niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział 21

Ciekawe co wymyśliła. Oczywiście trochę się boję, bo ona może wymyślić coś co może mnie całkowicie zniszczyć, ale też trochę nie wierzę w jej słowa, bo byłyśmy przyjaciółkami. Postanowiłam sprawdzić drugiego SMSa. Była to Caroline.
"Przepraszam, ale dopiero się dowiedziałam. Nic ci nie jest? Jeśli chcesz mogę i ciebie przyjechać"
Niby spotkałyśmy się tylko dwa razy, a jest dla mnie jak przyjaciółka. Szybko jej odpisałam.
"Nie musisz przepraszać. Już nic mi nie jest. Harry jest że mną, a poza tym dzisiaj mnie wypisują, ale jak chcesz wpadaj. Masz 3 godziny, bo jeszcze tyle spędzę w szpitalu"
Wysłałam, a po chwili dostałam odpowiedź.
"A to nie. Nie będę wam przeszkadzać. Przepraszam za Zayn'a, gdybym wiedziała nigdy bym go nie wzięła. Jak chcesz mogę z nim pogadać."
Za co ona przeprasza? To nie jej wina. Szybko odpisałam."To nie twoja wina. Harry ma z nim "rozmawiać", ale próbuje mu to wybić z głowy. Nie musisz z nim gadać"
Mam nadzieję, że uda mi się namówić Harry'ego, żeby się z nim nie bił, bo jak na razie kiepsko mi to idzie.
"Okey. Ja spadam. Muszę zająć się bratem. Nienawidzę go! Pa"
Nie odpisałam już. Schowałam telefon i położyłam się na łóżku tak, że miałam głowę na Harry'ego kolanach.
- Nie przeszkadza ci to, prawda? - zapytałam dla pewności, że mogę trzymać tak głowę.
- Nie. - powiedział i się uśmiechnął. Kocham gdy się uśmiecha, ale czemu robi to tak rzadko? - Z kim pisałaś? - czekałam tylko na to pytanie. Było pewne, że prędzej czy później o to zapyta. 
- Musisz wszystko wiedzieć? - zapytałam obojętnie.
- Hm...Niech się zastanowię...Tak. - powiedział pewnie, a ja przewróciłam oczami.
- Emily napisała, że jeszcze ją popamiętam, a teraz z Caroline. - powiedziałam wszystko jak na spowiedzi. - A właśnie. Nie idź do Zayn'a. Proszę. - powiedziałam ostatnie słowo głosikiem małego dziecka. Harry'ego mięśnie się napięły, ale mimo to na twarzy miał minę typy "WTF?". Na szczęście po chwili się zaśmiał. Choć nie wiem czy to przez moje "Proszę" czy przez to, że poprosiłam go, żeby nie szedł o Zayn'a. Zaraz się pewnie dowiem. Mam nadzieję, że to pierwsze, bo jak nie to...Gdybym wskoczyła mu na barana i nie chciała zejść zostałby ze mną wtedy czy poszedł w sumie też ze mną byłby, ale poszedłbym do Zayn'a? 
- To było takie dorosłe. - powiedział, a ja się zaśmiałam. - Ale i ta pójdę do Zayn'a. - powiedział zmieniając swój ton na poważny. A jak go złapią? - Spokojnie nie złapią mnie. - co on czyta mi w myślach? Dobra. Nie interesuje mnie to. A tak w ogóle zastanawia mnie to czy w ogóle go coś obchodzę czy po prostu jestem kolejną dziewczyną w jego życiu do pieprzenia? No może nie do tego, bo na to nie ma szans, ale czy gdyby coś mi się działo czy by mnie olał czy może chciałby mi pomóc? Raz już mnie szukał, więc może jednak go trochę obchodzę. Miło byłoby, bo on jest jedyną osobą w moim życiu. On jako jedyny teraz mi pomaga i jest jedyny, który trzyma mnie na ziemi, bo gdyby nie on to chciałabym po prostu zejść z tego świata i dołączyć do mojej mamy.
***

Jestem na cmentarzu u mojej mamy. Nie było mnie tu już kilka dni, więc stwierdziłam, że trzeba się ruszyć i znów do niej pójść. Rzadko były takie sytuację, że nie było mnie u niej cztery dni. Harry mnie zawiózł, więc nie musiałam się martwić o transport. Kupiłam nowe kwiaty i porozmawiałam trochę z kwiaciarką. Harry był ze mną, a ona patrzyła na niego ze strachem, więc sądzę, że o nim słyszała. Kiedy Harry wyszedł ona powiedziała, że lepiej byłoby, że trzymałabym się od niego z daleka, ale zapewniłam ją, że jest okey i wyszłam z kwiaciarni. Harry objął mnie ramieniem i poszliśmy nad grób. Wyrzuciłam kwiaty i postawiłam nowe. Usiadłam na ławeczce przy grobie i patrzyłam na niego. Minęło tyle czasu, a dalej czuję ból w sercu. Kiedy to się skończy? Tęsknota za kimś pozostaje na zawsze, ale ból łagodnieje. W moim przypadku tylko trochę złagodniał i się zatrzymał. Gdy patrzę na jej zdjęcie czuję dziurę w sercu mimo, że wiem, że jest w lepszym świecie niż ja.
- Wracamy? - usłyszałam głos Harry'ego, który wyrwał mnie z zamyśleń. Spojrzałam na zegarek. Siedzieliśmy już pół godziny.
- Tak. Możemy już wracać. - powiedziałam i się słabo uśmiechnęłam. Oboje wstaliśmy i ruszyliśmy w stronę wyjścia. Po drodze kopałam pojedyncze kamyki. Wsiadłam do samochodu i zapięłam pas bezpieczeństwa. Harry wsiadł za kierownicą i ruszyliśmy. Jechaliśmy jeszcze do jakiegoś sklepu. Oparłam głowę o szybę i zamknęłam oczy marząc o niebieskich migdałach, aż całkiem odpłynęłam.

OCZAMI HARRY'EGO

Zrobiłem zakupy i wracałem akurat do samochodu. Veronica zasnęła, a nie chciałem jej budzić, więc sam zrobiłem zakupy. Kiedy wróciłem do samochodu jej nie było, a samochód był otworzony. O co chodzi? Wyjęłam telefon i zadzwoniłem do niej, ale nic. Nie odebrała. Zadzwoniłem jeszcze raz, ale też nic. Dzwoniłem jeszcze dwa razy zanim wsiadłem do samochodu. Zamknąłem drzwi i oparłem się o fotel. Nie wiem czy mam być wściekły czy zacząć się martwić. Mogła po prostu wyjść na chwilę, ale mogło się też stać coś innego. Zacząłem rozglądać się po samochodzie. Może coś znajdę. I znalazłem. Pod jej siedzeniem była mała karteczka, aż się boję ją przeczytać. Schyliłem się i wziąłem niebieską karteczkę do ręki.

"Mamy twoją ślicznotkę,Styles. Muszę przyznać, że jest urocza kiedy śpi" 
Uderzyłem w kierownicę przez co ludzie popatrzyli w moją stronę, bo wcisnąłem klakson. Jak to możliwe, że ją porwali? Domyślam się kto to mógł być. Włożyłem kluczyk do stacyjki i odpaliłem samochód. Musiałem jak najszybciej ją znaleźć. Za dużo przeszła w swoim życiu, a do tego doszło jeszcze porwanie. Ona na to nie zasługuję. Szybko ruszyłem do domu tej osoby. Ona musiała wszystko zaplanować. Po kilku minutach zatrzymałem się pod jej domem. Wysiadłem z samochodu trzaskając drzwiami i szybkim krokiem doszedłem do drzwi. Złość przejmowała moje ciało. Muszę się opanować. Stanąłem przed drzwiami i wziąłem kilka głębokich wdechów i wydechów. Zapukałem mocniej niż miałem w planach. Chwilę poczekałem, a drzwi otworzyła mi średniego wzrostu blondynka w wieku mniej więcej 35 lat.
- Dzień Dobry. W czym mogę pomóc? - zapytała z uśmiechem...przesłodzonym uśmiechem. Byłem pewien, że ten uśmiech jest sztuczny i chce się mnie pozbyć jak najszybciej.
- Jest Emily? - zapytałem jak najmilszym głosem umiałem. Teraz nie była to moja mocna strona.
- Tak. W swoim pokoju. Wejdź. Pokój Emily jest po schodach na górę. Drugie drzwi od lewej. - powiedziała wpuszczając mnie do środka. Chociaż mnie nie wygoniła. Podziękowałem i wszedłem. Nie mogę wybuchnąć. Jeśli to zrobię wyrzucą mnie w domu. Bez żadnych ostrzeżeń wszedłem do jej pokoju. Była z tym...jak mu tam? Josh?
- Gadaj kogo nasłałaś na Veronica'ę. - zapytałem na wstępie. Spojrzała na mnie. Miała przerażenie w oczach. Pewnie przeze mnie, ale mogła nic nie robić i dać jej spokój, a nigdy by mnie nie spotkała.
- O czym ty mówisz? - zapytała jak głupia. Nienawidzę takich suk jak ona.
- Nie udawaj głupiej. Gdzie ona jest?! - zapytałem podniesionym głosem.
- Skąd mam wiedzieć?! Nie wiem gdzie ją zawieźli! - czyli jednak wie.
- O, coś jednak wiesz? Kogo na nią nasłałaś? - popatrzyłem na Josh'a. Miał zdezorientowaną minę, czyli on jednak nic nie wiedział.
- Nie chcę mi się z tobą gadać, Styles. - powiedziała przez zęby. Nie wytrzymałem. Podszedłem do niej i mocno złapałem ją za ramię. - Ała to boli. - syknęła z bólu.
- Gadaj co wiesz. - wysyczałem przez zęby.

- McCras ją ma. - powiedziała w końcu. Puściłem ją i szybko wyszedłem z domu. Wsiadłem do samochodu i ruszyłem w stronę jego domu. Musiałem jak najszybciej tam dotrzeć. Jeśli oni jej coś zrobili zabiję ich. Wiedziałem gdzie on mieszka, bo kilka razu już wpadałem do niego. Mój największy wróg. Emily dobrze wybrała dla siebie, ale nie dla mnie i Veronica'i. Siedziba McCrasa była poza miastem, więc mam nie małą drogę do przebycia. Moje ręce przez cały czas były mocno zaciśnięte na kierownicy. Musiałem się wyładować na czymś...albo na kimś. I tą osobą będzie właśnie McCras. Tylko go zobaczę to obiję mu tą mordę. Mam gdzieś czy będzie tam jego gang czy nie. Skopie mu dupę. Teraz o niczym innym nie marze...No oprócz tego, żeby mieć ją przy sobie i wiedzieć, że nic jej nie będzie. Czego ona chce? Zemścić się za to, że Veronica zerwała z nią przyjaźń? Podejrzewam, że dobrze wie jakie miała życie...że jej matka nie żyję...że jej ojciec się nad nią znęcał. Czemu to robi? Ciekawy jestem jak ona by sobie poradziła z takim życiem. Pewnie dawno by nie było jej na tym świecie. Jest za słaba na takie coś. Wjechałem na jego posesje i wysiadłem wściekły z samochodu. Zamknąłem drzwi trzaskając przy tym i szybkim krokiem ruszyłem w stronę drzwi. Złapałem za klamkę i popchnąłem drzwi z hukiem. Jak zwykle ich nie zamknął. Słyszałem czyjąś rozmowę, więc poszedłem w tamtym kierunku. Ujrzałem McCras'a i jakąś blondynę. Widać była, że jest głupią typową blondyną. Szczerzyła się do niego jakby on był całym światem. Przewróciłem oczami i podszedłem do McCrasa. Złapałem za jego szyję i przygniotłem go do kanapy.
- Gadaj gdzie ona jest? - wysyczałem przez zęby. Zrobił się czerwony i użył chyba całej swojej siły, żeby mnie odciągnąć. Jest ode mnie słabszy, ale potrafi się bić.
- Kto? Twoja dziewczyna? - zapytał i zaśmiał się drwiąco w moją stronę. Zabiję go zaraz. Jestem na skraju moich nerwów, a on chcę jeszcze bardziej mnie wkurzyć.
- To nie jest moja dziewczyna. - powiedziałem 
przez zęby. 
- To co cię to obchodzi gdzie ona jest? Jest zwykłą szmatą jak każda inna. - powiedział, a ja nie wytrzymałem i uderzyłem go. Zachwiał się, ale po chwili dostał drugi cios. Uderzył mnie, ale nic sobie z tego nie zrobiłem i uderzyłem ponownie w jego szczękę. Upadł na ziemie. Usiadłem na nim i podniosłem rękę szykując się do następnego cios.
 Ta blondyna siedziała i oglądała paznokcie. Głupia.
- Nigdy więcej jej tak nie nazywaj - powiedziałem poważnie - Gadaj gdzie ona jest! - wydarłem się. Patrzył na mnie wściekły, ale nie mógł nic zrobić. Nie odezwał się. Uderzyłem go z całej siły, a z jego nosa zaczęła sączyć się krew.
- Podejrzewam, że dostała coś na sen i wywieźli ją do lasu koło magazynu - wiedziałem, że wymięknie. Wstałem z niego i wyszedłem. Wsiadłem do samochodu i szybko ruszyłem w tamto miejsce.






czytasz=komentarz

Każdy komentarz to dodatkowa motywacja.


Dziękuję za ponad 2 tysiące wyświetleń. Jesteście wspaniali. Jak napisałam w poprzednim poście, dodałam rozdział. Mam nadzieję, że się podoba. Rozdziały teraz będą się pojawiać częściej, bo mam trochę wolnego od szkoły. Mam nadzieję, że będziecie też komentować :)

sobota, 20 grudnia 2014

Hej :)

To jeszcze nie nowy rozdział, ale niedługo się pojawi, bo właśnie go kończę. Chciałabym was zapytać czy znacie jakieś opowiadanie z One Direction (albo Justinem Bieberem też może być) gdzie są wampirami albo innymi mitycznymi stworzeniami? Najlepiej gdyby byli wampirami albo wilkołakami, ale przyjmuję wszystko. Od jakiegoś czasu szukam jakiegoś opowiadania właśnie z mitycznymi stworzeniami, ale nic nie mogę znaleźć. Pomożecie? Proszę. Będę bardzo wdzięczna. :)

wtorek, 16 grudnia 2014

Rozdział 20

- Ile tu jestem? - zapytałam w końcu.
- O 22 będą dwie doby. - powiedział Harry. To znaczy, że jest już poniedziałek? Przecież ja mam pracę! Moje ciało ogarnęła wielka panika. A co jeśli mnie wyleją? Znów będę musiała szukać pracy. - O pracę się nie martw. Nie pracujesz już tam. Zwolniłem cię. - powiedział jakoby czytał mi w myślach. - Że co zrobiłeś?! Przecież ja muszę pracować! Nie będziesz za mnie płacił. - powiedziałam podniesionym głosem, energicznie wstając przez co zabolała mnie głowa. - Dziewczyno, niech do ciebie dojdzie, że nie będę brał od ciebie pieniędzy, a poza tym masz odpoczywać przez następne kilka dni. - powiedział, a ja się położyłam. - Jestem zmęczona. Idę spać. - powiedziałam i miałam już zamykać oczy kiedy do pokoju weszła Emily. Ona naprawdę nie rozumie, że nie chce jej widzieć. - Jezu. Veronica, jak się czujesz? - zapytała "zmartwiona" . Zaśmiałam się drwiąco. - Czy ja nie wyraziłam się jasno? Nie chcę cię znać. Wynoś się i nie zbliżaj do mnie. - powiedziałam przez zęby. - Nie dałaś mi wytłumaczyć. Proszę cię. Jestem przecież twoją najlepszą przyjaciółką. - powiedziała płaczliwym głosem. - Pomyliło ci się coś. Byłaś moją najlepszą przyjaciółką. Teraz nie chcę cię znać. - miałam gdzieś, że Harry tu jest. - Proszę daj mi to wyjaśnić. To nie było tak jak myślisz. - ona jest chyba śmieszna. - A jak? Opowiedz. - powiedziałam, a ona spojrzała na Harry'ego, który patrzył na nasza rozmowę o dziwo z powagą, a nie śmiechem. - Przy nim. - dodałam po chwili. Emily spuściła głowę. - Byliśmy pijani i po prostu tak wyszło. Na początku nie chciałam, ale Josh zaczął mnie namawiać no i...poszłam z nim. - to ma być wytłumaczenie? Adwokatem nigdy nie będzie.  - Czyli tak jak przypuszczałam. Mój chłopak zdradził mnie z moją najlepszą przyjaciółką. - powiedziałam z uśmiechem na twarzy- Wiesz co?! Wcześniej czułam smutek. Płakałam i w ogóle, ale teraz jestem po prostu wściekła. Straciłam dwie najważniejsze dla mnie osoby, ale dzięki wam zyskałam wolność od ojca, bo gdybym nie uciekła z imprezy ktoś nie chciałby mnie zgwałcić i nie spotkałabym Harry'ego. On jest teraz jedyną osobą, która mi pomaga, a teraz wynoś się stąd, bo nie mam ochoty na ciebie patrzeć. - wykrzyczałam i wskazałam na drzwi. - Ale... - zaczęła, ale Harry jej przerwał.

- Chyba coś powiedziała. - wydarł się, a Emily, aż podskoczyła. - Wolisz bandytę ode mnie? - zapytała niedowierzająco. - On mi przynajmniej pomaga. - wydarłam się, a ona tupnęła nogą jak typowa blondi i wyszła z sali odgarniając włosy, a na koniec uśmiechając się głupio. W sumie to jej zachowanie pasuje do koloru włosów. Blondynka. Byłam mega wkurzona, a moje zmęczenie w pełni wyparowało. Miałam ochotę jej przywalić, ale wiedziałam, że nagły ruch mógłby spowodować, że głowa mnie zacznie boleć czy coś. Niech się cieszy, że jestem w szpitalu, bo rodzona matka by jej nie poznała. Jakim prawem ona tu przychodzi? Dobrze wie, że nie chcę jej znać, a co dopiero widzieć ją. Zdradziła mnie, a prawdziwa przyjaciółka tak nie robi. Teraz jedyne co może zrobić to pocałować się w dupę. - Okey? - zapytał Harry, a ja kiwnęłam głową. - Idź spać. - powiedział spokojnym głosem. - Nie wiem czy dam radę - powiedziałam cicho. - Jeśli położę się obok zaśniesz? - zapytał po chwili. Popatrzyłam na niego z niedowierzaniem. On naprawdę by to zrobił? - Można spróbować. - powiedziałam po chwili. Harry wstał z krzesła i położył się zaraz obok mnie. Wtuliłam się w jego klatkę i zamknęłam oczy. Poczułam jak Harry całuje mnie w czubek głowy. Czy to na pewno ten sam Harry, który bije się na ringu i nie tylko tam? To niemożliwe. Ten jest opiekuńczy, delikatny, troskliwy..-  Harry? - odezwałam się, a ten mruknął, żebym mówiła - Czy ty, to ty? - zapytałam i się zaśmiałam. - Stuprocentowy ja. - powiedział i się zaśmiał. Harry mnie obejmował, a ja nie miałam nic przeciwko, a wręcz przeciwnie. Mogłam tak leżeć wiekami. Czułam się bezpiecznie w jego objęciach. Dziwne...Wszyscy się go boją, a ja w jego objęciach czuje się bezpiecznie. Coś tu chyba nie gra. Gdyby ktoś nas teraz zobaczył powiedziałby, że jestem jakaś chora i chyba nie wiem kim jest Harry. Przeraża mnie jego "praca", ale on sam już wcale, więc czego mam się bać.                                                                         ***

Obudziłam się dalej w objęciach Harry'ego. Spojrzałam na niego. Spał. Jego włosy opadały na czoło i wyglądał uroczo. Jak nie on. Co jakiś czas pochrapywał co dodawała mu jeszcze więcej uroku. Mimo, że spał, nie wypuszczał mnie z objęć. Popatrzyłam na zegar wiszący na ścianie. Była 6 rano. Byłam wyspana. Szturchnęłam lekko Harry'ego, żeby się obudził, bo nie chcę być znów duszona, a jego siła mogłaby mnie z łatwością uszkodzić. Przeraża mnie ta myśl, ale trudno. Szturchnęłam go jeszcze raz. Tym razem mruknął niezadowolony i otworzył oczy.  Uśmiechnęłam się szeroko, a on wypuścił mnie z objęć. 

- Dziewczyno. Jest dopiero szósta rano. - powiedział zaspanym głosem 
- A poszliśmy spać o 20. - powiedziałam i się zaśmiałam. Harry się nie odezwał. Wstałam i...właściwie to po co ja wstałam? Niestety nie mam tu żadnych ubrań i nie mam się w co przebrać. Jedynie ciuchy z imprezy. Teraz jestem w jakiejś szpitalnej piżamce. Chyba rzeczy z imprezy są lepsze. Stokroć lepsze. Wzięłam ubrania wiszące na końcu łóżka i poszłam do szpitalnej łazienki. Nigdy ich nie lubiłam, ale co zrobić? Trzeba się w końcu umyć. Zdjęłam z siebie tę ohydną piżamę i weszłam do kabiny prysznicowej. Jak najszybciej się umyłam i wyszłam. Ubrałam się i wróciłam do sali. Nie był to strój, który chciałam ubrać, ale niestety ten był jedyny. Weszłam na salę i usiadłam na starym szpitalnym materace obok Harry'ego. Wydawał się być zamyślony. - O czym myślisz? - zapytałam, ale nie dostałam żadnej reakcji z jego strony. Szturchnęłam go, a kiedy na mnie spojrzał powtórzyłam pytanie.
- Zayn musi zapłacić za to co zrobił. - powiedział patrząc tępo w ścianę.
- Proszę cię. Tylko się z nim nie bij. -  powiedziałam błagającym głosem. Naprawdę nie chciałam, żeby się z nim bił. Gdyby został złapany nie miałabym nikogo. Zostałabym z niczym. A do tego bym za nim cholernie tęskniła. Prawie cały czas spędzam z nim czas i już się przyzwyczaiłam do niego.
- A dlaczego nie? Veronica on chciał cię zgwałcić. To do ciebie nie dociera? - zapytał mnie, a ja spuściłam głowę. Dociera. Próbowano mnie już zgwałcić cztery razy w ciągu półtora tygodnia. Nie życzę tego żadnej dziewczynie, ale nie chcę, żeby Harry się z nim bił. Jestem pewna, że by go złapali, a ja bym została sama.
- Nie chcę, żebyś się z nim bił. A co jeśli cię złapią? - zapytałam po chwili. Głupio się czułam, bo w tej chwili przyznawałam mu, że go potrzebuję i chcę, żeby był przy mnie. Przynajmniej tak mi się wydawało. 

- Skarbie, mnie nikt jeszcze nigdy nie złapał. Jestem nietykalny - powiedział i się uśmiechnął lekko do mnie. Skarbie? Serio?
- A co jeśli tym razem zostaniesz złapany? Co jeśli będziesz w więzieniu? Nie chcę, żebyś tam trafił. - powiedziałam cicho.
- Chcesz, żebym był przy tobie, prawda? - zapytał, a ja spuściłam głowę. Nie powiedziałam tego dosłownie, ale można było się domyślić. - Nie zostawię cię. Nie musisz się o to martwi
ć. - powiedział spokojnym głosem. Powoli podniosłam głowę do góry. Na mojej twarzy był ogromny rumieniec. Czemu tak na mnie działa?! Ja nie chcę! Spojrzał na mnie i się zaśmiał. Co w tym śmiesznego?! To nie moja wina, że wyglądam jak burak...to jego wina. Uderzyłam go żartobliwie w ramię, żeby przestał się że mnie nabijać.
- Nie śmiej się! - powiedziałam też się śmiejąc. Tyle, że ja z zażenowania, a on z tego, że się rumienie.
- Znowu się rumienisz. - powiedział z szerokim uśmiechem. Jego dołeczki były bardzo dobrze widoczne. Mogłabym się patrzeć na niego cały czas.
- No i co z tego? Nie śmiej się. - powiedziałam dalej się śmiejąc. Przestał się śmiać, ale na twarzy miał dalej lekki uśmiech. Teraz w ogóle nie wyglądał na jakiegoś boksera czy kimkolwiek jest. Usłyszałam po chwili dzwonek mojego telefonu. Dostałam SMSa. Ciekawe kto. Wyjęłam go z kieszeni i odblokowałam. Otworzyłam wiadomość i od razu dostałam następną, ale nie od tej samej osoby. Pierwsza była od Emily. Ciekawe co znowu chce.
"Jeszcze mnie popamiętasz."
czytasz=komentarz
Komentować! Każdy komentarz to dodatkowa motywacja! :D

środa, 10 grudnia 2014

Rozdział 19

- Szczerze mówiąc, myślałam, że ubierzesz sweterek i spódnice za kolana. - odezwała się Caroline, kiedy byliśmy już w samochodzie.
- Czemu dla wszystkich jestem grzeczną niewinną dziewczynką? - zapytałam wyrzucając ręce w górę.
- A nie jesteś? Ilu zaliczyłaś? - zapytała Caroline odwracając do mnie przodem, bo siedziała z przodu, a na z tyłu.
- Ej. To jest cios poniżej pasa. - powiedziałam grożąc palcem.
- Proszę cię. Nie mów mi, że jesteś dziewicą. - powiedziała błagającym głosem Caroline.
- Daj jej spokój Caroline. Jeszcze obrzydzisz jej imprezy z tobą. - powiedział Zayn. Dziękuję.
- Jestem. - powiedziałam po chwili.
- Czas to zmienić. Znajdę ci jakiegoś. Chyba, że chcesz Zayn'a. On na pewno chętny. - powiedział wskazując na chłopaka.
- Nie mam zamiaru iść z nikim do łóżka albo w kiblu. Jak kto woli. - powiedziałam i akurat dojechaliśmy. 
 Wyszłam z samochodu i razem z Caroline i Zayn'em ruszyliśmy w stronę klubu. Już na dworze było słychać muzykę, która leciała w klubie. Uśmiechnęłam się sama do siebie i weszliśmy do środka. Głośna muzyka dotarła do moich uszu. Było tam sporo ludzi. Głównie w wieku około 20 lat. Znaleźliśmy wolne miejsce i usiedliśmy.
- Chcecie coś do picia? - zapytał Zayn wstając.
- Mi obojętne. Coś dobrego. - powiedziałam z uśmiechem.
- Mi to samo. - powiedziała Caroline, a Zayn poszedł do baru. Zaczęłam się rozglądać. To nie jest moje ulubione miejsce, ale muszę Harry'temu pokazać, że nie jest niewinną, grzeczną dziewczynką za którą mnie uważa i potrafię się zabawić, a że jestem dziewicą to znaczy, że mam szacunek do siebie i nie jestem dziwką, która jak upatrzy sobie jakiegoś chłopaka to idzie z nim od razu do łóżka. Ja nie jestem z tych. Wiem, że jego znajome takie są, ale nie ja i nie mam zamiaru tego zmieniać. Chcę być sobą i będę nią. Z rozmyśleń wyrwał mnie Zayn, który przyniósł nam drinki. Podziękowałam i upiłam łyk. W moim gardle od razu poczułam ostre pieczenie. Zignorowałam je i wstałam łapiąc Caroline za rękę. Miałam ochotę potańczyć.
Zaczęłyśmy tańczyć. Niemal od razu podeszli do nas chłopcy. Do Caroline podszedł dobrze zbudowany, wysoki brunet, a do mnie trochę niższy blondyn z niebieskimi oczami. Muszę przyznać, że był przystojny. Zawiesiłam ręce na jego karku, a jego dłonie powędrowały na moje biodra. Zaczęłam kołysać powoli, ale seksownie biodrami.
 Widziałam wkradający się uśmiech na jego twarzy. Obrócił mnie i przycisnął mnie do swojego krocza. Słyszałam ciche jęki jakie z siebie wydawał. Po chwili mnie puścił i po sekundzie wrócił, ale to już chyba nie był on. Zaczęło robić mi się słabo i kręcić w głowie. Odwróciłam się i opadłam na jego klatkę. Wyprostowałam się i próbowałam iść usiąść, ale chłopak mnie złapał.
- Puść mnie. - powiedziałam cicho i uderzyłam go lekko w klatkę piersiową.
- Coś się dzieje? - usłyszałam ochrypnięty głos...głos Harry'ego. Spojrzałam moimi zmęczonymi oczami w górę. Ujrzałam zmartwioną twarz Harry'ego. Moje powieki były wyjątkowo ciężkie, ale starałam się ich nie zamykać. Harry wziął mnie na ręce i poszedł w stronę stolika gdzie siedział Zayn. 
- Co jej podałeś? - warknął Harry w stronę Zayn'a.
- Nic. - powiedział z uśmiechem Zayn.
- Znam cię Malik. Gadaj co jej dałeś. - żądał Harry.
- Tabletkę gwałtu. Nic wielkiego. Musi się dziewczyna zabawić choć raz, a nie. - już prawie nie kontaktowałam. Harry mruknął coś pod nosem i wziął moją torebkę. Szybko wyszedł z klubu. Wsadził mnie do samochodu i szybko pobiegł, żeby wejść z drugiej strony. Kiedy już tam jest rusza w piskiem opon.
- Veronica słyszysz mnie? - nie słyszałam już tak dokładnie. Wszystko mi się zamazywało, a ja nie wiedziałam co się dzieje.
- Gdzie ja jestem? - mój cichy głos był ledwo słyszalny, ale nic na to nie mogłam poradzić. Byłam słaba. Moje ciało prawie w ogóle nie reagowało, nie kontaktowałam co się dzieje, a moje oczy były coraz cięższe. Czułam się jakby życie ze mnie upływało. Po chwili, a może dłuższej chwili zaczął dzwonić mój telefon. Harry sięgnął do mojej kieszeni i wyciągnął z niej mój telefon. Spojrzał na wyświetlacz i odebrał. Usłyszałam tylko imię Caroline, więcej nic, bo zasnęłam.
***

Słyszę czyjąś rozmowę, ale nie wiem czyją i o czym. Słowa są tak jakby rozmazane i nie rozumiem ich. Rozpoznałam tylko tyle, że rozmowa jest prowadzona przez dwóch mężczyzn. Gdzie ja do cholery jestem? Nie mogę otworzyć oczu. Nie wiem czemu, ale po prostu nie.mogę. Czuję jakby na moich powiekach były przyczepione 5-cio kilowe ciężarki. Jestem zbyt słaba, żeby je podnieść. Poczułam, że ktoś trzyma moją rękę. Kto to jest? Z kim ja tu jestem? I najważniejsze...Gdzie ja jestem. Spróbowałam poruszyć dłonią. Udało mi się, ale ten ktoś tego nie wyczuł. Zebrałam wszystkie siły jakie miałam i znów poruszyłam. Tym razem zadziałało. 
- Budzi się. Poruszyła ręką - usłyszałam czyjś głos. W końcu rozumiem co mówią.
- Słyszy mnie pani? - usłyszałam drugi głos. - Proszę poruszyć ręką jeśli mnie pani słyszy. - znów się odezwał. 
- Proszę. Porusz się. - znów ten pierwszy głos. Poruszyłam dłonią.  

Teraz czas, żeby otworzyć oczy. Moje powieki lekko drgnęły, ale nie udało mi się. Spróbowałam jeszcze raz. Tym razem się udało, ale od razu oślepiła mnie jasność w tym pomieszczeniu i je zamknęłam. Mając zamknięte oczy nic nie osiągnę. Znów je otworzyłam, ale tym razem zamrugałam kilka razy, aby przyzwyczaić się do światła. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Jestem w szpitalu? Ale dlaczego? W pomieszczeniu oprócz mnie były jeszcze dwie osoby. Jedną z nich był około pięćdziesięcioletni lekarz, a drugą Harry. Muszę przyznać, że się trochę zdziwiłam, ale cieszę się, że tu jest. Otworzyłam już usta, żeby coś powiedzieć, ale Harry mi przerwał. 
- Nic nie mów i odpoczywaj. - powiedział, a ja kiwnęłam głową. Dalej byłam śpiąca, ale nie chciałam iść spać. Chciałam się dowiedzieć co ja tu robię. 
- Boli coś panią? - zapytał lekarz. Zaprzeczyłam kręcąc głową- Dobrze się pani czuje? - kiwnęłam głową na tak- Jest pani zmęczona? - co to jakieś przesłuchanie?! Kiwnęłam głową na tak. - Dobrze. Proszę odpoczywać. Jutro zostanie pani wypuszczona. - powiedział i wyszedł.
- Pewnie chcesz się dowiedzieć co ty tu robisz. - powiedział, a ja kiwnęłam głową. - Jak zapewne wiesz byłaś na imprezie. - zaczął, a ja kiwnęłam głową. - Byłaś tam z Zayn'em i Caroline. Zayn dał ci tabletkę gwałtu, a ty zasłabłaś i przywiozłem cię do szpitala. - o to całą historia. Aha. Takie szczegóły facet podałeś. Nie ma co. 
- Co ty robiłeś na imprezie? - zapytałam strasznie ochrypniętym głosem, jakbym się nie odzywała kilka lat. To było straszne.
- Miałem złe przeczucia i pojechałem tam. Tańczyłaś z jakimś blondynem. Kazałem mu spierdalać i ja zacząłem z tobą tańczyć. Wtedy zaczęłaś się źle czuć. - powiedział, a ja kiwnęłam głową na znak, że rozumiem.

czytasz=komentarz
Każdy komentarz to dodatkowa motywacja :)

niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdział 18

Kiedy się obudziłam byłam dalej wtulona Harry'ego. Jestem mu ogromnie wdzięczna, że ze mną został. Kiedy próbowałam wstać zacisnął swoje ręce na mojej tali jeszcze bardziej. On też się obudził? Ruszyłam się jeszcze raz, żeby wstać, ale znów to samo. Przysięgam zaciśnie je jeszcze o centymetr, a mnie udusi. Niektórzy cieszyliby się z mojego uduszenia.
- Harry. - powiedziałam cichym głosem, a on mruknął z niezadowolenia. To śpi czy nie? - Harry puść mnie. - powiedziałam trochę głośniej, ale on tylko zacisnął ręce jeszcze bardziej. Ledwo łapałam już oddech. - Harry. Udusisz mnie! - powiedziałam głośniej, a on w końcu  otworzył leniwie oczy i na mnie spojrzał.
- Przepraszam. - powiedział cicho i poluźnił uścisk. Wzięłam głęboki oddech. 
Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Otworzyłam ją i zaczęłam szukać czegoś co mogę ubrać. Na dworze było trochę zimno. Nie miałam zamiaru dzisiaj nigdzie wychodzić, więc wyciągnęłam po prostu szare dresy z czarnymi zamkami w kieszeniach i zwężane na dole, a do tego biała luźną bokserkę z czarnym napisem "I'm sexy and i know it". Odwróciłam się do Harry'ego. Patrzył na każdym nawet najmniejszy mój ruch. Zarumieniłam się, bo byłam tylko w jego koszulce i bieliźnie. Może i koszulka sięgała do połowy ud, ale czułam się skrępowana. Szybko wyszłam z pokoju i skierowałam się do łazienki. 
                                                                 ***
Siedzę z Harry'm w salonie i oglądam telewizję. 


- Wyglądasz czasem jak ten po środku. - powiedziałam po chwili ze śmiechem, patrząc na jednego gościa w telewizji.
- To znaczy jak? - zapytał spoglądając na mnie.
- Jakby ci coś w dupę wchodziło. - powiedziałam wstając z kanapy, żeby jakby co móc szybko uciec.
- Masz 3 sekundy na ucieczkę. - powiedział z udawaną powagą, a ja zaczęłam uciekać - jeden...trzy. - powiedział i rzucił się w pogoń za mną. Dobiegłam tylko do połowy schodów, a on mnie złapał. Przerzucił sobie przez ramię i zszedł na dół. Rzucił mnie na kanapę i usiadł na mnie okrakiem.
- Odwołaj to, chyba, że chcesz powtórkę z rozrywki, ale bez błota. - powiedział z uśmiechem.
- No chyba nie. Musisz przyznać, że tak wyglądasz. Przykro mi Harry. Prawda boli. - powiedziałam, a on zaczął mnie łaskotać. - Nie...Proszę...Przestań. - mówiłam przez śmiech. Zatrzymał się na moment, więc mogłam zaczerpnąć trochę powietrza.
- Odwołaj tamto. - powiedział trzymając ręce na mojej tali, żebym mu nie uciekła, jakby przyszło mi to do głowy. I tak bym nie uciekła daleko. Chyba, że uciekłabym do toalety i zamknęłabym drzwi.
- Łaskotki powinny być zakazane. I nie. Nie odwołam tego. - powiedziałam dumnie. Znów zaczął mnie łaskotać. Znów miałam trudności z oddychanie. Harry chyba chce mnie udusić. Próbowałam się wydostać, ale bez szans. Jest za silny...i to o wiele. - Proszę przestań. - wykrzyczałam, a z moich oczu zaczęły pojawiać się łzy od śmiechu. Nachylił się nade mną. Jego zielone oczu wpatrywały się w moje.
- Jeśli to odwołasz. - powiedział cicho, a ja się nie odezwałam. Jego oczy mnie zahipnotyzowały. Świat wokół przestał istnieć. Mój oddech przyspieszył, a serce razem z nim. Co się dzieje? Czułam na sobie jego oddech co mi jeszcze bardziej przeszkadzało. Patrzyliśmy na siebie do momentu, aż nasze usta się złączyły. Znowu całuję się z Harrym.
W moim brzuchu jest stado dzikich motyli, które chcą się wydostać. Moja ręka przeniosła się na jego kark, a druga wplątała we włosy. Nasze usta idealnie ze sobą współgrały. Pocałunek był spokojny, ale namiętny. W tle grał telewizor, ale go ignorowałam. Między nami robiło się coraz goręcej. Po chwili Harry przejechał językiem po mojej dolnej wardze prosząc o dostęp. Kiedy go dostał jego język wślizgnął się do moich ust. Kiedy zabrakło nam powietrza oderwaliśmy się od siebie. Co to w ogóle było? Patrzyliśmy na siebie przez chwilę, a Harry ze mnie zszedł. Podniosłam się do pozycji siedzącej.

 Przyłożyłam rękę do ust. Znów się z nim całowałam. Jednak tym razem było inaczej. Poczułam motylki w brzuchu, co było dziwne, ale jednak czułam się dobrze. Zarumieniłam się.
- Coś często się rumienisz. - powiedział Harry, a ja spuściłam głowę - Czy ja tak na ciebie działam? - zapytał z głupim uśmiechem na twarzy.
- N-Nie. - jąkałam się.
- Na pewno? Sądząc po tym, że od razu po pocałunku się zarumieniłaś jest inaczej. - powiedział trochę poważnie.
- A właśnie. Tak wracając do pocałunku. Co to do cholery było?- zapytałam poważnie.
- Nie wiem. Jakoś tak się stało. Nic wielkiego. - powiedział obojętnie. Nic wielkiego?! Całowaliśmy się! To nic wielkiego?! Zastrzelcie mnie.
- Czyli zapominamy? - zapytałam równie obojętnie.
- Jak tam wolisz. -  powiedział i oparł się o kanapę. Byliśmy chwilę w ciszy, ale Harry postanowił ją przerwać. - Jesteś dziewicą? - zapytał po chwili. Podniosłam brwi do góry słysząc to pytanie. Ja mam mu na to odpowiedzieć? Ale z drugiej strony wiedziałam, że kiedyś o to zapyta.
- Potrzebne ci to do czegoś? - zapytałam krzyżując ręce na piersi.
- Czysta ciekawość. To jesteś czy nie? - zapytał ponownie. Wstydziłam się trochę mu odpowiedzieć. Jestem dziewicą. Kiedy byłam z Josh'em on cały czas mówił o tym, żebyśmy się przespali, ale ja nie chciałam. Nie czułam tego czegoś. Nie to, że go nie kochałam, ale po prostu...to nie było to. A do tego on chciał to wymusić, a ja wtedy jeszcze bardziej nie chciałam.
- Jestem. - powiedziałam cicho i spuściłam głowę. Nie lubiłam o tym mówić.
- Wiedziałem. Jesteś za niewinna. - powiedział patrząc na mnie.
- Przepraszam? Jestem za niewinna? - zapytałam drwiąco.
- Dokładnie. Jesteś niewinną, słodką dziewczynką, która jest dziewicą, ale za to potrafisz świetnie całować. Co mnie dziwi, ale w sumie nie aż tak, bo czasem potrafisz być naprawdę seksowną suką. -  To jest obraza czy komplement, bo już nie rozumiem.
- Masz numer do Caroline? - zapytałam po chwili ciszy.
- Tak. A po co ci on? - zapytaj zdezorientowany.
- A dasz? - zapytałam z nadzieją.
- Jeśli odpowiesz. - powiedział trzymając już telefon w ręku.
- Chcę się z nią umówić - powiedziałam, a on dał mi telefon. Spisałam numer i oddałam mu telefon.
Ja: "Masz ochotę pójść jutro na jakąś imprezę? Veronica xd"
Caroline: "Skąd masz mój numer? Zresztą nie ważne. Ja zawsze chętna na imprezy. Gdzie i kiedy? "
Ja: "W tym nowym klubie. Podobno jest zajebisty. Jeśli chcesz przyjść po mnie, będę u Harry'ego, jeśli mam iść po ciebie musisz podać mi adres. Godzina obojętna" 
Caroline: " Będę po ciebie o 19. Jeśli się nie obrazisz wezmę ze sobą Zayna" 
Ja: "Bierz kogo chcesz. To do jutra :* "
Schowałam telefon do kieszeni i z uśmiechem siedziałam na kanapie. Ja jestem niewinna? Może nie wchodzę do łóżka każdemu napotkanemu facetowi, ale bez przesady. Aż taka niewinna nie jestem.
***

Za godzinę ma przyjść Caroline, więc trzeba się szykować. Wzięłam już prysznic. Teraz muszę się ubrać, zrobić coś z włosami i makijaż. W ręczniku poszłam do pokoju. Na szczęście Harry był w salonie, więc mnie nie widział. Wyjęłam z szafy czarne krótkie spodenki z ćwiekami, które ledwo zasłaniały tyłek, zwykłą białą luźną bokserkę, ale krótszą niż te co noszę normalnie, a do tego wysokie szpilki. Miałam w pokoju lustro, więc mogłam się pomalować tu. Wyjęłam wszystkie potrzebne kosmetyki i wzięłam się do roboty. Usta pomalowałam na krwisty czerwony, oczy to po prostu rzędy i eyeliner i trochę pudru. Nie miałam za bardzo czasu na włosy, więc po prostu je rozczesałam i zostawiłam. Spojrzałam na godzinę. Była 18:55, więc zaraz ma przyjść Caroline. Chwyciłam torebkę i zbiegłem na dół.
Harry był nadal w salonie. Kiedy usłyszał moje kroki odwrócił się, a kiedy mnie zobaczył wstał. Przez chwilę miał otwartą buzię, a po chwili zagryzł wargę.
- Co? Jestem gdzieś brudna? - zapytałam oglądając się.
- Veronica. Wyglądasz...wyglądasz seksownie. - powiedział podchodząc do mnie i oglądając mnie dookoła.
- To chyba dobrze, nie? - zapytałam niepewnie i ułożyłam usta w cienką linie.
- A tak w ogóle. Gdzie ty się wybierasz? - zapytał, a ja usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Na imprezę z Caroline. - powiedziałam i otworzyłam drzwi. - I Zaynem. -  dodałam po chwili.
- Wow. Wyglądasz...Gdybym była lesbą oj. Brałabym. - powiedziała Caroline.
- Wyglądasz cudownie. - powiedział Zayn.
- Wy też niczego sobie. - powiedziałam i się zaśmiałam. - To pa, Harry. - powiedziałam i wyszłam z domu.





czytasz=komentarz


Wasze komentarze naprawdę mnie motywują :)

Jak obiecałam jest kolejny rozdział. Pisałam go na szybko, ale myślę, że nie jest, aż tak źle.

czwartek, 4 grudnia 2014

Rozdział 17

OCZAMI HARRY'EGO
Walka skończyła się jak zwykle moją wygraną. Facet okazał się być mięczakiem, bo już po 4 ciosach leżał. Mam już dość takich. Mogliby dać jakiegoś na moim poziomie, a nie na podstawowym., których do pokonania używam minimum moich możliwości. Zdążyłem się przebrać, a koleś dalej leży na ringu. Zaśmiałem się drwiąco i podszedłem do stolika gdzie siedzieli moi przyjaciele i dziewczyny. Nie było z nimi Veronica'i. Gdzie ona kurwa jest?
- Gdzie Veronica? Stała tu przed chwilą. - zapytałem, a wszyscy spojrzeli na mnie i wzruszyli ramionami...oprócz Caroline. Ona coś wie.
- Wyszła stąd. Widziałam, że płakała kiedy wychodziła. - powiedziała, a ja kiwnąłem głową na znak, że rozumiem i poszedłem w stronę wyjścia. Co jej odwaliła, żeby stąd wyjść?! Przecież tu jest niebezpiecznie. Może ktoś ją zgwałcić albo coś innego. Nawet mogą ją tu zabić. Ona ma w ogóle mózg?
- Gdzie idziesz Styles? - usłyszałem za sobą głos Nialla. Odwróciłem się w jego stronę.
- Znaleźć ją. - powiedziałem i już ich nie słyszałem. Wyszedłem z budynku. Na dworze jej nie było, więc może być wszędzie. Wsiadłem do samochodu i wyjąłem z kieszeni telefon. Miałem nadzieję, że odbierze ode mnie. Wybrałem jej numer. Pierwszy sygnał...drugi...trzeci...czwarty. Nie odbiera. Zadzwoniłem jeszcze trzy razy, ale dalej nic. Co jest? Odpaliłem samochód i zacząłem jej szukać. Nie mogła daleko odejść.
Robiło się już ciemno, co wcale nie pomagało. Jeździłem jakąś godzinę, ale jej nie znalazłem. Może po prostu poszła do domu. Ruszyłem w tamtym kierunku. Miałem nadzieję, że tam jest i nic jej nie jest. Nie zniósł bym tego, gdyby coś jej się stało. Nieważne ile razy mnie wkurwiła...zależy mi na niej. Jest całkiem inna niż dziewczyny z jakimi się zadaję, a jest ich sporo. Większość z nich jest tylko dla seksu, ale jednak to dziewczyny i są przeciwieństwem Veronica'i. Ona jest taka niewinna, nieśmiała, urocza, piękna...Stop. Styles o czym ty myślisz?! To tylko kolejna dziewczyna. Ale jednak kocham jak się śmieje, jak płacze w moich ramionach, jak mi się stawia.
Złamałem chyba wszystkie prawa jadąc do domu. Musiałem być tam jak najszybciej, żeby sprawdzić czy tam jest. Zaparkowałem samochód i wysiadłem z niego. Skierowałem się do drzwi. Zamknięte, czyli jej nie ma. W sumie to nawet nie miała jak się dostać do domu, bo nie ma kluczy. To jest głupie. Szybko wróciłem do samochodu trzaskając drzwiami. Normalnie bym tego nie zrobił, ale spieszyło mi się. Jeśli jej się coś stanie nie wybaczę sobie tego. To przeze mnie stamtąd poszła i to ja byłbym winien temu co się stanie, a do tego mam złe przeczucia, że coś się stanie złego. Ona nie jest w dobrym miejscu, ani o dobrej porze. Jest tam teraz wiele naćpanych facetów, gwałcicieli, zabójców. Jeśli oni jej coś zrobią zabije ich gołymi rękoma. Moje dłonie były mocno zaciśnięte na kierownicy, a szczęka mocno zaciśnięta. Wkurwiałem się na samą myśl o tym, a co dopiero gdyby to była prawda. Po jakiś 5 minutach zobaczyłem ją. Moje przeczucia były dobre. Ktoś próbował się do niej dobrać. Zabiję go. Zaparkowałem samochód i szybko z niego wysiadłem. Szedłem szybkim krokiem, żeby jak najszybciej się do nich dostać.
- Wezmę coś czego nie zdążyłaś mi dać. - powiedział męski głos. Znałem ten głos, ale nie mogłem sobie za nic przypomnieć skąd. 

- Nie proszę. Zostaw mnie, Josh. - mówiła płaczliwym głosem. Josh. Jej były. Mogłem się domyślić. Ten chuj zakrył jej dłonią usta. Moje pięści zacisnęły się jeszcze bardziej, a kiedy byłem obok wycelowałem w twarz tego śmiecia.
- Co do chuja?! - wydarł się i na mnie spojrzał.
- Spierdalaj od niej. - wysyczałem przez zęby i podarowałem mu kolejny cios. Tym razem w brzuch. Jęknął z bólu i upadł. Kopnąłem go z całej siły w żebra przez co z jego ust wydobył się jęk spowodowany bólem. Dupek nawet nie potrafi wstać i stawić mi czoła. Za sobą słyszałem cichy szloch Veronica'i przez co czułem ból w sercu, a moja złość wzrastała. Kolejny raz go kopnąłem. Uklęknąłem i złożyłem kolejny cios na jego krzywej już mordzie. Kiedy chciałem zadać kolejny cios poczułem na swoim ramieniu czyjąś małą dłoń. Veronica.
- Harry. Przestań proszę. - jej cichy głosik doszedł do moich uszu. Puściłem gnoja i odwróciłem się w jej stronę. Nie miała na sobie bluzki, a z jej oczu dalej płynęły łzy. Zmierzyłem jej ciało od góry do dołu. Cudowny widok. Rozejrzałem się, żeby zobaczyć gdzie jest jej bluzka, ale nigdzie jej nie było. Ściągnąłem z siebie koszulkę i ubrałem ją na drobne zmarznięte ciało Veronica'i. Uśmiechnęła się delikatnie.
- Idź do auta. - powiedziałem, a ona nie chcąc się ze mną kłócić tak zrobiła. Kopnąłem ostatni raz Josh'a w żebra - Nigdy więcej się do niej nie zbliżaj albo cię zabiję. - powiedziałem przez zęby i poszedłem do samochodu w którym siedziała już Veronica.  Miała głowę schowaną w kolanach i dalej płakała. Usiadłem na miejscu kierowcy i spojrzałem na Veronica'ę. - Proszę nie płacz już. Nie lubię kiedy płaczesz. - powiedziałem, a ona nie zwróciła na mnie uwagi.
- Co ja takiego zrobiłam, że mnie to spotyka? - pytała samą siebie. Z jej oczu wypłynęło jeszcze więcej łez. W pocieszaniu jestem najgorszą osobą.
- Nie zasługujesz na to. - powiedziałem, a ona w końcu na mnie spojrzała. Jej makijaż był cały rozmazany, ale i tak wyglądała piękne.
- Dziękuję. - powiedziała ochrypniętym od płaczu głosem.
- Nie ma za co. - powiedziałem i ruszyłem w stronę domu. Znów złamałem przepisy, ale chciałem być jak najszybciej w domu. Veronica cały czas płakała. Nie mogłem tego znieść. Nie dlatego, że mnie wkurzasz, ale dlatego, że czuje się wtedy źle. Stylem co się z tobą dzieje?! Nigdy nie zachowywałeś się tak w stosunku do jakiejś dziewczyny! Zaparkowałem pod domem i poszedłem otworzyć dziewczynie. Wziąłem ją na ręce i poszedłem do domu. Poszedłem na górę położyć Veronicę w jej pokoju. Otworzyłem drzwi podszedłem do łóżka delikatnie ją kładąc. Nie puszczała mnie jeszcze. Obejmowałem ją w tali i uspokajałem. Kiedy już nie płakała wstałem i zacząłem iść w stronę drzwi.
- Zostań, proszę.-  usłyszałem za sobą cichy głosik Veronica'i. Odwróciłem się i podszedłem do niej.
- Na pewno chcesz, żebym został? - zapytałem siadając obok niej. Delikatnie kiwnęła głową - połóż się i spróbuj zasnąć. - powiedziałem kładąc się obok niej. Spojrzałem na jej strój. Obcisłe jeansy. Lepiej nie mogła wybrać. Miała zamknięte oczy, ale kiedy złapałem za guzik jej spodni od razu je otworzyła. 


- Co..Co ty robisz? - zapytałam z przerażeniem. w głosie.
- Nie będziesz chyba spała w tych spodniach. - powiedziałem, a  ona się uspokoiła. Ściągnąłem z niej spodnie i położyłem je na stoliku nocnym. Ściągnąłem spodnie też z siebie i nakryłem nas kołdrą. Dziewczyna się we mnie wtuliła, a ja cmoknąłem ją w czubek głowy.

OCZAMI VERONICA'I

Cieszyłam się, że Harry ze mną został. Mimo tego, że miałam ochotę go zabić za to, że uderzył Caroline chcę, żeby ze mną teraz był. Kiedy spotkałam na ulicy Josh'a byłam strasznie przerażona. Zaczęłam uciekać, ale po niedługim czasie mnie złapał i zaczął się do mnie dobierać. Jego łapska błądziły po moim ciele, całował mnie... Miałam ochotę zwymiotować. Rozerwał moją koszulkę, a chwilę później przyszedł Harry. Już drugi raz tak się cieszyłam na jego widok. Po raz pierwszy było kiedy mój ojciec chciał mnie zgwałcić. Zasnęłam wtulona w Harry'ego.


czytasz=komentarz

Komentujcie, proszę. To bardzo motywuję :D

Przypominam o utworzonej stronie z waszymi albo polecanymi przez was blogami.

niedziela, 30 listopada 2014

UWAGA!!!

Moja przyjaciółka zaczęła pisać opowiadanie. Na razie są tylko bohaterowie, ale już niedługo zaczną pojawiać się rozdziały. Byłabym wdzięczna, gdybyście zajrzeli tam, ocenili i w ogóle. Jestem pewna, że jak pojawią się rozdziały spodoba wam się ten fanfiction :)