wtorek, 4 sierpnia 2015

Rozdział 56

OCZAMI VERONICA'I

- Zostań tu. - powiedział poważnym głosem i sam podniósł się z podłogi i ruszył w stronę salonu skąd dochodził dźwięk. Bałam się. Serce waliło mi jak oszalałe. Bałam się nawet oddychać, bo bałam się, że ten ktoś kto jest w domu mnie usłyszy. Ręce zaczęły się trząść jak oszalałe. Słyszałam jak ktoś upada. Proszę niech to nie będzie Harry. Zamknęłam oczy błagając, żeby wszystko było w porządku. Ktoś szedł do kuchni. Szybko schowałam się za blatem.
- Bądź cicho. Tylko bądź cicho. - mówiłam do siebie.
- Znalazłem naszego włamywacza. - usłyszałam nagle głos Harry'ego. Mimo, że był to jego głos to się przestraszyłem.Serce mi się trochę uspokoiło. Podniosłam się z podłogi i spojrzałam na Harry'ego stojącego z szerokim uśmiechem, a po chwili do kuchni wleciał szczeniak. Od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Kucnęłam, a pies podbiegł do mnie. Był śliczny.
- Skąd ty się tu wziąłeś, co? - zaczęłam go głaskać. Szczeniak tak się cieszył, że zaczął mnie lizać po twarzy, przy okazji zlizując mąkę, a ja się przewróciłam do tyłu. Pies od razu wszedł na mnie i kontynuował lizanie mi twarzy. Śmiałam się w niebo głosy. Harry przyglądał mi się z rozbawieniem. Pewnie to śmiesznie wyglądało.
Z mojej twarzy nie zniknął, ani na chwilę uśmiech. Kocham psy, ale nigdy nie miałam własnego. - Trzeba wywiesić jakieś ulotki. Możliwe, że ktoś go szuka teraz. - powiedziałam już bardziej poważniej. Teraz pewnie ktoś się o niego martwi, woła go. Spojrzałam na jego obroże. - Chip - przeczytałam. - A więc wabisz się Chip? - zapytałam psa, a ten jeszcze bardziej zaczął skakać.
- Zaraz zajmę się ulotkami. Daj mu wody, a ja idę po aparat. - powiedział i zniknął za futryną drzwi. Podniosłam się z podłogi i zajrzałam do szafki, w której była jakaś miseczka, do której mogłam mu nalać wody. Kiedy pełną wody miseczkę położyłam na podłodze Chip od razu wziął się za opróżnianie jej. Postanowiłam zostawić go na chwilę samego.  
***
Harry przygotował już ulotki, ale stwierdziliśmy, że jutro zajmiemy się rozwieszaniem ich. Harry poszedł kupić jakąś karmę dla psiaka, a ja zabrałam się za naukę. Z tego co się dowiedziałam to mam ważny sprawdzian w następnym tygodniu. Jest środa, ale stwierdziłam, że po tym jak zemdlałam w KFC nie pójdę do szkoły w tym tygodniu. W sumie to i dobrze, bo mam więcej czasu na przygotowanie do testu. Popatrzyłam na wszystkie materiały jakich mam się nauczyć i stwierdzam, że nienawidzę pisać prace z angielskiego. Tym bardziej jeśli są w niej lektury od początku roku. W sumie to tylko 3 miesiące, bo mamy koniec listopada. Właśnie! Za miesiąc są święta! Trzeba coś wykombinować co kupić Harry'emu pod choinkę. Przecież nie mogę mu kupić skarpetek! Chociaż...
Zaśmiałam się na ten głupi pomysł i wróciłam do mojej nauki. Nauczyłam się chyba 1/100 z  tego co powinnam umieć i wymiękłam. Przecież ja się tego nigdy nie nauczę! Nienawidzę się uczyć tego co nigdy mi się w życiu nie przyda albo czegoś co mnie w ogóle nie interesuje. Szkoła uczy wielu bezsensownych rzeczy. No, bo po co nauczyłam się np. pierwiastków? Przecież nie powiem w sklepie "poproszę 23  kg cukierków". Kto na zdrowym umyśle tak powie? Nikt, więc nie rozumiem po co ktoś w ogóle to wymyślił?
Odrzuciłam na bok wszystkie materiały i chowając głowę w poduszce zaczęłam krzyczeć. Mam dość nauki, ale będę musiała jeszcze pójść na studia jeśli nie chce wylądować na zmywaku czy czymś równie bez ambitnym. Chciałabym robić coś dla ludzi, a nie być na jakimś zmywaku, a z tego co wiem to muszę się uczyć, więc witaj nauko przez kolejne kilka lat. Chociaż jedna rzecz jest pocieszająca. To mój ostatni rok w liceum! I to mnie naprawdę pociesza. Po maturze nie zobaczą mnie w tym budynku. Jedynie jeśli będę musiała odebrać jakieś dokumenty to przyjdę.
- Co jest? - wzdrygnęłam się kiedy usłyszałam głos Harry'ego, który aktualnie siadał na fotelu obok mnie. Kiedy on wszedł do domu? Jeśli będę sama w domu to śmiało można okraść dom. Nawet tego nie zauważę.
- Przestraszyłeś mnie! - krzyknęłam i rzuciłam w niego jedną z poduszek leżących obok mnie. Harry skutecznie się obronił, ale poduszki to już chyba nie odzyska. - Dobrze Chip! Jestem z tobą! - powiedziałam uradowana patrząc na psa, który właśnie niszczy Harry'emu poduszkę. Chłopak szybko spojrzał w tamtą stronę, a kiedy zrozumiał o co mi chodzi, niemal od razu rzucił się na psiaka, który zdążył już porwać jego poduszkę. Zaczęłam się śmiać widząc jak Harry walczy z Chipem o poduszkę. Ja na miejscu Loczka bym już mu ją zostawiła. W końcu i tak nie jest dobra do użytku. Zaczęłam się śmiać w niebo głosy. Ta scena wyglądała komicznie. Cieszę się, że to nie ja jestem na miejscu Harry'ego. Kiedy już udało mu się odebrać Chipowi poduszkę... to tak naprawdę była to poszewka od niej. Pióra, które były wcześniej w poduszce były wszędzie. Nawet w Harry'ego włosach. Wstałam z łóżka i podeszłam do chłopaka. Ściągnęłam z jego włosów piórko i uśmiechnęłam się patrząc mu w oczy.
- Następnym razem ci się uda. - powiedziałam i cmoknęłam jego usta. Oczywiście nie skończyło się tylko na tym, bo Harry musiał pogłębić pocałunek. W moim brzuchu obudziło się jak zawsze stado motyli. Uśmiechnęłam się przez pocałunek i po chwili oderwałam się od niego. - Co za dużo to nie zdrowo. - powiedziałam lekko rozbawiona i poszłam do kuchni napić się wody. Kiedy chciałam wyciągnąć szklankę z szafki poczułam jak ktoś mnie tuli do siebie. Od razu poczułam perfumy Harry'ego. Uśmiechnęłam się pod nosem i spojrzałam na chłopaka.
- A gdzie ci się tak spieszy? - zapytał mrucząc mi do ucha. Zaśmiałam się, bo jego włosy zaczęły mnie łaskotać.
- Harry, puść mnie. - powiedziałam rozbawiona jego zachowaniem. Nigdy tak nie robił.
- A co jeśli nie? - czy on chce mnie wyprowadzić z równowagi? Jeśli tak to przepraszam, ale chyba nie.
- Pójdę spać do swojego pokoju. - wyszczerzyłam się do niego.
- Nie zrobisz mi tego. - powiedział poważnym tonem.
- Chyba jednak zrobię. - powiedziałam z uśmiechem i wzięłam ponownie szklankę, do której nalałam sobie wody.
- Ej! Już się przyzwyczaiłem, że nie jestem sam w łóżku. - powiedział zdruzgotany. Zaśmiałam się na jego reakcje.
- Przykro mi. Było myśleć wcześniej. - powiedziałam dumnie i wypiłam wodę do końca odkładając szklankę do zlewu. Wyszłam z kuchni. Harry szedł za mną. Jestem pewna, że miał minę zranionego pieska. A tak w sprawie psa. Ciekawe gdzie on będzie spał. Może nawet ze mną. Nie obrażę się. Przynajmniej nie będzie mi zimno jak Harry będzie spał w innym pokoju.
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko skręciłam i podbiegłam do drzwi. Otworzyłam bez patrzenia kto to. Okazała się być to Caroline.
- Hej! - dziewczyna przytuliła mnie do siebie.
- Cześć. Jak ja dawno cie nie widziałam - powiedziałam odwzajemniając uścisk. - Wejdź. - zamknęłam drzwi i skierowałam się za Caroline do salonu. Dzisiaj przeszła samą siebie. Była ubrana... normalnie. Na nogach miała czarne botki, jasne jeansy, a górę dopełniał miętowy sweter no i oczywiście kurtka, bo ciepło na dworze nie jest. Patrzyłam na nią przez chwilę jak na ducha, ale po chwili po prostu ruszyłam za nią do salonu i usiadłam obok.
- A temu co się stało? - zapytała patrząc na naburmuszonego Harry'ego. W tym momencie wyglądał jak małe dziecko, które nie dostało lizaka.  Nie moja wina, że sobie nagrabił.
- Idę spać do swojego poprzedniego pokoju tu i jest obrażony, że nie chce z nim - wytłumaczyłam obojętnym głosem. - A tobie co się stało, że się tak ubrałaś? - zapytałam wskazując na jej strój.
- Poznałam chłopaka. - powiedziała spuszczając głowę. Jestem pewna, że się teraz rumieni.
- Czyli koniec przygód na jedną noc? - zapytałam "załamana".
- Tego nie powiedziałam - jej głos był poważny. - ale chyba tak. On pochodzi z dobrej rodziny, jest przystojny, miły, zabawny, wkurzający kiedy chce postawić na swoim, ale jednak intryguje mnie. - powiedziała rozmarzona.
- Ty się zakochałaś! - powiedziałam radośnie.
 
czytasz=komentarz
Każdy komentarz to dodatkowa motywacja :D



niedziela, 2 sierpnia 2015

Rozdział 55

Wiem, że nie powinienem jej tak zostawiać bez słowa, ale po prostu nie mogłem. Nie umiem o tym rozmawiać. Wiem też, że wychodząc z pokoju zraniłem ją. Ona chce mi pomóc, a ja po prostu ją zignorowałem. Nie wiem jak ona się teraz czuję. Miałem ochotę do niej iść, ale muszę pobyć sam. Mieć czas tylko dla ciebie.
Zastanawiam się... Może jednak pojadę do mojej rodziny? Może odwiedzę ich po tym jak dla mnie bardzo długim czasie? Bardzo tęsknię za mamą i Gemmą. Kocham te dwie kobiety, ale z drugiej strony widziałem ich wyraz twarzy i ten strach w oczach. Bały się mnie, a ja czułem się jak jakiś potwór.
Siedziałem z mamą i moją siostrą w salonie. Ja oglądałem powtórkę meczu, a mama rozmawiała z Gemmą o jakiś głupich dziewczęcych sprawach, aż ktoś zapukał. Chciałem wstać, ale Anne mnie zatrzymała.
- Ja pójdę. Siedź. - powiedział, w usiadłem ponownie na kanapie i kontynuowałem oglądanie meczu. Niestety nie trwało to długo, bo po chwili usłyszałem krzyki mojej mamy i... Ojca?!  Skąd on się tu kurwa wziął?!  Jak nas znalazł?! Jakim cudem on się tu znalazł? Spojrzałem na Gemmę, ale ona patrzyła na mnie ze strachem. Jestem teraz tu jedynym facetem, więc to ja muszę je chronić. Szybko wstałem i pobiegłem w strony drzwi wejściowych. Widziałem jak ojciec dusi mamę.
- Zapamiętaj sobie. Ode mnie się nigdy nie ucieka. - powiedział przyduszając ją jeszcze bardziej. Mama z ledwością brała oddechy i zaczęłam robić się czerwona. Jak najszybciej go odciągnąłem, a mama opadła na ziemię. Od razu podbiegła do niej moja siostra. Nie sądziłem, że nas znajdzie. Nie sądziłem, że kiedykolwiek go jeszcze zobaczę. Ojciec uderzył mnie jako pierwszy. Nie byłem mu dłużny. To ja teraz jestem ten silniejszy. Musi zapłacić za wszystkie krzywdy jakie zrobił mi i mojej rodzinie. Nie podaruję mu tego. Zacząłem odkładać go pięściami. Nawet nie zwracałem uwagi na to że  jest bezbronny, a jego twarz była cała we krwi. Chciałem, żeby zobaczył jak to jest być bitym. Chciałem, żeby zostawił naszą rodzinę w spokoju. Ojciec był chyba już nie przytomny, ale nie obchodziło mnie to, aż poczułem czyjąś dłoń odciągającą mnie.
- Harry! Proszę cię , przestań! Zabijesz go! - słyszałem może jej słowa, ale tak naprawdę wlatywały jednym uchem, a wylatywały drugim. Odruchowo popchnąłem tego kogoś, ale po chwili szybko odskoczyłem od ciała mojego ojca i spojrzałem za siebie. Moja mama. Popchnąłem ją. Jak mogłem?!  Spojrzałem na siostrę, którą patrzyła na mnie mając wymalowany strach na twarzy. Bała się mnie, spojrzałem na mamę. Też się bała. Zacząłem się wycofywać, aż w końcu zacząłem biec w nieznanym mi kierunku.  

Wiem, że mogłem wtedy coś powiedzieć, ale bałem się. Bałem się samego siebie, bo skrzywdziłem najważniejsze dla mnie kobiety. To był ostatni raz kiedy je widziałem. Boję się do nich wrócić. Niby wiem na bieżąco czy się przeprowadzają, ale boję się, że znów zobaczę ten strach w ich oczach. Zraniłem je.
***
W ciągu całej godziny nic nie wymyśliłem. Chciałem je zobaczyć, ale się boję, więc podejrzewam, że nic z tego. Postanowiłem zejść na dół do Veronica'i. Chcę ją przeprosić za moje zachowanie. Szybko zszedłem na dół do salonu. Już miałem zacząć mówić, ale zauważyłem, że moja księżniczka zasnęła. Uśmiechnąłem się na ten widok. Wbiegłem na górę i wziąłem z szafki koc. Znów wróciłem na dół. Jak najciszej, położyłem się obok niej i nakryłem nas kocem. Przytuliłem ją do siebie. Kanapa nie była wielka, więc to był plus dla mnie.  Mógłby to być pretekst do przytulenia jej. Spojrzałem na nią. Wyglądała tak słodko i niewinnie śpiąc. Pocałowałem ją w czubek głowy i również postanowiłem pójść spać.
***
Poczułem jak Veronica się poruszyła, więc postanowiłem odtworzyć oczy. Dziewczyna odwróciła się, a kiedy mnie zauważyła odskoczyła tak, że zleciała z kanapy. Szybko się podniosłem i spojrzałem na nią. Widząc jak masuje lewy bok zacząłem się śmiać, a kiedy posłała mi "groźne" spojrzenie, wręcz zwijałem się ze śmiechu.
- Zamknij się Styles, bo to przez ciebie. - wysyczała wstając z podłogi.
- Czemu przeze mnie? - zapytałem dalej rozbawiony.
- Kto normalny otwiera oczy kiedy ktoś się odwraca?! Ja naprawdę mogłam paść na zawał i to nie jest śmieszne. - powiedziała poważnym tonem i usiadła obok mnie zabierając ode mnie koc. Otuliła się nim. Położyłam się obok niej i przytuliłem do siebie. Przez chwilę leżeliśmy tak w ciszy.
- Przepraszam cię za wczoraj. - powiedziałem po chwili cicho.
- Nic się nie stało. Rozumiem cię. To jest ciężki temat. - powiedziałam równie cicho. Spojrzałem na chwilę na nią. Uśmiechnęła się do mnie lekko. Odwzajemniłem jej uśmiech.
- Co moja księżniczka chce na śniadanie? - zapytałem po chwili.
- Herbatę poproszę i gofry z bitą śmietaną jeśli można. - powiedziała z uśmiechem i nadzieją w oczach.
- Ale idziesz ze mną do kuchni. - powiedziałem, a kiedy kiwnęła głową wstałem razem z nią i poszliśmy do kuchni. Zacząłem wyciągać wszystkie potrzebne składniki do zrobienia gofrów i zabrałem się do roboty. Dziewczyna tylko patrzyła na to co robię. Odwróciłem się tyłem do niej i włączyłem gofrownice. Kiedy znowu spojrzałem na miejsce gdzie siedziała Veronica, jej już tam nie było. Zamiast tego poczułem coś zimnego wpadającego do moich bokserek.
- Ej! - szybko odskoczyłem i spojrzałem na śmiejącą się dziewczynę. W dłoni trzymała skorupki po jajku. - Poważnie? Jajko? Musiało to być akurat jajko? - patrzyłem na nią i miałem ochotę sam się śmiać. Dziewczyna wręcz turlała się po podłodze.
- Gdybyś tylko widział swoją minę... - śmiała się coraz bardziej. - bezcenne - Rozejrzałem się po kuchni, żeby znaleźć coś co mógłbym użyć. Wziąłem mąkę i podszedłem do dziewczyny z garścią białego proszku. Veronica chyba tego nie zauważyła, bo nawet nie zareagowała. Wysypałem mąkę na jej ciemne włosy. Dopiero teraz odskoczyła piszcząc. - To nie było fair! Ty masz większe łapy. - powiedziała nie przestając się śmiać. Chwyciłem ją w pasie i okręciłem nas wokół własnej osi po chwili się przewracając. Dziewczyna leżała na mnie, więc szybko to zmieniłem i przeturlałem nas tak, że to ja górowałem. Miała całą twarz w mącę. Po chwili zaczęła kichać.
- I na co ci było wrzucanie tego jajka? - zapytałem śmiejąc się z niej. Nachyliłem się i pocałowałem ją. Było tak pięknie... ale musiała znowu kichnąć. Zaśmiałem się. - Kocham cię. - powiedziałem jeżdżąc nosem po jej policzku.
- Ja ciebie też. - powiedziała i cmoknęła mnie w policzek. Tą piękną chwilę musiała przerwać zbita lampa. Veronica przerażona zastygła w miejscu, przestając na moment oddychać. Nie powiem, że nie, ale ja też się przestraszyłem.
- Zostań tu. - powiedziałem poważnym głosem i sam podniosłem się z podłogi i ruszyłem w stronę salonu skąd usłyszałem trzask.

czytasz=komentarz
Każdy komentarz to dodatkowa motywacja :D

Jutro dodam kolejny rozdział i już zabieram się do jego pisania :)

sobota, 18 lipca 2015

PRZEPRASZAN

Przykro mi, ale rozdział nie pojawi się w ciągu następnych 2 tygodni. Pojechałam gdzieś gdzie ciężko o zasięg, więc nie mam jak pisać, a do tego mam tylko telefon, więc ciężko mi pisać. Przepraszam. Obiecuję, że jak wrócę postaram się napisać długi rozdział albo dodam 2 :)

piątek, 10 lipca 2015

Rozdział 54

Nie wiedziałam co się dzieję, a moja głowa normalnie pękała z bólu. Otworzyłam oczy, ale zaraz je zamknęłam. Światło w pomieszczeniu nie było korzystne dla sytuacji w jakiej się teraz znajdowałam. Zamrugałam kilka razy, aby przyzwyczaić się do światła, a następnie rozejrzałam się po pokoju.  Byłam w sypialni w domu Harry'ego. Co się wcześniej działo? Pojechałam z Harrym do restauracji, a później do KFC i... właśnie. Pamiętam, że była bójka, a później pustka.
Spojrzałam na drzwi, które właśnie się otworzyły, a do pokoju wszedł Harry. Kiedy zobaczył, że nie śpię od razu do mnie podszedł.
- Veronica, jak się czujesz? - zapytał zmartwiony klękając przy łóżku.
- Głowa mnie boli. - powiedziałam cichym i bardzo ochrypniętym głosem.
- Zaraz ci coś przyniosę. - powiedział i wstał pospiesznie, uderzając się przy tym w nogę. Zaśmiałam się cicho, a Harry wybiegł z pokoju, wracając po chwili z tabletką i butelką wody. Podał mi je.
- Dziękuję. - Powiedziałam i wzięłam tabletkę.
- Przepraszam cię za tamto. Wiem, że to przeze mnie zemdlałaś. Ja naprawdę nie chciałem, żeby coś ci się stało. Wybacz mi. - mówił spanikowanym głosem.
- Już jest okey, ale połóż się obok mnie. - od razu wykonał moje polecenie, a ja położyłam głowę na jego torsie. Harry mnie objął ramieniem. Cieszę się, że go mam, ale czasem naprawdę przegina z bycie twardym gościem. To jest męczące, ale za to kiedy jesteśmy sami jest po prostu bosko. Kocham go z jego zaletami i wadami. Przecież każdy ma wady, więc jakby miało się wybierać faceta idealnego to nie dziękuję, ale nie chcę zostać starą panną z siedmioma rudymi kotami... A poza tym chcę mieć dzieci, które wychowam na wspaniałych ludzi. Bardzo chciałabym powiedzieć, że Harry będzie cudownym ojcem moich dzieci, ale nie wiem co będzie jutro, a co dopiero za kilka lat. Mogę mieć straszny wypadek, w którym umrę na miejscu na przykład.
- Kocham cię. - usłyszałam po chwili jego ochrypnięty głos, a w moim brzuchu obudziło się stado motyli. Kocham kiedy to mówi, a często tego mówi, więc muszę się delektować tymi słowami.
- Ja ciebie też. - szepnęłam i jeszcze bardziej wtuliłam się w jego tors. Mogłabym tak leżeć wieczność. Nie ważne gdzie i kiedy. Ważne, że z Harrym.
Harry objął mnie ramieniem i cmoknął w czubek głowy, następnie zaczął bawić moimi włosami. Przez moje ciało zaczęły przechodzić przyjemne dreszcze. Można powiedzieć, że kocham wręcz kiedy ktoś bawi się moimi włosami, a Harry robi to idealnie. przynajmniej dla mnie. Może zostać profesjonalnym głaskaczem włosów. Ale tylko dla mnie. Nikomu innemu go nie oddam.
- Ale masz dla mnie coś do jedzenia, prawda? - zapytałam po chwili. Nie mam zamiaru głodować po tym jak zemdlałam. A jest mi winien romantyczną albo trochę mnie romantyczną kolacje w KFC albo pizzerii.
- Jeśli chcesz to możemy zamówić pizzę. - powiedział, a ja energicznie pokiwałam głową. Miałam szeroki uśmiech na twarzy, więc pewnie wyglądałam jak mała dziewczynka.
***
Pół godziny później przyjechała moja wymarzona pizza. Kazałam Harry'emu zamówić mega, bo jestem bardzo głodna i czuję, że mogłabym zjeść konia z kopytami. Leżałam w pokoju na łóżku, a po chwili do pokoju wszedł chłopak z wielkim pudełkiem pizzy. Na mojej twarzy od razu pojawił się szczery i szeroki uśmiech. Chłopak usiadł obok mnie i otworzył pudełko. Do moich nozdrzy niemal od razu doszedł cudowny zapach pizzy.
- Smacznego. - powiedział cicho Harry, a widząc moje zapełnione pizzą usta zaśmiał się. Nie moja wina, że jestem głodna. To przez Harry'ego, bo nie dał mi od razu czegoś zjeść. 
- Harry? - Odezwałam się po tym jak zjadłam trzy kawałki pizzy. 
- Hm? - podniósł na mnie wzrok.
- Zastanawiałeś się kiedyś czy nie zobaczyć się z swoją rodziną? - zapytałam niepewnie. Nie wiem czemu bałam się tej rozmowy. Bałam się w ogóle o to zapytać! Wiem, że rodzina to dla niego bardzo trudny temat. Moja rodzina też nie należy do szczęśliwych, ale u niego to całkiem inna sprawa, mimo, że ja też nie miałam wesoło i nie lubię rozmawiać o rodzicach. 
Widziałam jak Harry wzdycha i spuszcza głowę. Mój strach wzrósł, bo wiedziałam, że zaraz coś mi odpowie. Podniósł głowę i spojrzał na mnie. W jego oczach mogłam dostrzec ból, strach i niepewność. To nie były emocje jakich się spodziewałam i chyba wolałabym, żeby była to na przykład złość.
- Myślę praktycznie cały czas. - Powiedział ledwo słyszalnym głosem, ale tak, żebym mogła usłyszeć. - Tęsknię za nimi, ale boję się wrócić. - Mówił dalej. Chciałam, żeby mógł  zobaczył swoją mamę i siostrę. W tej chwili nie marzę o niczym innym. Chcę, żeby był znów szczęśliwy, wtedy ja też będę szczęśliwa. 
- Ale czego się boisz? Przecież oni cię kochają. - Powiedziałam chcąc, żeby pojechał do rodziny.
- Nie widziałaś ich twarzy. Patrzyły na mnie jak na jakiegoś mordercę, który zabił całą wioskę. Były się mnie. - Powiedział rozpaczliwie. Wiedziałam, że ciężko mu o tym mówić i wiedziałam, że bardzo cierpi. Dałabym wszystko, aby być na jego miejscu. Nie chcę, żeby cierpiał, a ja już się przyzwyczaiłam, więc jedno cierpienie w tą czy w tą bez różnicy... tak myślę.
- Wiem, że oni cię kochają. - powiedziałam łapiąc go pocieszająco za rękę. - Tak samo jak ja kocham ciebie. Wiem też, że tęsknią za tobą tak samo jak ty za nimi. Mam nadzieję, że kiedyś to zrozumiesz i spróbujesz się z nimi skontaktować. Jeśli będziesz chciał pójdę z tobą, ale to zależy od ciebie. Ja mogę ci tylko w tym pomóc. - powiedziałam te słowa, a Harry tylko na mnie popatrzył, wstał i wyszedł. Westchnęłam tylko. Nie jest najgorzej z jego reakcją. Myślałam, że będzie na mnie wrzeszczał, a tak naprawdę to nie odezwał się słowem i wyszedł.
Odgarnęłam swoje długie ciemne włosy z twarzy i wstałam. Skierowałam się do Harry'ego, ale w ostatnim momencie stwierdziłam, że zostawię go samego póki nie będzie chciał ze mną rozmawiać. Spuściłam głowę tak, że włosy na chwilę zasłoniły mi drogę i skierowałam się do kuchni. Nastawiłam czajnik i zaczęłam robić herbatę. Niedługo się od niej uzależnię, ale to nic. Kiedy zalałam sobie torebkę herbaty, po pomieszczeniu rozniósł się zapach brzoskwini z ananasem. To chyba moja ulubiona. Posłodziłam sobie herbatę i wróciłam do salonu. Włączyłam sobie film, ale nie mogłam w ogóle się na nim skupić. Cały czas myślałam o Harrym i jego rodzinie. Nie mogę tego tak zostawić. Muszę coś wymyślić, ale nie wiem co. Położyłam się na plecach i zaczęłam patrzeć się w sufit.
Ciekawe co by teraz było gdyby mama żyła. Czy w ogóle spotkałabym Harry'ego? Czy zakochałabym się w Harrym po uszy? Czasem się zastanawiam... Gdyby żyła mama moje życie... z jednej strony nie byłabym służącą ojca, tak jak i workiem treningowym, ale z drugiej strony nie spotkałabym Harry'ego, a moje życie byłoby nudne, nic by się w nim nie działo, a tak to mam trochę adrenaliny. Może zbyt dużo, ale przynajmniej jest.
Rozmyślając o moim życiu, zasnęłam.


czytasz=komentarz
Każdy komentarz to dodatkowa motywacja :D

czwartek, 2 lipca 2015

Rozdział 53

- Wyjdą stąd, ale tylko jeśli ty pójdziesz ze mną. Inaczej nie wyjdę. - powiedział stanowczym głosem.
- Harry, proszę cię, wyjdź z tego domu. - powiedziałam równie stanowczym tonem.
- Z tobą wyjdę. - powiedział z lekkim uśmiechem. Ja natomiast zaczęłam się trochę bać. Mam z nim iść?
- Nie idź z nim Veronica. - usłyszałam spanikowany głos Nialla. A co jeśli Harry znów coś mu zrobi? Przecież to całkiem możliwe.
- Zamknij się. - warknął w stronę Nialla.
- Jeśli z tobą pójdę. - mój głos łamał się nieubłagalnie. - Zostawisz Nialla w spokoju? - zapytałam po chwili, patrząc na Harrolda. Kiwnął lekko głową. Jego wyraz twarzy był poważny. Wzięłam głęboki wdech i wydech. Ubrałam buty.
- Co ty robisz? Nie idź z nim! - głos Nialla był spanikowany, ale musiałam z nim iść, żeby zostawił chłopaka w spokoju. Spojrzałam na niego ostatni raz mówiąc nieme "Przepraszam" i wyszłam z Harrym, na którego twarzy pojawił się zwycięski uśmiech. Wsiadłam do jego samochodu. Nie wiem czego on ode mnie oczekuję, więc najlepiej nie będę się odzywać. Oparłam głowę i czekałam na rozwój wydarzeń. Harry wsiadł z drugiej strony i odpalił samochód. Nie wiem gdzie jedziemy, ale to na pewno nie jest droga do jego domu. Mimo mojej nie wiedzy się nie odzywałam. Gdybym się odezwała, mój głos z pewnością nie brzmiałby naturalnie, a wtedy zdradziłabym mój stan emocjonalny.
- Wiem, że byłaś w poniedziałek na walce. - zaczął. Świetny początek Styles. Naprawdę. - Przepraszam, że cię okłamałem, ale nie chciałem cię martwić. - prychnęłam na jego słowa. Nie chciał mnie martwić? Dobre sobie. - I wiem, że widziałaś mnie z Ashley. - oj widziałam. - Ale to naprawdę nie tak jak wyglądało. - powiedział poważnym tonem dalej.
- A jak Harry?! Całowaliście się! Widziałam to i żałuję, że zgodziłam się być twoją dziewczyną. - syknęłam. O dziwo mój głos się nie łamał, tylko był pełen nienawiści. Harry zatrzymał samochód na jakimś bezludziu. Wyłączył silnik, a po chwili spojrzał na mnie.
- Nie było tak jak mówisz. Byłem tam z Louisem, a ty akurat widziałaś ten moment kiedy ta dziewczyna podbiegła do mnie i zaczęła mnie całować. Od razu ją odepchnąłem, przysięgam. Nie mógłbym ci tego zrobić. Kocham cię, a widząc twoje łzy spowodowane przeze mnie, mam ochotę się zabić, że do tego dopuściłem. Chcę cię chronić, a nie ranić. Wiem, że nie zawsze mi się to udaję, ale nie jestem pierdolonym ideałem na jakiego zasługujesz. - byłam w szoku. On mówił prawdę. Przynajmniej tak myślę. Może osądziłam go zbyt pochopnie? Może on rzeczywiście mnie kocha? Jestem idiotką. Czemu ja zawsze muszę się tak zachować. Spuściłam głowę. Nie mogłam teraz patrzeć w jego oczy.
- Przepraszam. - powiedziałam cichym, prawie niesłyszalnym głosem.
- Nie przepraszaj. Miałaś powody do zazdrości. - powiedział z głupim uśmiechem.
- Nie byłam zazdrosna! - ja? I zazdrość? Nie.
- Ależ byłaś. - dalej miał ten swój uśmieszek na twarzy. Jak ja go nienawidzę.
- Chcesz się teraz kłócić? - zapytałam poważnie i spojrzałam na niego.
- Nie martw się. Veronica zazdrośnica jest nawet seksowna i pociągająca. - powiedział jeżdżąc dłonią po mojej linii szczęki.
- Nie byłam zazdrosna! - krzyknęłam jeszcze raz. Harry się zaśmiał. - To co? Seks na zgodę? - zapytałam "pełna entuzjazmu". Chłopak od razu się ożywił.
- Seks? Z miłą chęcią. - powiedział pełen szczęście. Biedny, nie wie, że to tylko sarkazm.
- Chyba śnisz. - powiedziałam poważnie i parsknęłam śmiechem.
***
Pogodziłam się z Harrym i mam nadzieję, że do następnej kłótni nie dojdzie szybko. Wyczerpałam limit łez na co najmniej rok. 
Chłopak zabrał mnie do restauracji na kolacje, choć stanowczo mówiłam, że nie chce nigdzie iść i że jadłam już kolacje. No, ale jemu nie przemówisz do rozsądku, więc ostatecznie zgodziłam się na jego propozycje i poszliśmy do restauracji. Wystrój restauracji w ogóle nie pasował do moich zwykłych jeansów i bluzy i do Harry'ego zwykłej, czarnej koszulki. Kiedy weszłam od razu rzuciły mi się w oczy kryształowe żyrandole i mężczyźni ubrani w pewnie drogie garnitury, kobiety wystrojone w wieczorowe suknie. Zdecydowanie tu nie pasowaliśmy, ale uparł się akurat na tą, a ja nie miałam nic do gadania. Znowu.
Wszyscy na nas patrzyli i prawie wszyscy patrzyli ze strachem na  Harry'ego. Pewnie niektórzy nie są stąd i się nie orientują kim on jest. Ja się orientuję i się nie boję. Jestem jedną z kilku osób, które go tak naprawdę znają. i jedyną, w której się zakochał i nigdy nie uderzył. Czuję się wyjątkowa.
Usiedliśmy przy jednym ze stolików i przyszedł kelner z menu.
- Co zamawiasz? - zapytał Harry i spojrzał na mnie z nad karty menu.
- Harry, tu jest strasznie drogo. Nie możemy iść do KFC? - zapytałam z nadzieją. O wiele bardziej wolałam jedzenie z KFC niż mega drogiej restauracji.
- Na pewno nic sobie tu nie wybierzesz? - zapytał, a ja tylko kiwnęłam głową. - Dobrze, ale następnym razem ja ustalam gdzie idziemy. - powiedział stanowczo, a ja uśmiechnęłam się szeroko, przytulając go później. Wyszliśmy z budynku, a Harold od razu skierował się do mojej ulubionej jadłodajni. Musiałam napisać jeszcze tylko do Nialla, bo biedny pewnie wyrywa sobie włosy z głowy. Wyjęłam szybko telefon i napisałam.
"Nic mi nie jest. Harry mi wszystko wytłumaczył i przepraszam za niego. Jakoś ci wynagrodzę złamany nos, kilka żeber i wstrząs mózgu ;* "
Wiem, że nie ma złamanych żeber, ale z jego głowa na pewno coś jest nie tak. Bez Harry'egp bójki było coś nie tak, ale to można pominąć.
"Jest dobrze. Uważaj na siebie ;) "
Uśmiechnęłam się tylko i schowałam do kieszeni mój telefon. Spojrzałam przed siebie. Harry akurat parkował pod KFC. Uśmiechnęłam się lekko. Mimo, że niedawno jadłam to byłam trochę głodna i miałam nadzieję, że zamówi dużo niezdrowego jedzenie, na które właśnie w tej chwili miałam ochotę. Wysiadłam z samochodu i od razu popędziłam z Harrym do środka. Niestety kiedy odwróciłam głowę wpadłam na jakiegoś chłopaka, który stał w kolejce.
- Uważaj może trochę, co? - warknął w moją stronę. Spojrzałam na niego z lekkim przerażeniem.
- Ja... ja przepraszam. - jąkałam się. Ja rozumiem, że na niego wpadłam, ale to nie znaczy, że ktoś ma być dla mnie, aż tak niemiły.
- Może grzeczniej, koleś. - usłyszałam wściekły głos Harry'ego za sobą. Wszyscy w pomieszczeniu ucichli, a ja nie wiedziałam co robić. Miałam nadzieję, że chłopak chce trochę pożyć i nie odpowie na to. Jednak chłopak miał chyba inne plany i zaśmiał się kpiącą.
- Bo co mi zrobisz? Mam prawo odzywać się jak chcę i kiedy chcę, a jak ci to tak przeszkadza to wypierdalaj stąd. - szybko spojrzałam na Harry'ego. Był wściekły, a ja spanikowałam. Przecież on zaraz się zacznie bić z tym chłopakiem. Harry'ego pięść zderzyła się twarzą blondyna, który chce stracić życie. Widziałam krew, a później... mroczki w oczach i ciemność.


czytasz=komentarz
Każdy komentarz to dodatkowa motywacja :D


niedziela, 28 czerwca 2015

Rozdział 52

OCZAMI HARRY'EGO

Nie rozumiem jej. Co ja takiego zrobiłem, że nie chce mnie widzieć? I jeszcze to, że jej nie kocham. Ja ją przecież kurwa kocham. Nie mógłbym jej zranić. Czy ona tego nie widzi? Muszę się dowiedzieć o co chodzi. Może ktoś jej coś powiedział z mojej przeszłości. Ale przecież ona wie już większość, więc nie wiem o co może jej chodzi. Okey. Raz ją okłamał, ale to tylko po to, żeby się nie martwiła. Muszę się koniecznie dowiedzieć o co chodzi. Nie przeżyję bez niej. 
Kiedy zorientowałem się, że dalej jestem w damskim kiblu szkolny, szybko wyszedłem z niego i skierowałem się do wyjścia. Postanowiłem dać jej trochę czasu i sobie. Ona musiała pomyśleć (tak myślę), a ja czegoś się dowiedzieć. Przecież nie mogła tak z byle czego tego stwierdzić. Zastanawiam się też gdzie ona była w nocy? Przecież musiała do kogoś przyjść, no bo chyba nie spała na ulicy. Szybko wyjąłem telefon.
- Halo? - usłyszałem głos po drugiej stronie. On musiał coś wiedzieć. Jak nie on to kto?
- Musimy pogadać. Będę za 20 minut. - powiedziałem i się rozłączyłem. 
***
- Louis! - wydarłem się kiedy wszedłem bez pukania do jego mieszkania. On był ze mną tego wieczoru, więc Veronica może mu powiedziała. Nie odzywał się. Szybkim tempem wszedłem w głąb jego mieszkania. Jak zwykle wszędzie był bałagan. To miejsce można porównać z burdelem. Louis jest moim przyjacielem, ale niedługo przestanę do niego przychodzić. Wszędzie są porozwalane jego ciuchy, brudne naczynia, a nawet można znaleźć zużytą prezerwatywę. - LOUIS! - wydarłem się jeszcze głośniej kiedy nie zauważyłem go w salonie. Na jego nieszczęście usłyszałem śmiechy. Nie śmiech, ale dwa. Z kim on kurwa jest?! Skierowałem się w kierunku sypialni skąd dochodziły odgłosy. Znów bez pukania wszedłem. No tak. Caroline.
- Puka się. - wysyczał kiedy przerwałem im cudowne spotkanie.
- Odpowiada się. - warknąłem. - Gadaj co wiesz. Gadałeś z Veronic'ą przed walką. Co jej powiedziałeś. - zażądałem. Musiałem jak najszybciej się dowiedzieć. Bo jak mam jej coś wyjaśnić skoro nawet nie wiem co mam wyjaśniać!
- W sumie to o niczym. Zapytała gdzie idziemy to jej odpowiedziałem. - powiedział obojętnie wzruszając ramionami. Spojrzałem na niego jak sparaliżowany. Powiedział, że mam walkę?!
- I to nazywasz niczym?! Powiedziałem jej, że idę na mecz, a nie, że mam walkę. Louis, co ty zrobiłeś?! Ona teraz się do mnie nie odzywa! - krzyczałem na niego. Usiadłem na skraju łóżka i oparłem głowę o dłonie. 
- Ale przecież nie obraziłaby się na ciebie tak, gdybyś ją tylko okłamał. - odezwała się Caroline. W sumie racja.
- Czy jest możliwość, że widziała cię z Ashley? - zapytał Louis.
- O nie. - tylko tyle udało mi się wypowiedzieć i wyszedłem z jego mieszkania. Musiałem jej wszystko wytłumaczyć. Pewnie widziała tylko część co się tam działo.

OCZAMI VERONICA'I

Na żadnej lekcji nie mogłam się skupić. Cały czas myślałam o Harrym. Powinnam go nienawidzić, czuć odrazę do niego, ale nie potrafię. Przez ten cały czas myślę o tym jak bardzo go kocham i jak bardzo to boli, że mnie oszukiwał. Mogłam się w nim nie zakochiwać i odejść od razu kiedy była okazja. Ale nie. Ja musiałam spędzać z nim tyle czasu.
Do moich uszu doszedł dźwięk dzwonka szkolnego. Nie myśląc dużo, wzięłam swoje rzeczy i szybkim krokiem wyszłam ze szkoły. Czułam jak wzrok wszystkich wypala dziurę w moim ciele. Chciałam stamtąd uciec i już nie wracać, ale musiałam tu chodzić. Przynajmniej jeszcze pół roku. Na szczęście na razie pomaga mi Niall , który po mnie przyjechał do szkoły. Jestem mu wdzięczna, że się mną zajmuję. Wiem, że mogę mu ufać. W końcu to on jest ten bez tatuaży. Cichy śmiech wydobył się z moich ust. Pamiętam jak Harry to kiedyś powiedział. W sumie miał racje. Wybrałam Nialla, bo wydawał się z wyglądu najbardziej przyjazny.
- Wezmę tylko swoje rzeczy i pójdę do Caroline. - powiedziałam kiedy wchodziliśmy już do jego domu.
- Jak chcesz możesz zostać tu ile chcesz. - powiedział szybko. Uśmiechnęłam się tylko i weszłam do środka.
- Nie chcę nadużywać twojej gościnności. - powiedziałam i chciałam iść po moje rzeczy, ale Niall mnie zatrzymał.
- To chociaż zostań jeszcze chwilę. Na piwo. - uśmiechnął się szeroko.
- Z chęcią zostanę z tobą na herbacie. - powiedziałam i oboje się zaśmialiśmy. Poszłam do kuchni i zaczęłam robić herbatę mi i Niallowi. 
***
Dalej siedzę i Nialla i chyba mi się nie spieszy, żeby stąd wychodzić. Niall to super chłopak i fajnie mi się z nim gada. Niestety naszą jakże cudowną pogawędkę przerwało walenie w drzwi. Ze strachem spojrzałam na Nialla, który chyba też nie wiedział zbytnio o co chodzi. Podniósł się z kanapy i ruszył w stronę drzwi. Ja natomiast stwierdziłam, że lepiej i bezpieczniej będzie jeśli zostanę tutaj.
- Gdzie ona jest?! - Nie, nie, nie. Tylko nie on. Przecież jak on mnie zobaczy to będzie trzeba szykować dla Nialla trumnę.
- Uspokój się może najpierw, co?! Nic ci nie powiem. - Proszę cię Niall. W moich oczach zaczęły pojawiać się pierwsze łzy. Co jeśli Harry zrobi coś Niallowi? Nie chcę tego.
- Niall. Zadałem pytanie i masz mi odpowiedzieć! - był zdenerwowany. Nawet bardzo, a ja coraz bardziej się boję.
- A ja ci już odpowiedziałem. Nic ci nie powiem i lepiej, żebyś stąd poszedł, bo... - uderzył go. Uderzył Nialla. Harry uderzył Nialla. Szybko wstałam i skierowałam się do drzwi. Zawahałam się na moment. Co jeśli mnie też uderzy? Przecież mnie nie kocha. Co mu szkodzi. Ale życie Nialla jest ważniejsze niż jakiś siniak. Szybko wyszłam z salonu i spojrzałam na można by powiedzieć bijących się chłopaków, ale Harry zdecydowanie wygrywał.
- Przestań! - krzyknęłam tak głośno jak tylko mogłam. Pięść Harry'ego zatrzymałam się centymetr od twarzy biednego Nialla. Chłopak miał rozcięty łuk brwiowy, wargę i zapewne złamany nos, z którego sączyła się krew. Za to Harry dostał chyba tylko jeden cios i miał zaczerwieniony lewy policzek i rozciętą wargę.
Przeszywające spojrzenie Harry'ego zmierzyło mnie wzrokiem na co się wzdrygnęłam. Czego on ode mnie chcę? Spojrzałam w jego oczy. Musi być dobrym aktorem. Jedyne co widzę to smutek, ból i strach. Szybko odwróciłam wzrok. Nie miałam zamiaru na niego patrzeć. Przeniosłam wzrok na Niall, który trzymał się ściany, żeby nie stracić równowagi. Mimo to patrzył na mnie ze strachem. Posłałam mu lekki uśmiech, żeby choć trochę się uspokoił.
- Veronica. - wyszeptał prawie niesłyszanym głosem. Spojrzałam na niego. Może on jednak nie udaje? Może rzeczywiście mnie kocha, a ja nie potrzebnie się uniosłam? Nie! O czym ty myślisz? Okłamał cię, oszukiwał od dłuższego czasu.
- Harry. Proszę cię, abyś opuścił ten dom. Tak będzie najlepiej. - powiedziałam łamiącym się głosem. Mimo, że chciałam się do niego przytulić, pocałować go... bolała mnie jego obecność.
- Veronica proszę cię. Wysłuchaj mnie. - powiedział również łamiącym się głosem.
- Nie. - powiedziałam stanowczym głosem. - Już dość namieszałeś w moim życiu. - dodałam po chwili. Przez ten cały czas próbowałam opanować emocje, ale teraz chyba już nie dam rady. Z moich oczy wypłynęły łzy. Starłam je i znów spojrzałam w jego oczy. Nie wiem czy mam zwidy, ale w jego oczach również pojawiły się łzy.
- Wyjdą stąd, ale tylko jeśli ty pójdziesz ze mną. Inaczej nie wyjdę. - powiedział stanowczym głosem.
czytasz=komentarz
Każdy komentarz to dodatkowa motywacja :D

niedziela, 21 czerwca 2015

Rozdział 51

OCZAMI VERONICA'I
Otworzyłam lekko powieki i zorientowałam się, że jest już jasno. Zaraz. Jasno?! Spóźnię się do szkoły! Jeśli jeszcze tego nie zrobiłam. Szybko zerwałam się podchodząc do szafy. Czemu nie ma w niej moich ciuchów? Rozejrzałam się po pokoju. Czemu nie jestem u siebie?! Ugh.. Jestem u Nialla. A czemu? Harry całował się z inną dziewczyną. Po co ja sobie przypominałam? Wzięłam kilka, a raczej kilkadziesiąt głębokich wdechów, żeby się uspokoić. Trochę pomogło. Wyciągnęłam jakieś ciuchy z torby i poszłam do łazienki, którą pokazał mi wcześniej.
***
Niall nie chciał mnie puścić bez śniadania, więc musiałam jeszcze chwilę zostać. Jak się okazało, obudziłam się przed budzikiem, mimo, że miałam wyłączony telefon. Dzięki Bogu sama wstałam, bo nie chciałam się spóźnić, a teraz mam jeszcze trochę czasu w nadmiarze.
- Powiesz mi co się stało wczoraj? - zapytał grzebiąc w lodówce, chociaż był już po śniadaniu. Kiedy usłyszałam to pytanie spuściłam głowę i westchnęłam.
- Harry całował się wczoraj z inną dziewczyną, a do tego mnie okłamał, bo mówił, że idzie na mecz z kolegami, a miał walkę, więc myślę, że to trwało dłużej. - powiedziałam czując, jak moje oczy zaczynają być coraz bardziej mokre.
- Skąd wiedziałaś, że cię okłamał? - zapytał zdziwiony chłopak.
- Kobieca intuicja. - powiedziałam słodkim głośnikiem. - I Louis się wyglądał później jak go o to zapytałam. - jedyna odpowiedź na to, to skinięcie głową. Zaczęłam kontynuować jedzenie moich płatek, a Niall zaczął sobie robić dwie ogromne kanapki. On to wszystko zje? Współczuję jego rodzinie kiedy go utrzymywała. Chyba zbankrutowali na jego jedzenie. Właściwie to on utrzymuje kontakty z rodziną? Może tak jak Harry nie widział się z nimi? Harry dużo zbyt dużo przeżył w swoim życiu. Znowu o nim myślę! Zamknij się ty tam w głowie. Mam o nim nie myśleć. Zdradził mnie, oszukiwał mnie przez ten cały czas, nie chce o nim myśleć... nie mogę... nie chcę. Kogo ja oszukuję? I tak będę o nim myśleć. Po co ja się w nim zakochiwałam. Nienawidzę siebie za to. Za to i jeszcze za to, że tak długo zostałam z ojcem pod jednym dachem. Jak się teraz nad tym zastanawiam to nie wiem jak ja tam tak długo wytrzymałam.

***
Niall był tak miły, że podwiózł mnie do szkoły. Na szczęście, bo nie uśmiechało mi się iść przez cały Londyn tylko po to, żeby dość do głupiej szkoły. Podziękowałam chłopakowi za podwózkę  wyszłam z samochodu żegnając się z nim. Ruszyłam w stronę szkoły, ale niestety stała pod nią osoba, którą się w sumie spodziewałam, ale miałam nadzieję, że nie przyjdzie. Zatrzymałam się szukając gdzieś jakiejś kryjówki, ale nie wyszło mi to zbytnio, bo już mnie zauważył.
- Veronica! - jego głośny krzyk słyszał chyba każdy na placu, więc ci którzy jeszcze wcześniej go nie zauważyli to teraz na pewno na niego patrząc. W sumie to też na mnie. Oprócz dziewczyn, które śliniły się na jego widok. Miałam ochotę je wszystkie po zabijać. To mój chłopak! Stop. Przecież on i tak mnie zdradził. Już dawno nie powinien być moim chłopakiem, ale w sumie to jeszcze z nim nie zerwałam, więc tak jakby jeszcze jesteśmy razem.
Spojrzałam na idącego w moją stronę chłopaka i szybko ruszyłam w stronę budynku zwanym szkołą. Miałam nadzieję, że tym samym ominę rozmowę z nim. Nie miałam na nią najmniejszej ochoty. Zranił mnie, wykorzystał (na moje szczęście nie tak jak chciał), oszukał mnie. Mam żal do siebie, że mu wierzyłam. Wierzyłam w każde jego słowo, a on się mną po prostu bawił. Czemu ten świat jest taki niesprawiedliwy?! W sumie nie świat. Świat nie jest zły... tylko ludzie żyjący na nim są podli.
- Veronica! - krzyknął Harry i przytulił mnie do swojego torsu. Przez chwilę straciłam głowę i zatopiłam się w jego ramionach, wdychając jego zapach. Miał naprawdę świetne perfumy. To trzeba mu przyznać. Na szczęście po chwili zorientowałam się co właśnie się dzieję i szybko go od siebie odepchnęłam. Miałam łzy w oczach i było mi smutno, ale to tylko i wyłącznie przez niego.
- Zostaw mnie, Harry. Dość już mam namieszane w życiu, a ty jeszcze robisz takie coś. Nie chcę cię znać! Zostaw mnie w spokoju. Nie pisz, nie dzwoń, nie przychodź. - powiedziałam łamiącym się głosem, jednocześnie krztusząc się własnymi łzami. Na twarzy chłopaka jedyne co widziałam to zdezorientowanie i trochę niepewności. Otarłam łzy i ruszyłam szybko w stronę toalety szkolnej. Wszyscy się na nas patrzyli... a właściwie to na mnie, bo przecież jak to mogłam uwierzyć, że wielki HARRY STYLES zechce ze mną być. Przyspieszyłam kroku i zamknęłam się w toalecie. Zsunęłam się po ściance i zaczęłam płakać. Czemu? Myślałam, że spotkanie go nie będzie taki trudne. Mam ochotę się do niego przytulić, ale to wszystko przez niego. Po chwili usłyszałam głośny trzask drzwiami i już wiedziałam, że to Harry. Oddech uwiązł mi w gardle.
- Veronica, gdzie jesteś? - usłyszałam jego ochrypnięty głos. Nie wiedziałam w sumie co teraz czuł. Z jednej strony słyszałem, że jest zdenerwowany, ale z drugiej też bał się i mówił to z troską. - Veronica, wiem, że tu jesteś. Proszę powiedz mi co się stało. Ja naprawdę nie wiem o co ci chodzi, więc proszę cię wyjdź z kabiny i mi wytłumacz, bo ja naprawdę tego wszystkiego nie rozumiem. Jeśli zrobiłem coś nie tak to mi powiedz, a się poprawię. Zrozum, ja cię kocham. Nie wytrzymam bez ciebie. - prychnęłam. Kocha mnie? To czemu mnie kurwa zdradza?! Nie wierzę w jego ani jedno słowo. W moich oczach jest teraz tylko oszustem, któremu zależy tylko na jednym. - Veronica. Odezwij się, proszę. - znów usłyszałam jego ochrypnięty głos. Zaśmiałam się co było moim błędem, bo zorientował się gdzie jestem. Co mam teraz zrobić. Nie chcę go już więcej widzieć. - Otwórz drzwi. Wiem, że tam jesteś. Słyszę cię. - westchnęłam. Szybko otarłam łzy i wyszłam z kabiny. Harry analizował uważnie moją twarz. - Veronica... - szepnął i chciał do mnie podejść, ale się cofnęłam, więc zatrzymał się.
- Nie podchodź do mnie. Zostaw mnie w spokoju. Myślałam, że mnie kochasz, ale najwidoczniej to wszystko było tylko głupią zabawą. Wyjdź stąd i nie zbliżaj się do mnie więcej. - powiedziałam szybko. Otarłam swoje łzy i weszłam na korytarz szkolny. Harry już na szczęście nie szedł za mną.





czytasz=komentarz
Każdy kom,entarz to dodatkowa motywacja :D
Przepraszam, że długo nie dodawałam, ale byłam na zielonej szkole i nie miałam czasu :/