem po chwili. Dziewczyna wróciła do poprzedniej pozycji.
- Miłej zabawy. - powiedziała bez uczuć przez co przez moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz, a ja poczułem się źle. Popatrzyłem jeszcze na nią i wyszedłem z jej pokoju. Nie musiałem się szykować, więc po prostu wyszedłem zamykając drzwi na klucz. Wsiadłem do samochodu i ruszyłem w stronę najbliższego klubu. Po jakiś 10 minutach byłem na miejscu. Wysiadłem i ruszyłem w stronę wejścia. Ochroniarz bez problemu mnie wpuścił. Wszedłem do budynku i od razu podszedłem do baru. Podeszła do mnie kelnerka.
- To co zawsze. - powiedziałam, a ona po chwili podała mi napój. Upiłem łyk i czekałem na jakąś dziwkę...bo inaczej jej nie mogę nazwać. Musiałem się przespać z jakąś suką. Musiałem zapomnieć o Veronica'e. Od jakiegoś czasu cały czas o niej myślę. O jej pięknych długich kasztanowych włosach, o jej niebieskich oczach, które mnie hipnotyzują, o jej uśmiechu, który pojawia się zbyt rzadko, o jej melodyjnym głosie, śmiechu, ciele...o wszystkim. Chcę się tego jak najszybciej pozbyć. Pozbyć się jej z mojej głowy. Nie musiałem czekać długo na dziewczynę. 
- Cześć przystojniaku. - tylko na tyle ją stać? Zaśmiałem się w myślach. Spojrzałem na nią. Miała długie kasztanowe włosy takie jak Veronica, oczy były też niebieskie. Była ładna, ale nie tak jak Veronica. Chyba żadna dziewczyna jej nie dorównywała. Zjechałem oczami w dół. Chuda, duże piersi, długie nogi...ale dalej nie dorównywała Veronice. - Masz ochotę na małe co nieco? - zapytał uwodzicielsko przejeżdżając ręką po moim torsie.
- Czekałem na to. - powiedziałem wstając i złapałem ją za rękę ciągną w stronę pokoi...



czytasz=komentarz
Każdy komentarz to dodatkowa motywacja :D

Udało mi się napisać :)
Dzisiaj wigilia, więc chciałam wam życzyć wesołych świąt, spełnienia marzeń, żeby wszyscy byli zdrowi,  miłej atmosfery przy wigilijnej kolacji, dobrych ocen (pewnie i tak się nie zmienią :P), żebyście nie płakali, a mieli cały czas uśmiech na twarzy :)
Dzisiaj jest nie tylko wigilia, ale też urodziny Louisa :)
Louis, życzę ci wszystkiego najlepszego :D