czwartek, 24 marca 2016

Rozdział 69

- No i widzisz. Nie było tak źle. Było tyle uciekać od rodziny? - zapytałam wchodząc do starego pokoju Harry'ego.
- Dziękuję - powiedział i przytulił mnie. Wtuliłam się w jego tors, bo w sumie z moim wzrostem wyżej nie sięgałam.- Za wszystko. - nie jestem pewna, ale Harry chyba płacze. Przytuliłam się jeszcze mocniej. I tak bym go nie udusiła, więc mogę użyć całej swojej siły.
- Czy ty płaczesz? - zapytałam po chwili kiedy po raz kolejny pociągnął nosem.
- Nie wiem o czym mówisz. To kurz wpadł mi do oka. - powiedział na co się zaśmiałam.
- Spokojnie. Nikomu nie powiem. - powiedziałam i odsunęłam się od niego. Płakał jak nic, ale w sumie gdybym była na jego miejscu tez bym się popłakała. W końcu odzyskał rodzinę.
- Nie wiem jak ty, ale ja idę się kąpać. - powiedział po chwili na co otworzyłam szeroko usta.
- Ja chciałam iść pierwsza! - powiedziałam trochę za głośno.
- Jak chcesz to możesz iść ze mną. Nie mam nic przeciwko zobaczeniu twojej seksi dupci kolejny raz. - powiedział z uśmieszkiem. Jedyne co zrobiłam to prychnęłam i odwróciłam się trochę tyłem do niego. - To jak? - zapytał ponownie. Spojrzałam na niego przez chwilę.
- Dobra. - powiedziałam biorąc wcześniej przygotowaną bieliznę i koszulkę Harry;ego, którą stwierdziłam, że wezmę. Jest duża, więc czemu nie może mi posłużyć jako piżama?
Oboje weszliśmy do łazienki. Była tam duża wanna, więc stwierdziliśmy, że weźmiemy kąpiel. Harry zamknął drzwi i zaczął robić nam kąpiel.
***
- Przysięgam, jeśli choć jeden raz wspomnisz o pracy to cię zamknę na 4 spusty w domu i nie będziesz miała jak wyjść, żeby pracować. - krzyknął wkurzony Harry. Tak jakby powiedziałam mu, że chcę pracować, a on mi nie pozwala, więc wyszła taka mini kłótnia z tego.
- Harry, zrozum, że nie ja nie mogę siedzieć cały czas w domu. Chcę się rozwijać, a poza tym nie chcę, żebyś za mnie płacił. No ludzie! Mam sprawne ręce i nogi. - również krzyczałam i można powiedzieć, że wszystko się we mnie gotowało.
- Nie będziesz pracować! Zarabiam dużo, wystarczy dla nas dwojga, a nawet zostaje, a poza tym zostałem wychowany tak, że to mężczyzna płaci w rodzinie. - jak ja go nie cierpię.
- No kurwa! Nie będziesz za mnie wiecznie płacił. Nie rozumiesz, że ja się źle z tym czuje? - byłam już na skraju wytrzymałości, a z tego gniewu chciało mi się płakać. 
- Nie będziesz pracować. Koniec tematu. - powiedział twardo i wyminął mnie idąc na górę. Byłam wkurzona, więc szybko się ubrałam i wyszłam z domu. Mam nadzieję, że Caroline jest u siebie. 
***
- O co chodzi? - zapytałam kiedy weszłyśmy do salonu.
- Pokłóciłam się z Harrym. - powiedziałam wyczerpanym głosem.
- O co poszło? Przecież wy się nigdy nie kłócicie! - jej zdziwienie zadziwiało mnie.
- Powiedziałam, że chcę pracować. Mam dość tego, że on za wszystko płaci. - powiedziałam wyładowując się na swoich kolanach.
- Ja to bym chciała, żeby ktoś za mnie płacił. - powiedziała wzruszając ramionami.
- A ja czuję się jakbym go wykorzystywała. To nie jest fajne uczucie.
- Może spróbuj z nim porozmawiać na ten temat? Ale na spokojnie. - zaproponowała, ale ja tylko się zaśmiałam.
- Próbowałam już dzisiaj, ale za każdym razem jak wspominam o tym, że chcę pójść do pracy on zaczyna krzyczeć. - powiedziałam lekko załamana. Caroline mnie przytuliła. Byłam u niej jakieś jeszcze 2 godziny, ale już nie rozmawiałyśmy o pracy. Bardziej o filmach, chłopakach, aktorach...
Kiedy wróciłam zobaczyłam tylko karteczkę od Harry'ego, że poszedł z chłopakami do baru. Chociaż on będzie się super bawił tego wieczoru. Usiadłam na kanapie i zaczęłam oglądać telewizje. Po jakiejś godzinie, dwóch zadzwonił mój telefon. Bez patrzenia kto to, odebrałam.
- Halo? - odezwałam się.
- Chyba musisz przyjechać po Harry'ego. - to był Zayn, ale jego głos był jakiś zmieszany.
- Co się stało? - zapytałam trochę zaniepokojona.
- Jak przyjedziesz to zobaczysz. - powiedział i się rozłączył. A gdzie oni są? Jaki to bar? Brawo Zayn. Mimo wszystko zaczęłam się ubierać, a po chwili dostałam SMS z adresem. Wzięłam Harry'ego kluczyki i wyszłam z domu wsiadając do jego Range Rovera. Droga zajęła mi jakieś 20 minut. Zaparkowałam przed barem i wyszłam z samochodu. Miałam złe przeczucia co do zakończenia tego dnia. Bałam się co mnie tam czeka. Czyli krótko mówiąc, moja kobieca intuicja wróżyła coś złego.Popchnęłam drzwi i weszłam. Zauważyłam chłopaków, ale nie widziałam nigdzie Harry'ego.
- Gdzie on jest? - zapytałam na wstępie jak do nich podeszłam.
- Na górze - powiedział lekko speszony Niall. - Przykro mi, Veronica. - powiedział, a ja nie wiedząc o co chodzi szybko ruszyłam w tamtą stronę. Może lepiej żebym zawróciła? Nie. Muszę tam iść i sprawdzić o co chodzi.Wbiegłam po schodach na górę i otworzyłam pierwsze drzwi. BINGO! Ale to co zobaczyłam, złamało moje serce na milion kawałków, a nawet i więcej. Przyłożyłam dłoń do ust. Jak on mógł mi to zrobić?! Podeszłam do niego i z całej siły uderzyłam go w policzek. Laska, którą właśnie pieprzył uśmiechnęła się tylko, a ja szybko wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami. Praktycznie nic nie widziałam przez łzy, które spływały z moich oczu. A ja głupia myślałam, że on mnie kocha. Jak ja mogłam być taka głupia? Przecież to oczywiste, że chciał mnie tylko zaliczyć. Jak najszybciej wyszłam z budynku, mimo wołań chłopaków nie zatrzymałam się. Wsiadłam do samochodu. Otarłam łzy i wyciągnęłam wizytówkę. Czas zacząć nowe życie.
- Halo? - usłyszałam ochrypły głos w słuchawce.
- Dzień dobry. Z tej strony Veronica Stevens. Przepraszam, że tak późno dzwonie, ale zdecydowałam już i chcę zostać piosenkarką. - powiedziałam pewnym siebie głosem. 
- Tak? To wspaniale! Kiedy mogłabyś przylecieć do Nowego Yourku? - zapytał.
- Jak najszybciej, ale będą problemy z wizą. - powiedziałam.
- O wizę się nie martw. Możesz przylecieć nawet jutro, ja wszystko załatwię. - ucieszyłam się, bo przecież w końce mogę zacząć na nowo żyć.
- Dobrze, to ja panu jeszcze dzisiaj napiszę kiedy przylecę. - powiedziałam i się rozłączyliśmy. Szybko ruszyłam z parkingu do domu. Miałam mało czasu na spakowanie się. Póki co Harry jest zajęty tą lalą. Na samą myśl łzy znów zaczęły cisnąc się mi do oczu. 
 
czytasz=komentarz
Każdy komentarz to dodatkowa motywacja :D

czwartek, 17 marca 2016

Rozdział 68 cz.2

Po chwili drzwi otworzyła nam kobieta w wieku około 40 lat. Harry otworzył szeroko oczy nie wiedząc co zrobić i co powiedzieć. Nie był pewien czy mu się to śni czy to wszystko dzieje się naprawdę.
- Mama? - wyszeptał cichym głosem.
- Harry? - zapytała zasłaniając sobie dłonią usta. W jej oczach pojawiły się łzy. Nie wiedziała co powiedzieć. Też bym nie wiedziała. W końcu nie widzieli się jakieś 2 lata.
Jego mam podeszła do niego i przytuliła tak, że myślałam, że go udusi. Harry nie wiedział co na początku zrobić i stał jak słup soli, ale po chwili przytulił swoją mamę. Mam nadzieję, że nie będzie się gniewał za tą niespodziankę. Bo w końcu nie chciałam nic złego. Chciałam tylko, żeby on miał rodzinę, którą ja niestety straciłam.
Uśmiechnęłam się patrząc na Harry'ego i jego mamę. Byli szczęśliwi. Za nimi zauważyłam, że szła jakaś dziewczyna. Pewnie była to jego siostra. Stanęła przyglądając się sytuacji, a po chwili nie mogę uwierzyć podeszła powoli. W jej oczach pojawiły się łzy.
- Gemma. - usłyszałam trzęsący się głos Harry'ego. Dziewczyna szybko przytuliła się do chłopaka. Cieszyłam się ich szczęściem. Kochałam Harry'ego, więc jego szczęście to moje szczęście.
- Ty musisz być pewnie Veronica. Dziękuję, że zadzwoniłaś. Tak wiele to dla mnie... dla nas znaczy. - powiedziała zapłakana i przytuliła mnie mocno do siebie.
- Nie ma za co. - powiedziałam odwzajemniając jej uścisk.
- Jest - powiedziała szlochając. - Oddałaś mi syna. - powiedziała i odsunęła się. Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Po chwili podeszła do mnie jeszcze siostra Harry'ego i również mnie przytuliła.
- Dziękuje. - usłyszałam jej głos.
- Dobrze.. Może przejdźmy do kuchni. Zrobiłam te słynne 12 dań. - powiedziała pani Styles. Oboje przeszliśmy do kuchni. Siedział ta mężczyzna w wieku około 45 lat.
- Dzień dobry. - powiedziałam grzecznie.
- Kto to jest? - usłyszałam nie za przyjemny głos Harry'ego za sobą.
- Um... Harry to jest... - nie mogła się wysłowić.
- Jestem Robin Twist - powiedział wstając ze swojego miejsca i podchodząc bliżej. - Mąż Anne. - poczuła jak mięśnie Harry'ego się napinają.
- Tak - Anne na chwilę się zatrzymała. Widziałam jak staję się jeszcze bardziej zdenerwowany, więc ścisnęłam trochę bardziej jego rękę. - Proszę cię Harry. nie denerwuj się tak. Chciałam ci powiedzieć, ale Nie miałam żadnego kontaktu z tobą. Nawet nie wiedziałam gdzie mieszkasz, a Robin 2 lata temu przeprowadził się obok i jakoś tak wyszło. - zaczęła się szybko tłumaczyć widząc, że Harry zaczął się jeszcze bardziej denerwować.
- Okey. W porządku. To moja wina. - powiedział po chwili. Widziałam jak na twarzy Anne pojawia się ulga, a wraz z nią uśmiech.
- Dobrze, więc siadajmy, b wystygnie. - powiedziała i wszyscy usiedliśmy do stołu. Wszystko pachniało wspaniale. Odmówiliśmy modlitwę, złożyliśmy sobie życzenia, zjedliśmy i oczywiście zaczęliśmy się dzielić prezentami. Myślałam dużo nad kupieniem prezentu dla Harry'ego. Bo w końcu co można mu kupić? On praktycznie wszystko ma. Dostałam swój, właściwie dwa. Jeden od Harry'ego, a drugi od Anne. Najpierw postanowiłam otworzyć ten od mamy Harry'ego. Rozdarłam papier, a w środku znajdował się album. Spojrzałam pytająco na nią, a ona kazała mi go otworzyć.
- Mamo? Jak mogłaś?! - usłyszałam głos Harry'ego i spojrzałam na pierwsze zdjęcia. Był tam mały Harry w pelerynie. Zaśmiałam się i popatrzyłam na dużego Harry'ego.
- Słodki byłeś - powiedziałam z uśmiechem na twarzy. Wszyscy się śmiali razem ze mną tylko Harry udawał naburmuszonego. - No nie gniewaj się. Wiesz, że i tak prędzej czy później bym je zobaczyła. Jestem dobrym detektywem. Wiesz jak ciężko było znaleźć twoją mamę? - powiedziałam na co się zaśmiał.
- Dobra. Otwórz teraz prezent ode mnie mądralo. - powiedział i wystawił język. Zaśmiałam się i wzięłam się za rozpakowywanie prezentu od Harolda. Było to małe pudełeczko, które niecierpliwie otworzyłam. Było w nim wisiorek z serduszkiem. Serduszko dało się otworzyć, więc to zrobiła. W środku były inicjały moje i Harry'ego i mały napis "forever". Szybko wstałam i przytuliłam go mocno.
- Dziękuję - powiedziałam cicho. - Zapniesz? - zapytał, a Harry wziął go ode mnie i zapiął. Uśmiechnęłam się dziękując mu. - Otwórz ode mnie. - powiedziałam i wskazałam na pakunek. Po chwili Harry wyciągnął srebrny nieśmiertelnik z datą naszego pierwszego spotkania. Harry obejrzał go dokładnie, a kiedy znalazł datę uśmiechnął się. Spojrzał w moją stronę i pocałował mnie. Było to trochę niezręczne przy rodzinie Harry'ego.
- Nasze pierwsze spotkanie. - wyszeptał mi do ucha i założył na szyje prezent ode mnie.
- Ja też chcę chłopaka. - powiedziała zawiedziona Gemma.
- Po co ci chłopak? Masz młodszego brata. - powiedział z uśmiechem Loczek.
- Sorry bart, ale nie widzi mi się spać z tobą. - powiedziała dziewczyna i odwróciła się do niego tyłem. Zaśmiałam się. Reszta dnia, a właściwie to wieczoru, minęła spokojnie. Wszyscy opowiadali śmieszne historyjki z życia, a ja tylko słuchałam i czasem powiedziałam coś o Harrym.

poniedziałek, 7 marca 2016

Rozdział 67

..ktoś nas zatrzymał. Odwróciłam się w stronę tej osoby. Był to mężczyzna w wieku może 40 lat. Harry od razu przyjął obronną postawę i schował mnie za siebie.
- Veronica Stevens, prawda? - zapytał mężczyzna. Chciałam już odpowiedzieć, ale Harry musiał być szybszy.
- Czego Pan od niej chce? - warknął, przez co się trochę skuliłam.
- Ah tak. Jestem Richard Braun. Menager takich gwiazd jak Lady Gaga. Słyszałem jak śpiewasz i stwierdziłem, że muszę cię mieć. Masz niesamowity talent. Mogę zrobić z ciebie gwiazdę, ale to już zależy od tego czy się zgodzisz. - te słowa były skierowane do mnie. Dostałam właśnie wielką szanse na, aby zabłysnąć w świecie muzyki, ale z drugiej strony musiałabym się przenieść w inne miejsce. Przeprowadzić, a nie chcę zostawiać przyjaciół i Harry'ego. Do tego masz szkołę, której nie mogę opuszczać.
- Ja...ja nie wiem. - zająkałam się.
- Oczywiście. Nie będę pospieszać. To poważna decyzja, ale jakbyś chciała to dam ci swoją wizytówkę. Możesz zadzwonić o każdej porze. Takiego talentu nie mogę przegapić. Na podjęcie decyzji daję ci 5 miesięcy. Jeśli nie zadzwonisz to niestety, ale z kariery nici - powiedział, a ja przyjęłam od mężczyzny wizytówkę. - Ja muszę się już zbierać. A ty Veronica zastanów się nad tym. To dla ciebie ogromna szansa. - kiwnęłam głową, a Pan Braun odszedł. Spojrzałam na wizytówkę. Nie wiedziałam co w tej sytuacji zrobić. Przecież nie mogę zostawić przyjaciół i Harry'ego, ale z drugiej to dla mnie ogromna szansa, z której grzech nie skorzystać.
- Chodź. Wracajmy do domu. - usłyszałam głos Harry'ego. Byłam w szoku, więc dopiero po chwili zrozumiałam przekaz jego słów. Odwróciłam się w jego stronę i ruszyłam za nim.
 ***
- Chyba żartujesz?! Dzwoń do niego jak najszybciej! - krzyknęła Caroline. Siedzimy właśnie z chłopakami i Caro w salonie Harry'ego. Powiedziałam o propozycji jaką dostałam. Nikt nie mógł na początku uwierzyć. Oczywiście Caroline jak to do niej doszło zaczęłam piszczeć i cieszyć jak głupia.
- Ja nie wiem czy chcę. Musiałabym się wyprowadzić. Sprawdzałam w Internecie  gdzie on ma swoje studio i wszystko. Musiałabym się przeprowadzić do Ameryki! To nie jest takie proste jak się wydaje. - powiedziałam lekko zagubiona. Naprawdę nie wiedziałam co robić.
- A ile czasu masz na zastanowienie się? - zapytał Zayn.
- Mam 5 miesięcy. - odpowiedziałam i westchnęłam.
- Zastanów się nad tym. To naprawdę dla ciebie szansa - powiedział - Mimo, że dalej nie słyszeliśmy jak śpiewasz. - dodał mulat.
- O nie! Nie będę teraz śpiewać. - powiedziałam poważnie.
- No proszę. Nie będziemy się śmiać. - powiedział Louis już się śmiejąc.
- Ale to takie krępujące. - powiedziałam cicho ze spuszczoną głową.
- No dalej! Nie wstydź się. Jeśli spodobałaś się samemu Richardowi Braunowi to nam się nie spodobasz? - powiedziała Caroline, a ja poczułam jak Harry sztywnieje.
- Okey. - westchnęłam i zaczęłam śpiewa to samo co w baru karaoke. Tam jakoś mniej się stresowałam niż tu. Może to dlatego, że ich znam, a tamtych ludzi pierwszy raz na oczy widziałam. Skończyłam śpiewać.
- Dziewczyno! Gdzie masz wizytówkę. Zadzwonię do niego i niech zabiera cię stąd w tej chwili. - powiedziała szukając kawałka papieru w mojej kurtce.
- Oszalałaś? Nie dzwoń! - krzyknęłam kiedy zauważyłam, że znalazła kartkę i zdążyła wyjąć telefon z kieszeni. Szybko podbiegłam do niej i wyrwałam jej karteczkę upadając przy tym plackiem na ziemie. Za sobą usłyszałam tylko śmiech. Nie moja wina, że się potknęłam o buty. A kogo buty? Oczywiście Harry'ego. Jak on może chodzić w takich kajakach? Przecież na tym można jeździć jak na nartach. Zadowolona, że odzyskałam kartkę, wstałam z zimnych kafelek i z powrotem rzuciłam się na łóżko obok Harry'ego.
- No wiesz? - usłyszałam głos Caroline, która usiadła obok Lou i położył głowę na jego ramieniu. A bo ja zapomniałam wspomnieć! Louis i Caroline są razem! Stwierdzili, że to jednak coś więcej niż przyjaźń i postanowili spróbować. Jak na razie idzie im całkiem dobrze. Jak to powiedziała... "Jest taki romantyczne. Codziennie uprawiamy ostry seks". Dla każdego słowo romantyczne oznacza co innego. Dla niej jest to ostry seks do nieprzytomności, a dla mnie np. kolacja przy świecach.
- Gdzie Niall? - zapytałam, gdy zorientowałam się, że nigdzie nie ma tlenionego Irlandczyka.
- Wołałaś mnie? - usłyszałam za sobą Nialla. Odwróciłam się w jego stronę. Zobaczyłam go z pełną buziom żelek. Moich żelek.
- To są moje żelki! - krzyknęła i ruszyłam się jeszcze szybciej niż kiedy Caroline chciała zadzwonić do tamtego mężczyzny. Niall zaczął uciekać, a ja oczywiście chcąc odzyskać swoje żelki musiałam go dogonić. Przyspieszyłam bieg i wskoczyłam na chłopaka, który stracił równowagę i oboje polecieliśmy na podłogę. Szybko zabrałam żelki i zaczęłam je konsumować. Nie zeszłam z pleców Nialla. Ani mi się śni. Jeszcze zabierze mi moje skarby i co wtedy? No co?
- Veronica? Ja wiem, że ty mnie lubisz, ale czy możesz ze mnie zejść? - zapytał biednym blondasek.
- W twoich snach Horan. Nie oddam ci moich żelków. - powiedziałam z pełną buzią.
- Przysięgam nie zjem ci ich.
- Ta jasne. A ja jestem księżniczka Sophia z Barbie - powiedziałam, ale po chwili zostałam pociągnięta do góry. Krzyknęłam głośno i zostałam posadzona na barana. Jak się okazało był to Harry. W sumie dobry pomysł. Teraz Niall nie sięgnie moich skarbów. - Dzięki Loczek. - powiedziałam na co się zaśmiał, a ja wcisnęłam kolejną porcje żelek. Niall wstał z podłogi.
- I ty przeciwko mnie? - zapytał mojego chłopaka.
- Widzisz Horan. Nie jest twoim przeznaczeniem zjeść moje żelki. - powiedziałam i się zaśmiałam. Kiedy usiedliśmy na kanapie non stop pilnowałam moich żelek. Nawet Harry'emu ich nie dałam, a to on płaci za wszystko. Dziwnie jest mi żyć na jego utrzymaniu, ale nie pozwala mi za siebie płacić. Na początku było to irytujące, ale jakoś przestałam zwracać na to uwagę. Kiedyś oddam mu te pieniądze. No... przynajmniej część. Niech tylko skończę szkołę. Znajdę jakąś prace i będę płaciła za siebie. Nawet jeśli będzie to praca jako kelnerka. W sumie fajna taka praca. Poznaje się nowych ludzi i w ogóle. Mogłabym być kelnerką. Jeśli chodzi o wynagrodzenie to nie jest ono pierwsza klasa, ale zawsze jakieś.
Spojrzałam na Harry'ego, który rozmawiał z chłopakami o... właściwie nie jestem pewna nawet o czym. Wcześniej rozmawiali o jego walce, a teraz sama nie wiem.
Ułożyłam się wygodnie na jego ramieniu i zaczęłam bawić się jego palcami. Podobało mi się to, że miał takie wielkie łapy. Moja w porównaniu do jego jest taka malutka. W ogóle jestem mała. Mam tylko 1,65m, a on 1,85m. Ale przynajmniej mogę ubrać wysokie buty i będzie to normalnie wyglądało. Mimo, że raczej stawiam na wygodę to czasem lubię ubrać jakieś obcasy. Mam nadzieję, że nie złamię sobie nóg przez takie buty.
Myśląc...właściwie o niczym, zasnęłam.


środa, 3 lutego 2016

Rozdział 66

Poczułam jak ktoś mnie oplata ramieniem. Nie mogłam się ruszyć, a chciało mi się siku. Ściągnęłam z siebie rękę i usiadłam. Popatrzyłam na śpiącego Harry'ego. Zaraz...Harry?! Patrzyłam na niego zszokowana. Miał sinika na policzku, rozciętą wargę i łuk brwiowy. Patrzyłam na niego jeszcze przez chwilę, a później wybuchałam.
- Ty idioto! - zaczęłam krzyczeć na cały głos. Harry ja na zawołanie się podniósł i zaczął rozglądać po całym pokoju. - Jak mogłeś nie wysłać nawet jednego SMSa?! - zaczęłam bić go po klatce. - Martwiłam się o ciebie, a ty co! Nawet nie potrafiłeś napisać, że wszystko jest w porządku? - Moje ręce co chwile lądowały na klatce piersiowej Harry'ego. Byłam wściekła!
Harry w końcu złapał mnie za ręce i przytulił do siebie tak, że nie miałam jak się ruszyć.
- Tak, wiem. Przepraszam. Mogłem dać jakiś znak - wyszeptał w moje włosy. - ale jak tak dalej pójdzie z twoim biciem mnie to nie dam już żadnego znaku życia. - zaśmiał się na co zmroziłam go wzrokiem.
- Jeszcze jedno słowo, a wyprowadzę się. - zagroziłam mu.
- Nie gniewaj się już - powiedział przytulając mnie do siebie. - I tak nie masz gdzie pójść. - zaśmiał się.
- Coś bym znalazła. - powiedziałam wzruszając ramionami.
- Jasne - powiedział śmiejąc się. - Idziemy dzisiaj do jakiegoś baru? - zapytał.
- Tak. Nie chcę mi się siedzieć dzisiaj w domu. - powiedziałam wstając z łóżka. - I nie myśl sobie, że nie wiem, o tym, że mnie przebrałeś. - powiedziałam wchodząc do łazienki. Ostatnie co usłyszałam to śmiech. Zamknęłam drzwi. Umyłam się i ubrałam w Harry'ego bluzkę i bieliznę. Wyszłam z łazienki i podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej czarne spodnie, białą koszulkę z czarnym napisem i dżinsową kamizelkę. Jakiegoś dużego makijażu nie robiłam, więc po 5 min zeszłam na dół na śniadanie, które jak się okazało było gotowe.
Usiadłam przy stole z talerzem z grzankami. Na przeciwko mnie usiadł Harry. Zaczęliśmy jeść.
***
Siedzę w Harry'ego samochodzie. Jedziemy do jakiegoś baru, który Harry wybrał. Jedziemy już jakieś 25 min. A może on chce mnie gdzieś wywieźć? 
- Harry? Gdzie my jedziemy? - zapytałam po chwili.
- Do baru. - krótko i zwięźle. 
- Ale jedziemy już prawie pół godziny. - zaczęłam marudzić.
- Bo nie jedziemy do zwykłego baru. - ło! To jakiego? Z efektami specjalnymi?
- Co masz na myśli mówiąc, że nie jest zwykły? 
- Zaraz będziemy to się przekonasz. - westchnęłam. Nie zostało mi nic innego jak tylko czekać. Na szczęście po jakiś 5 minutach byliśmy. Szybko wysiadłam z samochodu i razem z Harrym ruszyłam do baru. Jak się okazało był to bar karaoke. Zaśmiałam i popatrzyłam na chłopaka z miną typu "serio?!". Harry tylko wzruszył ramionami i poszedł dalej. Znowu się zaśmiałam i usiedliśmy przy wolnym stoliku. Akurat na scenie było dwóch chłopaków i... cóż. Uszy mi zwiędły. No, ale co zrobić. To karaoke dla wszystkich.
Kiedy podeszła do nas kelnerka zamówiłam cole i frytki. Harry zamówił też cole i frytki, ale do tego jeszcze hamburgera. Popatrzyłam na scenę. Może ja też pójdę spróbować? Popatrzyłam na Harry'ego, który zachęcił mnie, żebym poszła. Uśmiechnęłam się i podeszłam do kobiety, która przyjmowała zamówienia do śpiewania. Wróciłam do stolika i czekałam na wywołanie. Przede mną zaśpiewały dwie dziewczyny.
- A teraz na scenę zapraszam Veronica'e Stevens! - cała sala zaczęła klaskać. Wstałam z krzesła i ruszyłam w stronę sceny. Wzięłam mikrofon do ręki, a muzyka zaczęła grać z głośników. Teraz albo nigdy. Zaczęłam.
It's been said and done
Every beautiful thought's been already sung
And I guess right now here's another one
So your melody will play on and on
With the best of 'om
You are beautiful
Like a dream come alive, incredible
A centerfold, miracle, lyrical
You saved my life again
And I want you to know baby

I, I love you like a love song baby x3
 And I keep hittin' repeat-peat-peat-peat-peat-peat
I, I love you like a love song baby x3
 And I keep hittin' repeat-peat-peat-peat-peat-peat
Przez cały czas patrzyłam na Harry'ego... i tylko na niego. Widziałam jego uśmiech formujący się na ustach. Kochałam go... Nawet bardziej niż w piosence o miłości.


 Constantly
Boy you play though my mind like a symphony
There's no way to describe
What you do to me
You just do to me
What you do
And it feels like I've been rescued
I've been set free
I am hypnotized
By your destiny
You are magical, lyrical, beautiful
You are
And I want you to know baby

I, I love you like a love song baby x3
 And I keep hittin' repeat-peat-peat-peat-peat-peat
I, I love you like a love song baby x3
 And I keep hittin' repeat-peat-peat-peat-peat-peat

No one compares
You stand alone
To every record I own
Music to my heart
That's what you are
A song that goes on and on
Piosenkę śpiewałam szczerze, patrząc tylko w jego oczy. Zapomniałam o innych na tej sali. Liczył się tylko on.

 I, I love you like a love song baby x3
 And I keep hittin' repeat-peat-peat-peat-peat-peat
 I, I love you like a love song baby x3
 I love you
Like a Love Song

Skończyła śpiewać, a wraz z tym na sali rozpoczęły się ogromne brawa. Uśmiechnęłam się szeroko. Nie spodziewałam się takich oklasków. Podziękowałam i zeszłam ze sceny. Harry wstał z krzesła i kiedy do niego podeszłam pocałował mnie i przytulił mocno do siebie. Byłam szczęśliwa. Z uśmiechem na twarzy usiadłam na swoim krześle. Jedzenie było już na stoliku, więc zaczęłam jeść.
- Pięknie zaśpiewałaś. Nie myślałaś o śpiewaniu na scenie. Wiesz.. Zarabianiu na tym? - zapytał po chwili.
- Oczywiście, że myślałam, ale to było tylko moje marzenie, które pewnie nigdy się nie spełni. Wiesz... Marzenie może i się spełniają, ale piosenkarka? Wątpię, że to mi wyjdzie. Tym bardziej, że mam zwykły głos. Nic specjalnego. - powiedziałam i kontynuowałam swoje jedzenie.
- Uwierz mi. Nie masz w ogóle pospolitego głosu. Twój głos jest cudowny i niepowtarzalny. I nie mówię tego dlatego, że jestem twoim chłopakiem. Naprawdę masz talent. Postaraj się go nie zmarnować. - powiedział, a ja uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. Naprawdę doceniam jego starania, ale nie chcę się zawieść. Kocham śpiewać, tańczyć, ale boję się, że zrobię sobie fałszywą nadzieję, a tego nie chcę. Nie chcę się kolejny raz w życiu zawieść. Dokończyliśmy jedzenie i postanowiliśmy już wracać do domu. Niestety ktoś nas zatrzymał.




środa, 13 stycznia 2016

Rozdział 65

OCZAMI HARRY'EGO

Poszedłem do szatni gdzie przebrałem się w czyste rzeczy, a nie umazane krwią i opłukałem twarz i wyszedłem. Wszyscy patrzyli na mnie, niektórzy, ci ważniejsi i odważniejsi, gratulowali mi, a jeszcze inni patrzyli na mnie ze złością. Pewnie przegrali zakłady. Nie są one legalne tu, ale kogo to obchodzi.
Miałem nadzieję zobaczyć Veronica'ę z chłopakami, ale jej tam nie było.
- Gdzie Veronica? - zapytałem patrząc na każdego po chwili.
- Z tego co wiem była pod sceną, ale gdzie teraz jest to nie wiem. - powiedział pijany, szczerzący się Louis. Miałem ochotę mu strzelić w ten pusty łeb. Przecież tu nie jest bezpiecznie! Tym bardziej dla niej! Właściwie przez to, że jest moją dziewczyną to praktycznie nigdzie nie jest bezpiecznie, ale tutaj tym bardziej. Jak można być tak głupim, żeby nie pilnować jej?!
Szybko ruszyłem, żeby ją poszukać. Jeśli ktoś jej coś zrobi nie daruję mu. Pytałem każdego czy jej nie widział, ale wszyscy zaprzeczali i sikali ze strachu w portki.
- Widziałeś gdzieś brunetkę? Niska, ubrana w czarną bluzkę i jasne spodnie. - zapytałem jakiegoś faceta w wieku 30 lat.
- Możliwe, że poszła w tamtą stronę. - powiedział i wskazał na korytarz, do którego od razu poszedłem, ale nigdzie jej nie widziałem.
- Veronica! - zacząłem ją wołać, ale nikt się nie odzywał. Czemu ona musi zawsze gdzieś pójść?!
- Harry? - usłyszałem za sobą cichutki głosik. Szybko się odwróciłem i ujrzałem Veronica'ę. Szybko do niej podszedłem.
- Tak się o ciebie bałem - powiedziałem przytulając ją do siebie. - Gdzie ty byłaś? - zapytałem nie odsuwając się.
- Nic mi nie jest. Byłam tylko w toalecie. - powiedziała odsuwając się ode mnie.
- Proszę nie idź nigdy sama albo chociaż mów gdzie idziesz. - powiedziałem błagalnym głosem.
- No dobrze. - powiedziała cicho i skierowaliśmy się do chłopaków.

OCZAMI VERONICA'I

Harry'ego opiekuńczość z jednej strony była przerażająca, ale z drugiej to słodkie, że się o mnie martwi.
Poszliśmy do chłopaków. Usiadłam obok Harry'ego, ale jednak przytulona do jego boku.
- Szczerze to już myślałem, że zostaniesz pokonany. - powiedział Louis.
- Ja? Proszę cię. Żadnej walki nie przegrałem i nie zamierzam. - powiedział dumnie.
- Żebyś się Styles nie zdziwił... - usłyszeliśmy za sobą. Gwałtownie odwróciłam głowę i jakoś tak niefortunnie wyszło, że uderzyłam w Harry'ego głowę. Skrzywiłam się lekko, ale popatrzyłam na mężczyznę do którego należał ten głos. Od razu się wystraszyłam. To był ten sam facet, z którym walczył Harry. Niemal od razu poczułam jak Harry przyciąga mnie do siebie. Byłam mu wdzięczna za to, bo poczułam się chociaż trochę bezpieczniej.
- Lepiej odejdź stąd póki nie straciłem kontroli. - warknął do niego Harry. Spuściłam głowę, żeby nie było widać mojego strachu. Wzięłam kilka głębokich oddechów, żeby się uspokoić.
- Słodka ta twoja dziunia. - powiedział mężczyzna, a ja poczułam jak mięśnie chłopaka się napinają. Bałam się jak zareaguję. Bałam się, że wybuchnie gniewem.
- Tylko ją tkniesz, a cię zabiję. - Harry'ego głos był przesączony jadem. Sama zaczęłam się go bać. To znaczy wiedziałam, że mi nic nie zrobi, ale jednak się bałam. Popatrzyłam na resztę chłopaków. Byli przygotowani na wszystko.
- Myślisz, że ci się uda? Proszę cię. Dałem ci fory na ringu. Jeszcze mnie nie poznałeś. - głos tego faceta był przesiąknięty sarkazmem. Harry gwałtownie wstał z kanapy i zaczął podchodzić do mężczyzny.
- Harry... - mój głos był cichy i piskliwy. Złapałam go za koniuszek jego koszulki. Popatrzył na mnie z góry i powiedział bezdźwięcznie "spokojnie". Nie wiem jak ja mam być spokojna kiedy tak naprawdę za sekundę mogą zacząć się bić, a ja nie wiedziałam co mam robić.
Harry podszedł do faceta, a koło mnie usiadł Niall, który próbował mnie uspokoić, ale tak naprawdę nic nie słyszałam. Moja głowa za bardzo była zajęta tym co się wokół dzieje.
- Niall zabierz stąd Veronica'ę! - krzyknął Harry, a ja już po chwili byłam pociągnięta w górę. Nie chciałam iść. Zaczęłam się opierać.
- Niall! Puść mnie! - krzyknęłam próbując się wyrwać, ale nie było mi ta dane, bo po chwili byłam przerzucona przez ramię. Wierciłam się, ale na marne. Przed wyjściem z budynku zobaczyłam jeszcze, że się biją. I to nie tylko Harry, ale cała czwórka. Z moich oczu wydobyły się łzy. Teoretycznie nie powinnam płakać, bo bił się z nim wcześniej, ale no kurwa.
Niall posadził mnie w swoim samochodzie na miejscu pasażera, zapiął mi pasy i zablokował drzwi, żebym nie mogła wyjść. Po chwili już siedział po drugiej stronie i ruszył w stronę... myślałam, że Harry'ego domu, ale jechaliśmy gdzie indzie.
- Nie musisz się martwic o Harry'ego. Da sobie radę - powiedział po chwili jazdy. - Zawsze daje. - dodał.
- Wiem, ale mimo to nie przestanę się martwic. To jest silniejsze ode mnie. - powiedziałam i otarłam łzy.
- Pojedziemy do mnie i zrobię ci gorącą czekoladę. Co ty na to? - zapytał z lekkim uśmiechem, spoglądając na mnie.
- Z bitą śmietaną? - zapytałam jak małe dziecko.
- Z bitą śmietaną. - powiedział rozbawiony.
- To okey. - powiedziałam z lekkim uśmiechem. Martwiłam się o Harry'ego dalej, ale Niall miał taką pozytywną energie, że nie dało się nie uśmiechnąć.
***
Niall zrobił nam obu czekoladę z bitą śmietaną. Sprawił, że zaczęłam się śmiać, chociaż cały czas patrzyłam na telefon czy do mnie przypadkiem nie napisał. Chciałam już wiedzieć czy wszystko z nim w porządku. Z Niallem super się bawiłam i sprawił, że nie martwiłam się, aż tak obsesyjnie o niego chociaż powinnam, ale błagałam o jeden telefon od niego. Oczywiście nie! Bo po co! Położyłam głowę na poduszczę i czekałam na jakieś wieści od niego. Niestety... Zasnęłam.

OCZAMI HARRY'EGO

Facet oczywiście tak jak myślałem był mocny tylko w gębie. Szybko go pokonałem tym bardziej, że wcześniej dałem mu wycisk na ringu. Teraz jechałem po Veronica'ę do Nialla. Napisał, że zasnęła, więc nie mogę wpaść do niego jak zawsze to robię. Kilka razy obiłem mu ścianę przez takie wchodzenie, ale to były stare czasy.
Zaparkowałem u Nialla na podwórku i wyszedłem z samochodu zamykając go. Szybko skierowałem się do drzwi. Oczywiście jak zwykle były otwarte. Bo czemu nie? Niech jakieś pijak wejdzie do domu, wszystko zdemoluje i ukradnie wartościowe rzeczy.
Wszedłem pewnym krokiem do salonu. Na kanapie spała moja dziewczyna wtulona w jedną z poduszek Nialla.
- Dzięki, że się nią zająłeś. Teraz kolej na mnie. - powiedziałem wyciągając z rąk Veronica'i poduszkę. Wziąłem ją na ręce. Od razu się we mnie wtuliła jak w jakiegoś misia.
- Harry... - wymamrotała śpiącym głosem i wtuliła się we mnie jeszcze bardziej.
- Od czego są przyjaciele! - uśmiechnął się szeroko. - Tylko nie poturbuj jej za bardzo. - zachichotał na co mu zawtórowałem. Wyszedłem z jego domu i już po kilku minutach byłem już w domu. Stwierdziłem, że też pójdę spać. Jestem zmęczony tym dniem. Chociaż bywały gorsze.
Wszedłem na górę i położyłem ją na łóżku. Popatrzyłem na jej strój. Nie no... nie może tak spać. Będzie jej nie wygodnie. Zacząłem ściągać z niej spodnie, a później bluzkę. Miała na sobie czarną bieliznę. Wyglądała zabójczo, ale niestety nie mogłem długo patrzeć. Wyjąłem z szafy moją koszulkę i ubrałem ją w nią. Sam poszedłem do łazienki i się umyłem. Ubrałem czyste bokserki i poszedłem spać.

czytasz=komentarz
Każdy komentarz to dodatkowa motywacja :D

wtorek, 5 stycznia 2016

Rozdział 64 cz.2

NOTKA POD ROZDZIAŁEM!!!

Dojechaliśmy pod budynek, w którym ma się odbyć walka. Byłam tu za pierwszym razem. Poznałam wtedy kumpli Harry'ego oraz pokłóciłam się z nim, ale to można pominąć.
Weszliśmy do budynku i od razu uderzył mnie silny zapach stęchlizny, alkoholu, papierosów i potu. W połączeniu szkło o wymioty. Dookoła było pełno ludzi w średnim wieku 25 lat. Kelnerki ubrane w skąpe stroje, a na samym środku był ring, na którym niedługo miał się znaleźć Hazz. Czułam na sobie wzrok prawie każdego. Wszyscy patrzyli na mnie ze zdziwieniem i nienawiścią. No, bo w końcu jak to możliwe, że WIELKI HARRY STYLES MA DZIEWCZYNĘ! No proszę, właśnie. A nienawiść szła głównie od dziewczyn, których pewnie nie zdążył przelecieć albo miały nadzieję na coś więcej. Czemu ja o tym tak spokojnie myślę?! Powinnam być zazdrosna, ale teraz czuję... właściwie nie wiem co to jest. Radość, wyższość, ze to ja go mam? Sama nie wiem, ale uśmiechnęłam się i szłam dalej za Harrym. Nie pasowałam do tego środowiska, jeśli mogę to tak nazwać, ale nie czułam się też jakoś inaczej. Mimo wszystko wolałabym być teraz w jakiejś miłej, małej knajpce, popijając kakao albo herbatę.
- Siema Styles! - usłyszałam za sobą i od razu wybudziłam się z moich przemyśleć. Ja z Harrym jak na zawołanie, odwróciliśmy się. Zobaczyłam tam Louis. Uśmiech wkradł mi się na twarz. Już się bałam, że będzie to jakiś nachlany jego kumpel. W sumie nachlany to trochę jest.
- Cześć Louis! - powiedziałam z uśmiechem i przytuliłam chłopaka.
- Cześć Veronica! Czemu jest was dwie? - patrzył raz na mnie, a raz obok mnie. Rozejrzałam się ale nikogo obok mnie nie było. Miałam racje. Jest schlany.
- Ty już może lepiej nie pij. - powiedziałam rozbawiona jego stanem. Musiał naprawdę dużo wypić, skoro widział podwójnie.
- Chodź stary usiąść, bo nie mam zamiaru cię podnosić. - powiedział Harry i ruszyliśmy w stronę specjalnie przygotowanych dla nich siedzeń. Nie było miejsca, więc usiadłam na kolanach Harry'ego. W sumie to była tylko nasza trójka. Reszta miała przyjść z tego co mówił mi Harry to za 5 min, bo już jadą. Ciekawe czy będzie Caroline. Mam nadzieję, bo jak Harry pójdzie to nie chcę zostać sama z chłopakami.
***
Niestety Caroline nie przyszła, więc byłam sama z płcią brzydką. No, ale nie mogę narzekać. Przynajmniej ktoś ze mną jest.
Po jakiś 10 minutach Harry został zawołany na ring. Oczywiście jego twarz nie wyrażała nic więcej oprócz gniewu czy czegoś w tym rodzaju. W sumie to nie mógł przecież wejść na ring z uśmiechem. Byłby lekceważony przez rywala, który właśnie w tej chwili wszedł na ring. Przeraziłam się jego wyglądem. Wydawał się być 2 razy większy od Harry'ego. Może nie był wyższy, bo z tego co zauważyłam był niższy, ale miał więcej mięśni niż on. Zaczęłam się naprawdę bać o niego. Jakim cudem każą mu z nim walczyć. To nie jest sprawiedliwe!
Harry nie wydał się przestraszyć, ani zwątpić w to, że przegra, ale ja mimo, iż znałam jego możliwości, bałam się. Przecież on powinien walczyć z uczestnikami ze swojej wagi!
Facet powiedział coś z kpiącym uśmiechem do Harry'ego, co rozzłościło jeszcze bardziej mojego chłopaka. Na szczęście uderzył go po dzwonku, bo podejrzewam, że byłby zdyskwalifikowany, a wiem, że nie darowałby sobie tego później. Na początku szli równo. Żaden z nich nie górował nad żadnym, co po części mnie uspokoiło, ale kiedy facet spojrzał na mnie i mrugnął, Hazz wpadł w furie i to on miał przewagę. Uśmiechnęłam się do niego kiedy kątem oka na mnie spojrzał. Byłam jakieś 3 metry od ringu, więc miałam najlepszy widok. Nikomu innemu nie można było podejść bliżej, ale ja byłam słynną dziewczyną HARRY'EGO STYLESA! Ja mam prawo do wszystkiego w tym mieście. Z jednej strony jest po plus, ale z drugiej to tak naprawdę niczym się nie wyróżniam i czasem trochę mi głupio.
Koniec walki. Harry oczywiście wygrał, ale widziałam, że było ciężko. On poszedł do szatni, a ja postanowiłam poszukać toalety. Mogłam tyle nie pic dzisiaj, no, ale mówi się trudno.

czytasz=komentarz
Każdy komentarz to dodatkowa motywacja :D

Cześc! Wiem, że kolejną cześć opowiadania trochę późno dodaję, ale nie zobaczyłam żadnego komentarza, więc od teraz : przy każdym rozdziale przynajmniej jeden rozdział. Wiem, że czytacie, bo wyświetlenia idą w górę, ale nie ma żadnych komentarzy, a uwierzcie to komentarze najbardziej motywują, bo wtedy wiem, że komuś zależy, więc proszę... KOMENTUJCIE! 

niedziela, 27 grudnia 2015

Rozdział 68 cz.1

24 grudnia...
Poprosiłam Harry'ego, żebym to ja wybrała miejsce gdzie spędzimy wigilię i święta. Zgodził się. A ja w sumie miałam w głowie pewien podstęp. Może mnie za to znienawidzić albo pokochać. Z tym to różnie bywa, więc trochę boję się jego reakcji na mój mini prezent.
Właśnie szykujemy się do wyjścia. Jestem ubrana w prześliczną sukienkę, którą dostałam od Harry'ego. Chłopak ma dobry gust jeśli chodzi o ubrania. Sama się dziwie, ale gdyby nie on, z pewnością ubrałabym jakieś stare jeansy, sweter i jakieś baletki. Jednak ten chłopak się do czegoś przydaje. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia. Byłam ubrana już w sukienkę i miałam zrobione włosy. Teraz czas na makijaż. Nie chciałam jakoś robić wyrazistego, więc postanowiłam zrobić taki bardziej delikatny. Do mojego dzisiejszego stroju miałam buty na obcasie, które były po prostu boskie. Mieć takiego chłopaka to skarb.
Zrobienie makijażu zajęło mi jakieś 20 min. Ostatni raz poprawiłam włosy i wyszłam z łazienki. Harry chyba jeszcze się szykował, więc poszukałam gdzieś na dnie szuflady moje prawo jazdy, z którego swoją drogą, ani razu nie miałam szansy wykorzystać, i schowałam je do torebki. Harry nie wiedział w dalszym ciągu gdzie jedziemy, ale ja znam adres i jestem umówiona na za 4 godziny. Harry myśli, że za 2 będziemy na miejscu, ale się biedaczek zdziwi, bo droga tam potrwa jakieś 3 i pół. Mam nadzieję, że nie będzie na mnie zły.
- Harry?! Jesteś już gotowy? - zapytałam wchodząc do łazienki, w której aktualnie układał sobie włosy.
- Tak. Już momencik. - powiedział i odwrócił się w moją stronę. Jego oczy lustrowały mnie od góry do dołu. Nie odezwał się ani słowem, tylko patrzył na mnie z lekko uchylonymi ustami.
- Co? Źle wyglądam? - zapytałam z lekkim strachem. Może się rozmazałam? Albo sukienka mnie pogrubia?
- Nie! Nie... - zaciął się na moment. - Wyglądasz...wyglądasz... Wow. - zaśmiałam się na jego wyrafinowane słownictwo.
- Dziękuję. - powiedziałam z uśmiechem i podeszłam do niego. Pocałowałam go wplątując jedną z dłoni w jego włosy. Harry przytrzymał mnie w tali, a po chwili odsunęliśmy się od siebie.
- Jedźmy już - powiedział cicho, a ja kiwnęłam głową. - Oczywiście ja prowadzę, prawda? - powiedział pewnym głosem. Zaśmiałam się z jego niewiedzy.
- Oczywiście, że nie. Jeśli ty byś prowadził musiałabym ci podać adres. A to będzie moja mała niespodzianka dla ciebie. - powiedziałam tajemniczo. Usłyszałam jak chłopak westchnął i usiadł na miejscu pasażera. Ja zasiadłam na miejscy kierowcy. Aż dziwnie tu siedzieć. Ostatni raz kiedy tu siedziałam to było na egzaminie, który swoją drogą zdałam śpiewająco.
- Wyglądasz mega seksownie za kółkiem. Może częściej będziesz prowadzić? - zapytał patrząc na mnie intensywnie.
- Głupi jesteś. - powiedziałam śmiejąc się. Wyjechałam z posiadłości i ruszyłam w odpowiednim kierunku. Mam nadzieję, że Harry nie domyśli się gdzie jedziemy. Bo jak tak, to będę miała lekko mówiąc przejebane.
***

Harry chyba się nie zorientował, że jedziemy już 3 godziny, a do tego nie zorientował się gdzie jedziemy. Był zbyt zajęty zajęty dręczeniem mnie. Cały czas albo mnie łaskotał, albo łapał za kolano, żebym mnie rozproszyć. Z jednej strony byłam szczęśliwa, bo możliwe, że wszystko się uda, ale z drugiej strony bałam się coraz bardziej tego co nastąpi później.
- Harry! - krzyknęłam kiedy kolejny raz poczułam jego dłoń na moim udzie.
- O co chodzi skarbie? - zapytał z niewinnym uśmieszkiem.
- Albo przestaniesz, albo cię tu wysadzę bez telefonu, żebyś nie miał jak zadzwonić po któregoś z kumpli. - zagroziłam mu, a ten się tylko zaśmiał.
- Nie zrobiłabyś tego. - powiedział pewny siebie.
- A chcesz się przekonać? - zapytałam zerkając na niego poważnie. Mina mu zrzedła. - Tak właśnie myślałam. - powiedziałam i dodałam gazu, żeby szybciej być na miejscu. Zostało mi tylko jakieś 15 km. Harry już mnie nie zaczepiał, ale dalej gapił się na mnie jakbym była największym cudem świata. Może nim jestem? Co ja gadam? Ja? Cudem? No może troszkę, ale to jest tylko taki mini szczegół.
- Harry? Zasłoń tym oczy, okey? - powiedziałam dając mu czarny materiał. Westchnął i zawiązał sobie wokół głowy. Byliśmy już prawie na miejscu. Za jechałam na podjazd i wyszłam z samochody. Harry mimo zawiązanych oczu też wyszedł z auta. Wzięłam go za rękę i pokierowałam do drzwi. Kazałam mu ściągnąć opaskę. Szybko zapukałam zanim zorientuje się gdzie jesteśmy. Zagryzłam wargę i spojrzałam niepewnie na chłopaka. Spojrzał na mnie zszokowany. Miał strach w oczach.
Po chwili drzwi otworzyła nam kobieta w wieku około 40 lat.