piątek, 6 maja 2016

Epilog

Pożegnałam ostatnich fanów i poszłam do przyjaciół. Harry'ego pocałowałam. Tak bardzo za tym tęskniłam.
- Bardzo was przepraszam. - powiedziałam smutno.
- Daj spokój. Najważniejsze, że jesteś.- usłyszałam głos Caroline. Uśmiechnęłam się do niej.
- Nie źle się tu ustawiłaś. - powiedział Louis.
- Tak. Ale mimo, że spełniałam marzenia, to nie było to tym o czym zawsze marzyłam. Brakowało mi was. Bez was to było takie dziwne. Cieszyłam się, ale nie było to tym. - powiedziałam mając nadzieje, że zrozumieją.
- Veronica, możemy porozmawiać? - usłyszałam Harry'ego.
- Jeśli chodzi o tamten wieczór to nie chce o tym wspominać. Wybaczyłam ci i proszę nie wracajmy do tego. - powiedziałam błagająco.
- Dobrze, ale chciałbym cię tylko o coś zapytać. - powiedział poważnie, a po chwili ukląkł przede mną. - Może to trochę za szybko, ale chcę byś została moją żoną. Czy się zgodzisz? - zapytał, a ja nie mogłam go uwierzyć. Oczywiście, że to za szybko, ale...
- TAK! - krzyknęłam i rzuciłam się na niego. Dalszy ciąg naszej przyszłości poszedł jak po maśle. Wzięliśmy ślub, ja zakończyłam karierę piosenkarki i urodziła nam się trójka dzieci : najstarszy Mike, dwa lata młodsza Lizzy i najmłodsza Elizabeth. Życie było cudowne.



To koniec tej historii. Nie planuję pisać drugiej części. Może kiedyś napiszę nowe fanfiction o One Direction, ale nie wiem. Nie będę nic obiecywała. Mam nadzieję, że moje dzieło wam się podobało i prosiłabym każdego go pisałam o komentarz. Chcę wiedzieć ile osób czytało moje ff ;)

Rozdział 71

OCZAMI HARRY'EGO

Ona mnie nie widziała, ale ja tam byłem. Prawie na każdym koncercie wspierałem ją. Widziałem jej radość na twarzy. Widziałem jak cieszyła się, bawiła na scenie. Cieszyłem się jej szczęściem, ale ja stałem się bardziej oschły. Przestałem liczyć się z uczuciami innych ludzi. Tylko gdy ją widziałem wszystko znikało. Moja złość, moja arogancja. Gdy na nią patrzę wszystko jest inne. Kocham ją i nigdy nie przestałem, ale ona uporządkowała swoje życie na nowo. Nie ma tam miejsca dla mnie.
Dzisiejszy koncert odbywał się w Londynie, więc tu gdzie mieszkam. Oczywiście poszedłem na niego. Wszyscy poszliśmy. Śpiewała dużo piosenek, które kojarzyły mi się z nami, ale jedna przykuła moją uwagę. była to pierwsza jej piosenka jaką śpiewała dzisiaj. Płakała. Widziałem to, przez co moje serce rozbiło się na milion kawałków. Wiedziałem, że to o nas. O naszej miłości, ale ona mnie już nie kochała i to był dla mnie jeszcze większy cios. Tęskniłem za nią, ale wiedziałem, że mi nie wybaczy. Mimo, że minęło pół roku. Pieprzone pół roku bez niej obok. To była męczarnia, ale nic nie mogłem zrobić.
Po koncercie chciałem wyjść jak mam już w zwyczaju, ale Louis razem z resztą mnie zatrzymali i wręcz zaciągnęli siłą do niej. Nie chciałem tam iść. To znaczy chciałem ją zobaczyć, ale wiedziałem, że ona nie chciała widzieć mnie. Ten cały czas cierpiałem, że nie mogę jej widzieć. Była to dla mnie katorga, ale sam sobie to zrobiłem. Nie miałem pretensji do Veronica'i, tylko do siebie. To ja byłem wszystkiemu winien.
Ledwo się obejrzałem, a chłopcy wepchnęli mnie do pokoju gdzie były spotkanie fanów z idolem, czyli w tym wypadku moją ukochaną. Spojrzałem na nią, a jej twarz jedyne co wyrażały to szok, zdezorientowanie i niedowierzanie.

OCZAMI VERONICA'I

To naprawdę on. On naprawdę tam stoi. Harry tu przyszedł. Mam wrażenie, że jego twarz wyraża te same emocje co ja, czyli jedno wielkie niedowierzanie. Mam wrażenie, że minęły wieki. Zmienił się. Ma dłuższe włosy i więcej tatuaży. Na jego twarzy widać wyczerpanie. Wory pod wskazują na to, że nie spał dobrze. Pewnie miał koszmary, a mnie nie było. Nie było mnie kiedy mnie potrzebował. Wiem, że może to się wydawać niedorzeczne, ale to ja mam wyrzuty sumienia za to, że go zostawiłam. Miałam wrażenie, że mi nie wybaczy za to, że go zostawiłam.
Moja dłoń powędrowała do ust. Byłam w szoku. Z moich oczu zaczęły wypływać słone łzy. Tak naprawdę wybaczyłam mu już tą zdradę mimo, że nawet nie usłyszałam jego tłumaczeń.
Podbiegłam szybko do niego i rzuciłam się na szyję. Cofnął się dwa kroki razem ze mną. Widziałam jak reszta się uśmiecha. Ja sama była cała w skowronkach. Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.
Po chwili poczułam jak również mnie obejmuje i teraz płakaliśmy w swoich objęciach.
- Przepraszam. Tak bardzo przepraszam. - powiedziałam łamiącym się głosem. - Tak bardzo za tobą tęskniłam. - przytuliłam się bardziej.
- To ja powinienem cię przeprosić. To wszystko moja wina. To ja się upiłem. To ja cię zdradziłem. Ty niczemu nie jesteś winna. - powiedział cichym głosem tak, że tylko ja mogłam to usłyszeć.
- Ale to ja odeszłam. To ja doprowadziłam cię do takiego stanu. Przepraszam cię. Przepraszam najmocniej. - powiedziałam.
- Pani Veronica'o. - usłyszałam za sobą. Mój ochroniarz. Niechętnie odsunęłam się od Harry'ego.
- Tak? - zapytałam wycierając łzy.
- Fani czekają. - przypomniał. Kiwnęłam głową.
- Poczekajcie na mnie. Tam są kanapy. - wskazałam na miejsce w rogu tego pomieszczenia, a sama wróciłam do przyjmowania fanów. Byli wspaniali, ale w tym momencie chciałam po prostu to zakończyć i iść do przyjaciół.

niedziela, 3 kwietnia 2016

Rozdział 70

Harry nie raz próbował się ze mną kontaktować, ale wszystkie jego połączenia ignorowałam za każdym razem. Nie chciałam z nim rozmawiać. Było mi przykro z tego powodu, miałam ochotę płakać i krzyczeć, ale stwierdziłam, że czas zamknąć ten rozdział w życiu. Może nie chcę o nim zapomnieć, bo w końcu jest częścią mojego życia i kocham go, ale to co zrobił to jest największe świństwo jakie mógłby zrobić.
Właśnie wsiadałam szłam na odprawę. Mam nadzieję, że mnie nie znajdzie. To znaczy ja wiem, że jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem pana Richard to będę sławna, ale jak na razie nie chce, żeby mnie znalazł. Chcę czasu i odpoczynku od niego.

OCZAMI HARRY'EGO

Zostawiła mnie. Veronica mnie zostawiła. I to wszystko przeze mnie, przez ten głupi alkohol. Czemu ja jej to zrobiłem? Czemu kurwa nie mogłem się powstrzymać. Wszystko pamiętam jak przez mgłę, ale jedno wiem na pewno. Ta dziewczyna zmanipulowała mnie tak, że myślałem, że to była moja księżniczka. Nigdy sobie nie wybaczę, że ją tak zraniłem. Teraz nie odbiera ode mnie telefonów, nie wiem gdzie jest... nikt nie wie. Martwię się o nią. Może nie jest na tyle głupia, żeby sobie coś zrobić, ale dużo osób wie, że ją kocham i, że jest dobrą zemstą dla mnie. Mam nadzieję, że nikt jej nie znajdzie. Czemu ja musiałem do tego dopuścić?! Czemu musiałem myśleć pierdolonym kutasem?!
Ktoś wszedł do pokoju. Miałem spuszczoną głowę i nie miałam najmniejszej ochoty podnosić i patrzeć kto to. Ale wiem, że ten ktoś wszedł na własne ryzyko. W każdej chwili mogę wybuchnąć i wyżyć się na tej osobie.
- Harry? - usłyszałem cichy szept. To była Gemma. Pewnie któryś z chłopaków jej powiedział, że tu przyjechała. Podniosłem głowę i spojrzałem na nią załzawionymi oczami.
- Gemma. Ja... znowu wszystkie spieprzyłem. - powiedziałem łamiącym się głosem.
- Na pewno nie. - powiedziała przytuliła mnie.
- Gemma. Ja ją zdradziłem. - powiedziałem i podniosłem wzrok na nią. Na jej twarzy był malowany szok. Czyli jednak jej nie powiedzieli.
- Ale jak to? - wyszeptała.
- Byłem pijany, ale laska wmówiła mi, że jest Veronicą, a ja uwierzyłem. Byłem tak schlany, że nie myślałem racjonalnie. Nawet kiedy przyszła Veronica i mnie uderzyła wierzyłem, że ona jest tą co właśnie pieprze. - powiedziałem załamany.
- Postaraj się jej to wytłumaczyć. Gdzie ona teraz jest? - zapytała, ale ja się tylko gorzko zaśmiałem.
-  W tym rzecz, że nie mam zielonego pojęcia. Nie powiedziała gdzie jedzie nawet Caroline. Nikt nic nie wie. Próbowałem nawet namierzyć jej telefon, ale nie mogę jej znaleźć. - mój głos się coraz bardziej łamał.
- I co teraz zrobisz? - zapytała po chwili.
- Nie wiem. Chyba dam jej spokój. Przynajmniej tyle mogę zrobić. - powiedziałem załamany.


pół roku później...

OCZAMI VERONICA'I

Nie wiedziałam, że bycie piosenkarką jest takie fajne. Spełniły się moje marzenia! Nie dość, że śpiewanie jest moją pracą to jeszcze dostaję za to mnóstwo pieniędzy. Myślałam, że wybicie się potrwa trochę dłużej, ale już mam tysiące fanów, a nawet dochodzi do miliona. Cieszę się, że zgodziłam się na propozycje Richarda. Nie wiedziałam, że gdy zamknęłam tamten rozdział życia będzie tak cudownie. Oczywiście tęsknie za nim, cholernie tęsknie, ale najwidoczniej Harry też dał sobie spokój. Z pozostałymi też nie mam kontaktu. Moje życie wygląda tak jakbym nigdy ich nie spotkała. Żadnego niebezpieczeństwa, żadnych zmartwień. Kompletne nic. Można powiedzieć, że jestem wręcz w raju, ale mam momenty, w których chcę wrócić do Harry'ego, pocałować go, przytulić, a nawet kochać się. Mimo tego, że mnie zdradził i nie miałam z nim kontaktu, kochałam go i nie potrafiłam przestać. Miłość do niego nie dawała mi spokoju. Oczywiście próbowałam chodzić na randki i usunąć go z mojego serca, ale nie dałam rady. On na zawsze zostanie w moim sercu i nic z tym nie mogę zrobić.
- Za minute wychodzisz. - usłyszałam głos organizatora. Pokiwałam głową i otarłam łzy. Pierwsza piosenka jaką będę śpiewać będzie "Love will remember". Napisałam tą piosenkę o Harrym. Pisząc ją tęsknota niszczyła mnie od środka, a papier, na którym pisałam był cały mokry od moich słonych łez. Właściwie to wszystkie piosenki jakie napisałam są o Harrym. Moja miłość do niego daję mi natchnienie. Gdyby nie on nie poznałabym co to jest prawdziwa miłość. On pokazał mi jaki świat może być piękny...ale też pokazał jaki może być okrutny. Cieszę się, że spotkałam kogoś takiego jak on.
- 3...2...1 - usłyszałam i wyszłam na scenę. Muzyka zaczęła grać, a ja wyszłam na środek sceny gdzie stał specjalny dla mikrofon. Zaczęłam śpiewać. Za każdym razem kiedy śpiewałam tą piosenkę myślałam o Harrym. Dzisiaj niestety popłakałam się co nie uszło uwadze fanów. Uśmiechnęłam się do nich. Byli najlepsi.
Po koncercie nadszedł czas ma zdjęcia z fanami, czyli tak zwane M&G. Każdy się uśmiechał, niektórzy płakali, że mnie widzieli. Byli cudowni. Kiedy czekałam na kolejnego fana, wszedł ktoś kogo najmniej się spodziewałam.

czwartek, 24 marca 2016

Rozdział 69

- No i widzisz. Nie było tak źle. Było tyle uciekać od rodziny? - zapytałam wchodząc do starego pokoju Harry'ego.
- Dziękuję - powiedział i przytulił mnie. Wtuliłam się w jego tors, bo w sumie z moim wzrostem wyżej nie sięgałam.- Za wszystko. - nie jestem pewna, ale Harry chyba płacze. Przytuliłam się jeszcze mocniej. I tak bym go nie udusiła, więc mogę użyć całej swojej siły.
- Czy ty płaczesz? - zapytałam po chwili kiedy po raz kolejny pociągnął nosem.
- Nie wiem o czym mówisz. To kurz wpadł mi do oka. - powiedział na co się zaśmiałam.
- Spokojnie. Nikomu nie powiem. - powiedziałam i odsunęłam się od niego. Płakał jak nic, ale w sumie gdybym była na jego miejscu tez bym się popłakała. W końcu odzyskał rodzinę.
- Nie wiem jak ty, ale ja idę się kąpać. - powiedział po chwili na co otworzyłam szeroko usta.
- Ja chciałam iść pierwsza! - powiedziałam trochę za głośno.
- Jak chcesz to możesz iść ze mną. Nie mam nic przeciwko zobaczeniu twojej seksi dupci kolejny raz. - powiedział z uśmieszkiem. Jedyne co zrobiłam to prychnęłam i odwróciłam się trochę tyłem do niego. - To jak? - zapytał ponownie. Spojrzałam na niego przez chwilę.
- Dobra. - powiedziałam biorąc wcześniej przygotowaną bieliznę i koszulkę Harry;ego, którą stwierdziłam, że wezmę. Jest duża, więc czemu nie może mi posłużyć jako piżama?
Oboje weszliśmy do łazienki. Była tam duża wanna, więc stwierdziliśmy, że weźmiemy kąpiel. Harry zamknął drzwi i zaczął robić nam kąpiel.
***
- Przysięgam, jeśli choć jeden raz wspomnisz o pracy to cię zamknę na 4 spusty w domu i nie będziesz miała jak wyjść, żeby pracować. - krzyknął wkurzony Harry. Tak jakby powiedziałam mu, że chcę pracować, a on mi nie pozwala, więc wyszła taka mini kłótnia z tego.
- Harry, zrozum, że nie ja nie mogę siedzieć cały czas w domu. Chcę się rozwijać, a poza tym nie chcę, żebyś za mnie płacił. No ludzie! Mam sprawne ręce i nogi. - również krzyczałam i można powiedzieć, że wszystko się we mnie gotowało.
- Nie będziesz pracować! Zarabiam dużo, wystarczy dla nas dwojga, a nawet zostaje, a poza tym zostałem wychowany tak, że to mężczyzna płaci w rodzinie. - jak ja go nie cierpię.
- No kurwa! Nie będziesz za mnie wiecznie płacił. Nie rozumiesz, że ja się źle z tym czuje? - byłam już na skraju wytrzymałości, a z tego gniewu chciało mi się płakać. 
- Nie będziesz pracować. Koniec tematu. - powiedział twardo i wyminął mnie idąc na górę. Byłam wkurzona, więc szybko się ubrałam i wyszłam z domu. Mam nadzieję, że Caroline jest u siebie. 
***
- O co chodzi? - zapytałam kiedy weszłyśmy do salonu.
- Pokłóciłam się z Harrym. - powiedziałam wyczerpanym głosem.
- O co poszło? Przecież wy się nigdy nie kłócicie! - jej zdziwienie zadziwiało mnie.
- Powiedziałam, że chcę pracować. Mam dość tego, że on za wszystko płaci. - powiedziałam wyładowując się na swoich kolanach.
- Ja to bym chciała, żeby ktoś za mnie płacił. - powiedziała wzruszając ramionami.
- A ja czuję się jakbym go wykorzystywała. To nie jest fajne uczucie.
- Może spróbuj z nim porozmawiać na ten temat? Ale na spokojnie. - zaproponowała, ale ja tylko się zaśmiałam.
- Próbowałam już dzisiaj, ale za każdym razem jak wspominam o tym, że chcę pójść do pracy on zaczyna krzyczeć. - powiedziałam lekko załamana. Caroline mnie przytuliła. Byłam u niej jakieś jeszcze 2 godziny, ale już nie rozmawiałyśmy o pracy. Bardziej o filmach, chłopakach, aktorach...
Kiedy wróciłam zobaczyłam tylko karteczkę od Harry'ego, że poszedł z chłopakami do baru. Chociaż on będzie się super bawił tego wieczoru. Usiadłam na kanapie i zaczęłam oglądać telewizje. Po jakiejś godzinie, dwóch zadzwonił mój telefon. Bez patrzenia kto to, odebrałam.
- Halo? - odezwałam się.
- Chyba musisz przyjechać po Harry'ego. - to był Zayn, ale jego głos był jakiś zmieszany.
- Co się stało? - zapytałam trochę zaniepokojona.
- Jak przyjedziesz to zobaczysz. - powiedział i się rozłączył. A gdzie oni są? Jaki to bar? Brawo Zayn. Mimo wszystko zaczęłam się ubierać, a po chwili dostałam SMS z adresem. Wzięłam Harry'ego kluczyki i wyszłam z domu wsiadając do jego Range Rovera. Droga zajęła mi jakieś 20 minut. Zaparkowałam przed barem i wyszłam z samochodu. Miałam złe przeczucia co do zakończenia tego dnia. Bałam się co mnie tam czeka. Czyli krótko mówiąc, moja kobieca intuicja wróżyła coś złego.Popchnęłam drzwi i weszłam. Zauważyłam chłopaków, ale nie widziałam nigdzie Harry'ego.
- Gdzie on jest? - zapytałam na wstępie jak do nich podeszłam.
- Na górze - powiedział lekko speszony Niall. - Przykro mi, Veronica. - powiedział, a ja nie wiedząc o co chodzi szybko ruszyłam w tamtą stronę. Może lepiej żebym zawróciła? Nie. Muszę tam iść i sprawdzić o co chodzi.Wbiegłam po schodach na górę i otworzyłam pierwsze drzwi. BINGO! Ale to co zobaczyłam, złamało moje serce na milion kawałków, a nawet i więcej. Przyłożyłam dłoń do ust. Jak on mógł mi to zrobić?! Podeszłam do niego i z całej siły uderzyłam go w policzek. Laska, którą właśnie pieprzył uśmiechnęła się tylko, a ja szybko wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami. Praktycznie nic nie widziałam przez łzy, które spływały z moich oczu. A ja głupia myślałam, że on mnie kocha. Jak ja mogłam być taka głupia? Przecież to oczywiste, że chciał mnie tylko zaliczyć. Jak najszybciej wyszłam z budynku, mimo wołań chłopaków nie zatrzymałam się. Wsiadłam do samochodu. Otarłam łzy i wyciągnęłam wizytówkę. Czas zacząć nowe życie.
- Halo? - usłyszałam ochrypły głos w słuchawce.
- Dzień dobry. Z tej strony Veronica Stevens. Przepraszam, że tak późno dzwonie, ale zdecydowałam już i chcę zostać piosenkarką. - powiedziałam pewnym siebie głosem. 
- Tak? To wspaniale! Kiedy mogłabyś przylecieć do Nowego Yourku? - zapytał.
- Jak najszybciej, ale będą problemy z wizą. - powiedziałam.
- O wizę się nie martw. Możesz przylecieć nawet jutro, ja wszystko załatwię. - ucieszyłam się, bo przecież w końce mogę zacząć na nowo żyć.
- Dobrze, to ja panu jeszcze dzisiaj napiszę kiedy przylecę. - powiedziałam i się rozłączyliśmy. Szybko ruszyłam z parkingu do domu. Miałam mało czasu na spakowanie się. Póki co Harry jest zajęty tą lalą. Na samą myśl łzy znów zaczęły cisnąc się mi do oczu. 
 
czytasz=komentarz
Każdy komentarz to dodatkowa motywacja :D

czwartek, 17 marca 2016

Rozdział 68 cz.2

Po chwili drzwi otworzyła nam kobieta w wieku około 40 lat. Harry otworzył szeroko oczy nie wiedząc co zrobić i co powiedzieć. Nie był pewien czy mu się to śni czy to wszystko dzieje się naprawdę.
- Mama? - wyszeptał cichym głosem.
- Harry? - zapytała zasłaniając sobie dłonią usta. W jej oczach pojawiły się łzy. Nie wiedziała co powiedzieć. Też bym nie wiedziała. W końcu nie widzieli się jakieś 2 lata.
Jego mam podeszła do niego i przytuliła tak, że myślałam, że go udusi. Harry nie wiedział co na początku zrobić i stał jak słup soli, ale po chwili przytulił swoją mamę. Mam nadzieję, że nie będzie się gniewał za tą niespodziankę. Bo w końcu nie chciałam nic złego. Chciałam tylko, żeby on miał rodzinę, którą ja niestety straciłam.
Uśmiechnęłam się patrząc na Harry'ego i jego mamę. Byli szczęśliwi. Za nimi zauważyłam, że szła jakaś dziewczyna. Pewnie była to jego siostra. Stanęła przyglądając się sytuacji, a po chwili nie mogę uwierzyć podeszła powoli. W jej oczach pojawiły się łzy.
- Gemma. - usłyszałam trzęsący się głos Harry'ego. Dziewczyna szybko przytuliła się do chłopaka. Cieszyłam się ich szczęściem. Kochałam Harry'ego, więc jego szczęście to moje szczęście.
- Ty musisz być pewnie Veronica. Dziękuję, że zadzwoniłaś. Tak wiele to dla mnie... dla nas znaczy. - powiedziała zapłakana i przytuliła mnie mocno do siebie.
- Nie ma za co. - powiedziałam odwzajemniając jej uścisk.
- Jest - powiedziała szlochając. - Oddałaś mi syna. - powiedziała i odsunęła się. Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Po chwili podeszła do mnie jeszcze siostra Harry'ego i również mnie przytuliła.
- Dziękuje. - usłyszałam jej głos.
- Dobrze.. Może przejdźmy do kuchni. Zrobiłam te słynne 12 dań. - powiedziała pani Styles. Oboje przeszliśmy do kuchni. Siedział ta mężczyzna w wieku około 45 lat.
- Dzień dobry. - powiedziałam grzecznie.
- Kto to jest? - usłyszałam nie za przyjemny głos Harry'ego za sobą.
- Um... Harry to jest... - nie mogła się wysłowić.
- Jestem Robin Twist - powiedział wstając ze swojego miejsca i podchodząc bliżej. - Mąż Anne. - poczuła jak mięśnie Harry'ego się napinają.
- Tak - Anne na chwilę się zatrzymała. Widziałam jak staję się jeszcze bardziej zdenerwowany, więc ścisnęłam trochę bardziej jego rękę. - Proszę cię Harry. nie denerwuj się tak. Chciałam ci powiedzieć, ale Nie miałam żadnego kontaktu z tobą. Nawet nie wiedziałam gdzie mieszkasz, a Robin 2 lata temu przeprowadził się obok i jakoś tak wyszło. - zaczęła się szybko tłumaczyć widząc, że Harry zaczął się jeszcze bardziej denerwować.
- Okey. W porządku. To moja wina. - powiedział po chwili. Widziałam jak na twarzy Anne pojawia się ulga, a wraz z nią uśmiech.
- Dobrze, więc siadajmy, b wystygnie. - powiedziała i wszyscy usiedliśmy do stołu. Wszystko pachniało wspaniale. Odmówiliśmy modlitwę, złożyliśmy sobie życzenia, zjedliśmy i oczywiście zaczęliśmy się dzielić prezentami. Myślałam dużo nad kupieniem prezentu dla Harry'ego. Bo w końcu co można mu kupić? On praktycznie wszystko ma. Dostałam swój, właściwie dwa. Jeden od Harry'ego, a drugi od Anne. Najpierw postanowiłam otworzyć ten od mamy Harry'ego. Rozdarłam papier, a w środku znajdował się album. Spojrzałam pytająco na nią, a ona kazała mi go otworzyć.
- Mamo? Jak mogłaś?! - usłyszałam głos Harry'ego i spojrzałam na pierwsze zdjęcia. Był tam mały Harry w pelerynie. Zaśmiałam się i popatrzyłam na dużego Harry'ego.
- Słodki byłeś - powiedziałam z uśmiechem na twarzy. Wszyscy się śmiali razem ze mną tylko Harry udawał naburmuszonego. - No nie gniewaj się. Wiesz, że i tak prędzej czy później bym je zobaczyła. Jestem dobrym detektywem. Wiesz jak ciężko było znaleźć twoją mamę? - powiedziałam na co się zaśmiał.
- Dobra. Otwórz teraz prezent ode mnie mądralo. - powiedział i wystawił język. Zaśmiałam się i wzięłam się za rozpakowywanie prezentu od Harolda. Było to małe pudełeczko, które niecierpliwie otworzyłam. Było w nim wisiorek z serduszkiem. Serduszko dało się otworzyć, więc to zrobiła. W środku były inicjały moje i Harry'ego i mały napis "forever". Szybko wstałam i przytuliłam go mocno.
- Dziękuję - powiedziałam cicho. - Zapniesz? - zapytał, a Harry wziął go ode mnie i zapiął. Uśmiechnęłam się dziękując mu. - Otwórz ode mnie. - powiedziałam i wskazałam na pakunek. Po chwili Harry wyciągnął srebrny nieśmiertelnik z datą naszego pierwszego spotkania. Harry obejrzał go dokładnie, a kiedy znalazł datę uśmiechnął się. Spojrzał w moją stronę i pocałował mnie. Było to trochę niezręczne przy rodzinie Harry'ego.
- Nasze pierwsze spotkanie. - wyszeptał mi do ucha i założył na szyje prezent ode mnie.
- Ja też chcę chłopaka. - powiedziała zawiedziona Gemma.
- Po co ci chłopak? Masz młodszego brata. - powiedział z uśmiechem Loczek.
- Sorry bart, ale nie widzi mi się spać z tobą. - powiedziała dziewczyna i odwróciła się do niego tyłem. Zaśmiałam się. Reszta dnia, a właściwie to wieczoru, minęła spokojnie. Wszyscy opowiadali śmieszne historyjki z życia, a ja tylko słuchałam i czasem powiedziałam coś o Harrym.

poniedziałek, 7 marca 2016

Rozdział 67

..ktoś nas zatrzymał. Odwróciłam się w stronę tej osoby. Był to mężczyzna w wieku może 40 lat. Harry od razu przyjął obronną postawę i schował mnie za siebie.
- Veronica Stevens, prawda? - zapytał mężczyzna. Chciałam już odpowiedzieć, ale Harry musiał być szybszy.
- Czego Pan od niej chce? - warknął, przez co się trochę skuliłam.
- Ah tak. Jestem Richard Braun. Menager takich gwiazd jak Lady Gaga. Słyszałem jak śpiewasz i stwierdziłem, że muszę cię mieć. Masz niesamowity talent. Mogę zrobić z ciebie gwiazdę, ale to już zależy od tego czy się zgodzisz. - te słowa były skierowane do mnie. Dostałam właśnie wielką szanse na, aby zabłysnąć w świecie muzyki, ale z drugiej strony musiałabym się przenieść w inne miejsce. Przeprowadzić, a nie chcę zostawiać przyjaciół i Harry'ego. Do tego masz szkołę, której nie mogę opuszczać.
- Ja...ja nie wiem. - zająkałam się.
- Oczywiście. Nie będę pospieszać. To poważna decyzja, ale jakbyś chciała to dam ci swoją wizytówkę. Możesz zadzwonić o każdej porze. Takiego talentu nie mogę przegapić. Na podjęcie decyzji daję ci 5 miesięcy. Jeśli nie zadzwonisz to niestety, ale z kariery nici - powiedział, a ja przyjęłam od mężczyzny wizytówkę. - Ja muszę się już zbierać. A ty Veronica zastanów się nad tym. To dla ciebie ogromna szansa. - kiwnęłam głową, a Pan Braun odszedł. Spojrzałam na wizytówkę. Nie wiedziałam co w tej sytuacji zrobić. Przecież nie mogę zostawić przyjaciół i Harry'ego, ale z drugiej to dla mnie ogromna szansa, z której grzech nie skorzystać.
- Chodź. Wracajmy do domu. - usłyszałam głos Harry'ego. Byłam w szoku, więc dopiero po chwili zrozumiałam przekaz jego słów. Odwróciłam się w jego stronę i ruszyłam za nim.
 ***
- Chyba żartujesz?! Dzwoń do niego jak najszybciej! - krzyknęła Caroline. Siedzimy właśnie z chłopakami i Caro w salonie Harry'ego. Powiedziałam o propozycji jaką dostałam. Nikt nie mógł na początku uwierzyć. Oczywiście Caroline jak to do niej doszło zaczęłam piszczeć i cieszyć jak głupia.
- Ja nie wiem czy chcę. Musiałabym się wyprowadzić. Sprawdzałam w Internecie  gdzie on ma swoje studio i wszystko. Musiałabym się przeprowadzić do Ameryki! To nie jest takie proste jak się wydaje. - powiedziałam lekko zagubiona. Naprawdę nie wiedziałam co robić.
- A ile czasu masz na zastanowienie się? - zapytał Zayn.
- Mam 5 miesięcy. - odpowiedziałam i westchnęłam.
- Zastanów się nad tym. To naprawdę dla ciebie szansa - powiedział - Mimo, że dalej nie słyszeliśmy jak śpiewasz. - dodał mulat.
- O nie! Nie będę teraz śpiewać. - powiedziałam poważnie.
- No proszę. Nie będziemy się śmiać. - powiedział Louis już się śmiejąc.
- Ale to takie krępujące. - powiedziałam cicho ze spuszczoną głową.
- No dalej! Nie wstydź się. Jeśli spodobałaś się samemu Richardowi Braunowi to nam się nie spodobasz? - powiedziała Caroline, a ja poczułam jak Harry sztywnieje.
- Okey. - westchnęłam i zaczęłam śpiewa to samo co w baru karaoke. Tam jakoś mniej się stresowałam niż tu. Może to dlatego, że ich znam, a tamtych ludzi pierwszy raz na oczy widziałam. Skończyłam śpiewać.
- Dziewczyno! Gdzie masz wizytówkę. Zadzwonię do niego i niech zabiera cię stąd w tej chwili. - powiedziała szukając kawałka papieru w mojej kurtce.
- Oszalałaś? Nie dzwoń! - krzyknęłam kiedy zauważyłam, że znalazła kartkę i zdążyła wyjąć telefon z kieszeni. Szybko podbiegłam do niej i wyrwałam jej karteczkę upadając przy tym plackiem na ziemie. Za sobą usłyszałam tylko śmiech. Nie moja wina, że się potknęłam o buty. A kogo buty? Oczywiście Harry'ego. Jak on może chodzić w takich kajakach? Przecież na tym można jeździć jak na nartach. Zadowolona, że odzyskałam kartkę, wstałam z zimnych kafelek i z powrotem rzuciłam się na łóżko obok Harry'ego.
- No wiesz? - usłyszałam głos Caroline, która usiadła obok Lou i położył głowę na jego ramieniu. A bo ja zapomniałam wspomnieć! Louis i Caroline są razem! Stwierdzili, że to jednak coś więcej niż przyjaźń i postanowili spróbować. Jak na razie idzie im całkiem dobrze. Jak to powiedziała... "Jest taki romantyczne. Codziennie uprawiamy ostry seks". Dla każdego słowo romantyczne oznacza co innego. Dla niej jest to ostry seks do nieprzytomności, a dla mnie np. kolacja przy świecach.
- Gdzie Niall? - zapytałam, gdy zorientowałam się, że nigdzie nie ma tlenionego Irlandczyka.
- Wołałaś mnie? - usłyszałam za sobą Nialla. Odwróciłam się w jego stronę. Zobaczyłam go z pełną buziom żelek. Moich żelek.
- To są moje żelki! - krzyknęła i ruszyłam się jeszcze szybciej niż kiedy Caroline chciała zadzwonić do tamtego mężczyzny. Niall zaczął uciekać, a ja oczywiście chcąc odzyskać swoje żelki musiałam go dogonić. Przyspieszyłam bieg i wskoczyłam na chłopaka, który stracił równowagę i oboje polecieliśmy na podłogę. Szybko zabrałam żelki i zaczęłam je konsumować. Nie zeszłam z pleców Nialla. Ani mi się śni. Jeszcze zabierze mi moje skarby i co wtedy? No co?
- Veronica? Ja wiem, że ty mnie lubisz, ale czy możesz ze mnie zejść? - zapytał biednym blondasek.
- W twoich snach Horan. Nie oddam ci moich żelków. - powiedziałam z pełną buzią.
- Przysięgam nie zjem ci ich.
- Ta jasne. A ja jestem księżniczka Sophia z Barbie - powiedziałam, ale po chwili zostałam pociągnięta do góry. Krzyknęłam głośno i zostałam posadzona na barana. Jak się okazało był to Harry. W sumie dobry pomysł. Teraz Niall nie sięgnie moich skarbów. - Dzięki Loczek. - powiedziałam na co się zaśmiał, a ja wcisnęłam kolejną porcje żelek. Niall wstał z podłogi.
- I ty przeciwko mnie? - zapytał mojego chłopaka.
- Widzisz Horan. Nie jest twoim przeznaczeniem zjeść moje żelki. - powiedziałam i się zaśmiałam. Kiedy usiedliśmy na kanapie non stop pilnowałam moich żelek. Nawet Harry'emu ich nie dałam, a to on płaci za wszystko. Dziwnie jest mi żyć na jego utrzymaniu, ale nie pozwala mi za siebie płacić. Na początku było to irytujące, ale jakoś przestałam zwracać na to uwagę. Kiedyś oddam mu te pieniądze. No... przynajmniej część. Niech tylko skończę szkołę. Znajdę jakąś prace i będę płaciła za siebie. Nawet jeśli będzie to praca jako kelnerka. W sumie fajna taka praca. Poznaje się nowych ludzi i w ogóle. Mogłabym być kelnerką. Jeśli chodzi o wynagrodzenie to nie jest ono pierwsza klasa, ale zawsze jakieś.
Spojrzałam na Harry'ego, który rozmawiał z chłopakami o... właściwie nie jestem pewna nawet o czym. Wcześniej rozmawiali o jego walce, a teraz sama nie wiem.
Ułożyłam się wygodnie na jego ramieniu i zaczęłam bawić się jego palcami. Podobało mi się to, że miał takie wielkie łapy. Moja w porównaniu do jego jest taka malutka. W ogóle jestem mała. Mam tylko 1,65m, a on 1,85m. Ale przynajmniej mogę ubrać wysokie buty i będzie to normalnie wyglądało. Mimo, że raczej stawiam na wygodę to czasem lubię ubrać jakieś obcasy. Mam nadzieję, że nie złamię sobie nóg przez takie buty.
Myśląc...właściwie o niczym, zasnęłam.


środa, 3 lutego 2016

Rozdział 66

Poczułam jak ktoś mnie oplata ramieniem. Nie mogłam się ruszyć, a chciało mi się siku. Ściągnęłam z siebie rękę i usiadłam. Popatrzyłam na śpiącego Harry'ego. Zaraz...Harry?! Patrzyłam na niego zszokowana. Miał sinika na policzku, rozciętą wargę i łuk brwiowy. Patrzyłam na niego jeszcze przez chwilę, a później wybuchałam.
- Ty idioto! - zaczęłam krzyczeć na cały głos. Harry ja na zawołanie się podniósł i zaczął rozglądać po całym pokoju. - Jak mogłeś nie wysłać nawet jednego SMSa?! - zaczęłam bić go po klatce. - Martwiłam się o ciebie, a ty co! Nawet nie potrafiłeś napisać, że wszystko jest w porządku? - Moje ręce co chwile lądowały na klatce piersiowej Harry'ego. Byłam wściekła!
Harry w końcu złapał mnie za ręce i przytulił do siebie tak, że nie miałam jak się ruszyć.
- Tak, wiem. Przepraszam. Mogłem dać jakiś znak - wyszeptał w moje włosy. - ale jak tak dalej pójdzie z twoim biciem mnie to nie dam już żadnego znaku życia. - zaśmiał się na co zmroziłam go wzrokiem.
- Jeszcze jedno słowo, a wyprowadzę się. - zagroziłam mu.
- Nie gniewaj się już - powiedział przytulając mnie do siebie. - I tak nie masz gdzie pójść. - zaśmiał się.
- Coś bym znalazła. - powiedziałam wzruszając ramionami.
- Jasne - powiedział śmiejąc się. - Idziemy dzisiaj do jakiegoś baru? - zapytał.
- Tak. Nie chcę mi się siedzieć dzisiaj w domu. - powiedziałam wstając z łóżka. - I nie myśl sobie, że nie wiem, o tym, że mnie przebrałeś. - powiedziałam wchodząc do łazienki. Ostatnie co usłyszałam to śmiech. Zamknęłam drzwi. Umyłam się i ubrałam w Harry'ego bluzkę i bieliznę. Wyszłam z łazienki i podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej czarne spodnie, białą koszulkę z czarnym napisem i dżinsową kamizelkę. Jakiegoś dużego makijażu nie robiłam, więc po 5 min zeszłam na dół na śniadanie, które jak się okazało było gotowe.
Usiadłam przy stole z talerzem z grzankami. Na przeciwko mnie usiadł Harry. Zaczęliśmy jeść.
***
Siedzę w Harry'ego samochodzie. Jedziemy do jakiegoś baru, który Harry wybrał. Jedziemy już jakieś 25 min. A może on chce mnie gdzieś wywieźć? 
- Harry? Gdzie my jedziemy? - zapytałam po chwili.
- Do baru. - krótko i zwięźle. 
- Ale jedziemy już prawie pół godziny. - zaczęłam marudzić.
- Bo nie jedziemy do zwykłego baru. - ło! To jakiego? Z efektami specjalnymi?
- Co masz na myśli mówiąc, że nie jest zwykły? 
- Zaraz będziemy to się przekonasz. - westchnęłam. Nie zostało mi nic innego jak tylko czekać. Na szczęście po jakiś 5 minutach byliśmy. Szybko wysiadłam z samochodu i razem z Harrym ruszyłam do baru. Jak się okazało był to bar karaoke. Zaśmiałam i popatrzyłam na chłopaka z miną typu "serio?!". Harry tylko wzruszył ramionami i poszedł dalej. Znowu się zaśmiałam i usiedliśmy przy wolnym stoliku. Akurat na scenie było dwóch chłopaków i... cóż. Uszy mi zwiędły. No, ale co zrobić. To karaoke dla wszystkich.
Kiedy podeszła do nas kelnerka zamówiłam cole i frytki. Harry zamówił też cole i frytki, ale do tego jeszcze hamburgera. Popatrzyłam na scenę. Może ja też pójdę spróbować? Popatrzyłam na Harry'ego, który zachęcił mnie, żebym poszła. Uśmiechnęłam się i podeszłam do kobiety, która przyjmowała zamówienia do śpiewania. Wróciłam do stolika i czekałam na wywołanie. Przede mną zaśpiewały dwie dziewczyny.
- A teraz na scenę zapraszam Veronica'e Stevens! - cała sala zaczęła klaskać. Wstałam z krzesła i ruszyłam w stronę sceny. Wzięłam mikrofon do ręki, a muzyka zaczęła grać z głośników. Teraz albo nigdy. Zaczęłam.
It's been said and done
Every beautiful thought's been already sung
And I guess right now here's another one
So your melody will play on and on
With the best of 'om
You are beautiful
Like a dream come alive, incredible
A centerfold, miracle, lyrical
You saved my life again
And I want you to know baby

I, I love you like a love song baby x3
 And I keep hittin' repeat-peat-peat-peat-peat-peat
I, I love you like a love song baby x3
 And I keep hittin' repeat-peat-peat-peat-peat-peat
Przez cały czas patrzyłam na Harry'ego... i tylko na niego. Widziałam jego uśmiech formujący się na ustach. Kochałam go... Nawet bardziej niż w piosence o miłości.


 Constantly
Boy you play though my mind like a symphony
There's no way to describe
What you do to me
You just do to me
What you do
And it feels like I've been rescued
I've been set free
I am hypnotized
By your destiny
You are magical, lyrical, beautiful
You are
And I want you to know baby

I, I love you like a love song baby x3
 And I keep hittin' repeat-peat-peat-peat-peat-peat
I, I love you like a love song baby x3
 And I keep hittin' repeat-peat-peat-peat-peat-peat

No one compares
You stand alone
To every record I own
Music to my heart
That's what you are
A song that goes on and on
Piosenkę śpiewałam szczerze, patrząc tylko w jego oczy. Zapomniałam o innych na tej sali. Liczył się tylko on.

 I, I love you like a love song baby x3
 And I keep hittin' repeat-peat-peat-peat-peat-peat
 I, I love you like a love song baby x3
 I love you
Like a Love Song

Skończyła śpiewać, a wraz z tym na sali rozpoczęły się ogromne brawa. Uśmiechnęłam się szeroko. Nie spodziewałam się takich oklasków. Podziękowałam i zeszłam ze sceny. Harry wstał z krzesła i kiedy do niego podeszłam pocałował mnie i przytulił mocno do siebie. Byłam szczęśliwa. Z uśmiechem na twarzy usiadłam na swoim krześle. Jedzenie było już na stoliku, więc zaczęłam jeść.
- Pięknie zaśpiewałaś. Nie myślałaś o śpiewaniu na scenie. Wiesz.. Zarabianiu na tym? - zapytał po chwili.
- Oczywiście, że myślałam, ale to było tylko moje marzenie, które pewnie nigdy się nie spełni. Wiesz... Marzenie może i się spełniają, ale piosenkarka? Wątpię, że to mi wyjdzie. Tym bardziej, że mam zwykły głos. Nic specjalnego. - powiedziałam i kontynuowałam swoje jedzenie.
- Uwierz mi. Nie masz w ogóle pospolitego głosu. Twój głos jest cudowny i niepowtarzalny. I nie mówię tego dlatego, że jestem twoim chłopakiem. Naprawdę masz talent. Postaraj się go nie zmarnować. - powiedział, a ja uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. Naprawdę doceniam jego starania, ale nie chcę się zawieść. Kocham śpiewać, tańczyć, ale boję się, że zrobię sobie fałszywą nadzieję, a tego nie chcę. Nie chcę się kolejny raz w życiu zawieść. Dokończyliśmy jedzenie i postanowiliśmy już wracać do domu. Niestety ktoś nas zatrzymał.




środa, 13 stycznia 2016

Rozdział 65

OCZAMI HARRY'EGO

Poszedłem do szatni gdzie przebrałem się w czyste rzeczy, a nie umazane krwią i opłukałem twarz i wyszedłem. Wszyscy patrzyli na mnie, niektórzy, ci ważniejsi i odważniejsi, gratulowali mi, a jeszcze inni patrzyli na mnie ze złością. Pewnie przegrali zakłady. Nie są one legalne tu, ale kogo to obchodzi.
Miałem nadzieję zobaczyć Veronica'ę z chłopakami, ale jej tam nie było.
- Gdzie Veronica? - zapytałem patrząc na każdego po chwili.
- Z tego co wiem była pod sceną, ale gdzie teraz jest to nie wiem. - powiedział pijany, szczerzący się Louis. Miałem ochotę mu strzelić w ten pusty łeb. Przecież tu nie jest bezpiecznie! Tym bardziej dla niej! Właściwie przez to, że jest moją dziewczyną to praktycznie nigdzie nie jest bezpiecznie, ale tutaj tym bardziej. Jak można być tak głupim, żeby nie pilnować jej?!
Szybko ruszyłem, żeby ją poszukać. Jeśli ktoś jej coś zrobi nie daruję mu. Pytałem każdego czy jej nie widział, ale wszyscy zaprzeczali i sikali ze strachu w portki.
- Widziałeś gdzieś brunetkę? Niska, ubrana w czarną bluzkę i jasne spodnie. - zapytałem jakiegoś faceta w wieku 30 lat.
- Możliwe, że poszła w tamtą stronę. - powiedział i wskazał na korytarz, do którego od razu poszedłem, ale nigdzie jej nie widziałem.
- Veronica! - zacząłem ją wołać, ale nikt się nie odzywał. Czemu ona musi zawsze gdzieś pójść?!
- Harry? - usłyszałem za sobą cichutki głosik. Szybko się odwróciłem i ujrzałem Veronica'ę. Szybko do niej podszedłem.
- Tak się o ciebie bałem - powiedziałem przytulając ją do siebie. - Gdzie ty byłaś? - zapytałem nie odsuwając się.
- Nic mi nie jest. Byłam tylko w toalecie. - powiedziała odsuwając się ode mnie.
- Proszę nie idź nigdy sama albo chociaż mów gdzie idziesz. - powiedziałem błagalnym głosem.
- No dobrze. - powiedziała cicho i skierowaliśmy się do chłopaków.

OCZAMI VERONICA'I

Harry'ego opiekuńczość z jednej strony była przerażająca, ale z drugiej to słodkie, że się o mnie martwi.
Poszliśmy do chłopaków. Usiadłam obok Harry'ego, ale jednak przytulona do jego boku.
- Szczerze to już myślałem, że zostaniesz pokonany. - powiedział Louis.
- Ja? Proszę cię. Żadnej walki nie przegrałem i nie zamierzam. - powiedział dumnie.
- Żebyś się Styles nie zdziwił... - usłyszeliśmy za sobą. Gwałtownie odwróciłam głowę i jakoś tak niefortunnie wyszło, że uderzyłam w Harry'ego głowę. Skrzywiłam się lekko, ale popatrzyłam na mężczyznę do którego należał ten głos. Od razu się wystraszyłam. To był ten sam facet, z którym walczył Harry. Niemal od razu poczułam jak Harry przyciąga mnie do siebie. Byłam mu wdzięczna za to, bo poczułam się chociaż trochę bezpieczniej.
- Lepiej odejdź stąd póki nie straciłem kontroli. - warknął do niego Harry. Spuściłam głowę, żeby nie było widać mojego strachu. Wzięłam kilka głębokich oddechów, żeby się uspokoić.
- Słodka ta twoja dziunia. - powiedział mężczyzna, a ja poczułam jak mięśnie chłopaka się napinają. Bałam się jak zareaguję. Bałam się, że wybuchnie gniewem.
- Tylko ją tkniesz, a cię zabiję. - Harry'ego głos był przesączony jadem. Sama zaczęłam się go bać. To znaczy wiedziałam, że mi nic nie zrobi, ale jednak się bałam. Popatrzyłam na resztę chłopaków. Byli przygotowani na wszystko.
- Myślisz, że ci się uda? Proszę cię. Dałem ci fory na ringu. Jeszcze mnie nie poznałeś. - głos tego faceta był przesiąknięty sarkazmem. Harry gwałtownie wstał z kanapy i zaczął podchodzić do mężczyzny.
- Harry... - mój głos był cichy i piskliwy. Złapałam go za koniuszek jego koszulki. Popatrzył na mnie z góry i powiedział bezdźwięcznie "spokojnie". Nie wiem jak ja mam być spokojna kiedy tak naprawdę za sekundę mogą zacząć się bić, a ja nie wiedziałam co mam robić.
Harry podszedł do faceta, a koło mnie usiadł Niall, który próbował mnie uspokoić, ale tak naprawdę nic nie słyszałam. Moja głowa za bardzo była zajęta tym co się wokół dzieje.
- Niall zabierz stąd Veronica'ę! - krzyknął Harry, a ja już po chwili byłam pociągnięta w górę. Nie chciałam iść. Zaczęłam się opierać.
- Niall! Puść mnie! - krzyknęłam próbując się wyrwać, ale nie było mi ta dane, bo po chwili byłam przerzucona przez ramię. Wierciłam się, ale na marne. Przed wyjściem z budynku zobaczyłam jeszcze, że się biją. I to nie tylko Harry, ale cała czwórka. Z moich oczu wydobyły się łzy. Teoretycznie nie powinnam płakać, bo bił się z nim wcześniej, ale no kurwa.
Niall posadził mnie w swoim samochodzie na miejscu pasażera, zapiął mi pasy i zablokował drzwi, żebym nie mogła wyjść. Po chwili już siedział po drugiej stronie i ruszył w stronę... myślałam, że Harry'ego domu, ale jechaliśmy gdzie indzie.
- Nie musisz się martwic o Harry'ego. Da sobie radę - powiedział po chwili jazdy. - Zawsze daje. - dodał.
- Wiem, ale mimo to nie przestanę się martwic. To jest silniejsze ode mnie. - powiedziałam i otarłam łzy.
- Pojedziemy do mnie i zrobię ci gorącą czekoladę. Co ty na to? - zapytał z lekkim uśmiechem, spoglądając na mnie.
- Z bitą śmietaną? - zapytałam jak małe dziecko.
- Z bitą śmietaną. - powiedział rozbawiony.
- To okey. - powiedziałam z lekkim uśmiechem. Martwiłam się o Harry'ego dalej, ale Niall miał taką pozytywną energie, że nie dało się nie uśmiechnąć.
***
Niall zrobił nam obu czekoladę z bitą śmietaną. Sprawił, że zaczęłam się śmiać, chociaż cały czas patrzyłam na telefon czy do mnie przypadkiem nie napisał. Chciałam już wiedzieć czy wszystko z nim w porządku. Z Niallem super się bawiłam i sprawił, że nie martwiłam się, aż tak obsesyjnie o niego chociaż powinnam, ale błagałam o jeden telefon od niego. Oczywiście nie! Bo po co! Położyłam głowę na poduszczę i czekałam na jakieś wieści od niego. Niestety... Zasnęłam.

OCZAMI HARRY'EGO

Facet oczywiście tak jak myślałem był mocny tylko w gębie. Szybko go pokonałem tym bardziej, że wcześniej dałem mu wycisk na ringu. Teraz jechałem po Veronica'ę do Nialla. Napisał, że zasnęła, więc nie mogę wpaść do niego jak zawsze to robię. Kilka razy obiłem mu ścianę przez takie wchodzenie, ale to były stare czasy.
Zaparkowałem u Nialla na podwórku i wyszedłem z samochodu zamykając go. Szybko skierowałem się do drzwi. Oczywiście jak zwykle były otwarte. Bo czemu nie? Niech jakieś pijak wejdzie do domu, wszystko zdemoluje i ukradnie wartościowe rzeczy.
Wszedłem pewnym krokiem do salonu. Na kanapie spała moja dziewczyna wtulona w jedną z poduszek Nialla.
- Dzięki, że się nią zająłeś. Teraz kolej na mnie. - powiedziałem wyciągając z rąk Veronica'i poduszkę. Wziąłem ją na ręce. Od razu się we mnie wtuliła jak w jakiegoś misia.
- Harry... - wymamrotała śpiącym głosem i wtuliła się we mnie jeszcze bardziej.
- Od czego są przyjaciele! - uśmiechnął się szeroko. - Tylko nie poturbuj jej za bardzo. - zachichotał na co mu zawtórowałem. Wyszedłem z jego domu i już po kilku minutach byłem już w domu. Stwierdziłem, że też pójdę spać. Jestem zmęczony tym dniem. Chociaż bywały gorsze.
Wszedłem na górę i położyłem ją na łóżku. Popatrzyłem na jej strój. Nie no... nie może tak spać. Będzie jej nie wygodnie. Zacząłem ściągać z niej spodnie, a później bluzkę. Miała na sobie czarną bieliznę. Wyglądała zabójczo, ale niestety nie mogłem długo patrzeć. Wyjąłem z szafy moją koszulkę i ubrałem ją w nią. Sam poszedłem do łazienki i się umyłem. Ubrałem czyste bokserki i poszedłem spać.

czytasz=komentarz
Każdy komentarz to dodatkowa motywacja :D

wtorek, 5 stycznia 2016

Rozdział 64 cz.2

NOTKA POD ROZDZIAŁEM!!!

Dojechaliśmy pod budynek, w którym ma się odbyć walka. Byłam tu za pierwszym razem. Poznałam wtedy kumpli Harry'ego oraz pokłóciłam się z nim, ale to można pominąć.
Weszliśmy do budynku i od razu uderzył mnie silny zapach stęchlizny, alkoholu, papierosów i potu. W połączeniu szkło o wymioty. Dookoła było pełno ludzi w średnim wieku 25 lat. Kelnerki ubrane w skąpe stroje, a na samym środku był ring, na którym niedługo miał się znaleźć Hazz. Czułam na sobie wzrok prawie każdego. Wszyscy patrzyli na mnie ze zdziwieniem i nienawiścią. No, bo w końcu jak to możliwe, że WIELKI HARRY STYLES MA DZIEWCZYNĘ! No proszę, właśnie. A nienawiść szła głównie od dziewczyn, których pewnie nie zdążył przelecieć albo miały nadzieję na coś więcej. Czemu ja o tym tak spokojnie myślę?! Powinnam być zazdrosna, ale teraz czuję... właściwie nie wiem co to jest. Radość, wyższość, ze to ja go mam? Sama nie wiem, ale uśmiechnęłam się i szłam dalej za Harrym. Nie pasowałam do tego środowiska, jeśli mogę to tak nazwać, ale nie czułam się też jakoś inaczej. Mimo wszystko wolałabym być teraz w jakiejś miłej, małej knajpce, popijając kakao albo herbatę.
- Siema Styles! - usłyszałam za sobą i od razu wybudziłam się z moich przemyśleć. Ja z Harrym jak na zawołanie, odwróciliśmy się. Zobaczyłam tam Louis. Uśmiech wkradł mi się na twarz. Już się bałam, że będzie to jakiś nachlany jego kumpel. W sumie nachlany to trochę jest.
- Cześć Louis! - powiedziałam z uśmiechem i przytuliłam chłopaka.
- Cześć Veronica! Czemu jest was dwie? - patrzył raz na mnie, a raz obok mnie. Rozejrzałam się ale nikogo obok mnie nie było. Miałam racje. Jest schlany.
- Ty już może lepiej nie pij. - powiedziałam rozbawiona jego stanem. Musiał naprawdę dużo wypić, skoro widział podwójnie.
- Chodź stary usiąść, bo nie mam zamiaru cię podnosić. - powiedział Harry i ruszyliśmy w stronę specjalnie przygotowanych dla nich siedzeń. Nie było miejsca, więc usiadłam na kolanach Harry'ego. W sumie to była tylko nasza trójka. Reszta miała przyjść z tego co mówił mi Harry to za 5 min, bo już jadą. Ciekawe czy będzie Caroline. Mam nadzieję, bo jak Harry pójdzie to nie chcę zostać sama z chłopakami.
***
Niestety Caroline nie przyszła, więc byłam sama z płcią brzydką. No, ale nie mogę narzekać. Przynajmniej ktoś ze mną jest.
Po jakiś 10 minutach Harry został zawołany na ring. Oczywiście jego twarz nie wyrażała nic więcej oprócz gniewu czy czegoś w tym rodzaju. W sumie to nie mógł przecież wejść na ring z uśmiechem. Byłby lekceważony przez rywala, który właśnie w tej chwili wszedł na ring. Przeraziłam się jego wyglądem. Wydawał się być 2 razy większy od Harry'ego. Może nie był wyższy, bo z tego co zauważyłam był niższy, ale miał więcej mięśni niż on. Zaczęłam się naprawdę bać o niego. Jakim cudem każą mu z nim walczyć. To nie jest sprawiedliwe!
Harry nie wydał się przestraszyć, ani zwątpić w to, że przegra, ale ja mimo, iż znałam jego możliwości, bałam się. Przecież on powinien walczyć z uczestnikami ze swojej wagi!
Facet powiedział coś z kpiącym uśmiechem do Harry'ego, co rozzłościło jeszcze bardziej mojego chłopaka. Na szczęście uderzył go po dzwonku, bo podejrzewam, że byłby zdyskwalifikowany, a wiem, że nie darowałby sobie tego później. Na początku szli równo. Żaden z nich nie górował nad żadnym, co po części mnie uspokoiło, ale kiedy facet spojrzał na mnie i mrugnął, Hazz wpadł w furie i to on miał przewagę. Uśmiechnęłam się do niego kiedy kątem oka na mnie spojrzał. Byłam jakieś 3 metry od ringu, więc miałam najlepszy widok. Nikomu innemu nie można było podejść bliżej, ale ja byłam słynną dziewczyną HARRY'EGO STYLESA! Ja mam prawo do wszystkiego w tym mieście. Z jednej strony jest po plus, ale z drugiej to tak naprawdę niczym się nie wyróżniam i czasem trochę mi głupio.
Koniec walki. Harry oczywiście wygrał, ale widziałam, że było ciężko. On poszedł do szatni, a ja postanowiłam poszukać toalety. Mogłam tyle nie pic dzisiaj, no, ale mówi się trudno.

czytasz=komentarz
Każdy komentarz to dodatkowa motywacja :D

Cześc! Wiem, że kolejną cześć opowiadania trochę późno dodaję, ale nie zobaczyłam żadnego komentarza, więc od teraz : przy każdym rozdziale przynajmniej jeden rozdział. Wiem, że czytacie, bo wyświetlenia idą w górę, ale nie ma żadnych komentarzy, a uwierzcie to komentarze najbardziej motywują, bo wtedy wiem, że komuś zależy, więc proszę... KOMENTUJCIE! 

niedziela, 27 grudnia 2015

Rozdział 68 cz.1

24 grudnia...
Poprosiłam Harry'ego, żebym to ja wybrała miejsce gdzie spędzimy wigilię i święta. Zgodził się. A ja w sumie miałam w głowie pewien podstęp. Może mnie za to znienawidzić albo pokochać. Z tym to różnie bywa, więc trochę boję się jego reakcji na mój mini prezent.
Właśnie szykujemy się do wyjścia. Jestem ubrana w prześliczną sukienkę, którą dostałam od Harry'ego. Chłopak ma dobry gust jeśli chodzi o ubrania. Sama się dziwie, ale gdyby nie on, z pewnością ubrałabym jakieś stare jeansy, sweter i jakieś baletki. Jednak ten chłopak się do czegoś przydaje. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia. Byłam ubrana już w sukienkę i miałam zrobione włosy. Teraz czas na makijaż. Nie chciałam jakoś robić wyrazistego, więc postanowiłam zrobić taki bardziej delikatny. Do mojego dzisiejszego stroju miałam buty na obcasie, które były po prostu boskie. Mieć takiego chłopaka to skarb.
Zrobienie makijażu zajęło mi jakieś 20 min. Ostatni raz poprawiłam włosy i wyszłam z łazienki. Harry chyba jeszcze się szykował, więc poszukałam gdzieś na dnie szuflady moje prawo jazdy, z którego swoją drogą, ani razu nie miałam szansy wykorzystać, i schowałam je do torebki. Harry nie wiedział w dalszym ciągu gdzie jedziemy, ale ja znam adres i jestem umówiona na za 4 godziny. Harry myśli, że za 2 będziemy na miejscu, ale się biedaczek zdziwi, bo droga tam potrwa jakieś 3 i pół. Mam nadzieję, że nie będzie na mnie zły.
- Harry?! Jesteś już gotowy? - zapytałam wchodząc do łazienki, w której aktualnie układał sobie włosy.
- Tak. Już momencik. - powiedział i odwrócił się w moją stronę. Jego oczy lustrowały mnie od góry do dołu. Nie odezwał się ani słowem, tylko patrzył na mnie z lekko uchylonymi ustami.
- Co? Źle wyglądam? - zapytałam z lekkim strachem. Może się rozmazałam? Albo sukienka mnie pogrubia?
- Nie! Nie... - zaciął się na moment. - Wyglądasz...wyglądasz... Wow. - zaśmiałam się na jego wyrafinowane słownictwo.
- Dziękuję. - powiedziałam z uśmiechem i podeszłam do niego. Pocałowałam go wplątując jedną z dłoni w jego włosy. Harry przytrzymał mnie w tali, a po chwili odsunęliśmy się od siebie.
- Jedźmy już - powiedział cicho, a ja kiwnęłam głową. - Oczywiście ja prowadzę, prawda? - powiedział pewnym głosem. Zaśmiałam się z jego niewiedzy.
- Oczywiście, że nie. Jeśli ty byś prowadził musiałabym ci podać adres. A to będzie moja mała niespodzianka dla ciebie. - powiedziałam tajemniczo. Usłyszałam jak chłopak westchnął i usiadł na miejscu pasażera. Ja zasiadłam na miejscy kierowcy. Aż dziwnie tu siedzieć. Ostatni raz kiedy tu siedziałam to było na egzaminie, który swoją drogą zdałam śpiewająco.
- Wyglądasz mega seksownie za kółkiem. Może częściej będziesz prowadzić? - zapytał patrząc na mnie intensywnie.
- Głupi jesteś. - powiedziałam śmiejąc się. Wyjechałam z posiadłości i ruszyłam w odpowiednim kierunku. Mam nadzieję, że Harry nie domyśli się gdzie jedziemy. Bo jak tak, to będę miała lekko mówiąc przejebane.
***

Harry chyba się nie zorientował, że jedziemy już 3 godziny, a do tego nie zorientował się gdzie jedziemy. Był zbyt zajęty zajęty dręczeniem mnie. Cały czas albo mnie łaskotał, albo łapał za kolano, żebym mnie rozproszyć. Z jednej strony byłam szczęśliwa, bo możliwe, że wszystko się uda, ale z drugiej strony bałam się coraz bardziej tego co nastąpi później.
- Harry! - krzyknęłam kiedy kolejny raz poczułam jego dłoń na moim udzie.
- O co chodzi skarbie? - zapytał z niewinnym uśmieszkiem.
- Albo przestaniesz, albo cię tu wysadzę bez telefonu, żebyś nie miał jak zadzwonić po któregoś z kumpli. - zagroziłam mu, a ten się tylko zaśmiał.
- Nie zrobiłabyś tego. - powiedział pewny siebie.
- A chcesz się przekonać? - zapytałam zerkając na niego poważnie. Mina mu zrzedła. - Tak właśnie myślałam. - powiedziałam i dodałam gazu, żeby szybciej być na miejscu. Zostało mi tylko jakieś 15 km. Harry już mnie nie zaczepiał, ale dalej gapił się na mnie jakbym była największym cudem świata. Może nim jestem? Co ja gadam? Ja? Cudem? No może troszkę, ale to jest tylko taki mini szczegół.
- Harry? Zasłoń tym oczy, okey? - powiedziałam dając mu czarny materiał. Westchnął i zawiązał sobie wokół głowy. Byliśmy już prawie na miejscu. Za jechałam na podjazd i wyszłam z samochody. Harry mimo zawiązanych oczu też wyszedł z auta. Wzięłam go za rękę i pokierowałam do drzwi. Kazałam mu ściągnąć opaskę. Szybko zapukałam zanim zorientuje się gdzie jesteśmy. Zagryzłam wargę i spojrzałam niepewnie na chłopaka. Spojrzał na mnie zszokowany. Miał strach w oczach.
Po chwili drzwi otworzyła nam kobieta w wieku około 40 lat.

sobota, 26 grudnia 2015

Rozdział 64 cz.1

Wspomnienia ze wczoraj wróciły. Nie to, że nie pamiętałam, po prostu miałam małe problemy z przypomnieniem sobie.
- Ale to się da szybko wyjaśnić. - powiedziałam szybko.
- No jak? - zapytał Harry z uniesionymi brwiami.
- Na swoje usprawiedliwienie mam to, że byłam wtedy po 5 drinkach. - szybko zaznaczyłam.
- Dziewczyno! Całowałaś się z laską! - krzyknął głośno Harry. Nie wiedziałam czy się bać czy co robić. Zamknęłam oczy i się skuliłam lekko czekając na jego kolejny wybuch. - Wiesz jakie to podniecające?! - spojrzałam na niego zszokowana. Nie podejrzewałam takiego odwrotu sprawy.
- Co? - zapytałam w nie małym szoku. Myślałam, że będzie na mnie zły. W końcu całowałam się z kimś innym niż on.
- Musisz kiedyś to zrobić przy mnie. - powiedział poważnie. Jego reakcja dla mnie była dziwna. Naprawdę się tego nie spodziewałam.
- Sory, ale to tylko po dużej ilości alkoholu. A nie mam zamiaru już, aż tak dużo pić, więc nie licz na to. - mój głos też był poważny. Nie miałam zamiaru się znowu z nią całować. Chyba ich całkiem pogrzało.
- Gdyby moja dziewczyna się całowała z inną... - rozmarzył się Zayn. Wszyscy na niego spojrzeli. On ma dziewczynę? Od kiedy?
- Ej! Czemu mi nie powiedziałeś?! - zapytałam z pretensjami. Oczywiście pretensje na niby, ale jednak jakieś.
- Sam nie byłem pewien, to co miałem mówić? - zaczął się bronić.
- A fajna chociaż? Ładna? Miła? Jak wygląda? Macie wspólne tematy? Mów! - byłam lekko mówiąc podjarana.
- Jest śliczna. Najpiękniejsza jaką widziałem - powiedział rozmarzony i spojrzał na mnie. - Ty też oczywiście jesteś śliczna, ale ona... Jak ją zobaczyłem to jakbym widział anioła. Miała wtedy białą sukienkę, blond falowane włosy. Jechała wtedy rowerem i jakiś koleś na nią wpadł. Przewróciła się, więc jej pomogłem. Ma na imię Perrie. - powiedział, a ja byłam zaczarowana tym jak o niej mówi.
- Chcę ją poznać! Kiedy będę mogła ją poznać? - zapytała jeszcze bardziej podekscytowana.
- Mogę ją wziąć dzisiaj na walkę. Jeśli chcesz, oczywiście. - zaproponował.
- Jasne, że chcę! - powiedziałam szybko.
***
Postanowiłam nie zmieniać swojego stroju. Nie jest w sumie taki zły. Pomalowałam tylko usta czerwoną pomadką i byłam gotowa. Nie mogłam się doczekać, żeby poznać nową dziewczynę Zayna. Byłam ciekawa jaka jest, jak wygląda.
Zeszłam na dół gdzie siedział przy kawie Harry. Usiadłam obok niego i przytuliłam się do jego ramienia. Podniósł rękę, którą trzymałam go za rękę i pocałował. Uśmiechnęłam się lekko.
- Kocham cię. - usłyszałam jego głos.
- Ja ciebie też. - powiedziałam szeptem.
- Ty mnie też co? - dopytał z uśmiechem.
- Kocham Cię. - powiedziałam i podniosłam twarz do niego. Cmoknęłam go w usta.
- Jakie jest twoje największe marzenie? - zapytał po chwili i spojrzał na mnie, próbują wyczytać coś z moich oczu.
- Zawsze marzyłam o tym, żeby zostać piosenkarką, ewentualnie aktorką - powiedziałam zgodnie z prawdą. - Niestety to się nigdy nie spełni, a za marzenia się nie kara. - powiedziałam z uśmiechem.
- Zaśpiewaj mi coś. - powiedział poważnie.
- Nie. - powiedziałam szybko. Wstydziłam się trochę.
- Proszę. Zaśpiewam z tobą. - namawiał. To on potrafi śpiewać? W sumie mogę zaśpiewać. Co mi szkodzi. To tylko Harry... albo aż Harry. Zaczęłam śpiewać piosenkę Taylor Swift - I knew you were trouble. Harry wpatrywał się we mnie jak w obrazek, a ja czekałam, aż w końcu zacznie śpiewać. Byłam tego ciekawa. Kiedy dołączył się w drugiej zwrotce to mnie zatkało. Śpiewał cudownie. Patrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami. Teraz nie mogłam z siebie wydusić żadnego słowa. Po prostu to było takie piękne... 
Po skończeniu piosenki nie wytrzymałam. 
- Gdzie ty się nauczyłeś tak śpiewać? To było cudowne. - Miałam łzy w oczach. Harry uśmiechnął się i przytulił mnie.
- Nie płacz. Proszę. - Powiedział przytulając mnie.
- Będziesz mi śpiewał na dobranoc. - Powiedziałam poważnie. 
- Dobrze, ale teraz przydałoby się gdybyśmy już wyszli. Nie chcę się spóźnić. - Powiedział, a ja kiwnęłam głową i wyszliśmy. Strasznie się bałam, że coś pójdzie źle i Harry tym razem przegra. Nie chciałam, żeby w ogóle szedł się bić, ale wiem, ze to jego praca, więc musiałam to znosić. Dostaje mnóstwo pieniędzy za to, ludzie po prostu kochają te walki, ale nie rozumiem czemu. Ja nienawidzę patrzeć jak komuś staję się krzywda, ale najwidoczniej jestem odmiennością. A odmienność powinno się szanować. Jestem tylko ciekawa ile to potrwa. Jak długo Harry będzie się bił za pieniądze. A kiedy przestanie to jestem ciekawa jaką pracę będzie miał. Na pewno nie będzie to przedszkolanka. Ta praca potrzebuje cech, które są całkowitym przeciwieństwem do jego charakteru.
Spojrzałam na Loczka, który prowadził swojego Range Rovera. Był skupiony na drodze. Ciekawe co teraz myśli. Chciałabym mieć taki dar czytania ludziom w myślach. Gdyby ktoś inny miał taki dar to spaliłabym się ze wstydu, gdyby czytał moje myśli. Niektóre z nich są naprawdę głupie albo po prostu osobiste.
 

czytasz=komentarz
Każdy komentarz to dodatkowa motywacja :D


sobota, 19 grudnia 2015

Rozdział 63

Minimum 1 komentarz = nowy rozdział

- Josh. - tylko tyle zdołałam z siebie wydusić. To nie możliwe, że ona chodzi własnie z nim!
- Kogo my tu mamy... - jego głos sprawiał, że irytacja i gniew do tej osoby wzrasta. Nie było mi już smutno. Teraz byłam po prostu wściekła. - Veronica. Dawno się nie widzieliśmy. - miałam ochotę zetrzeć z ust ten jego uśmieszek.
- A jednak zbyt krótko. - powiedziałam wstając i podchodząc do niego.
- Tak samo piękna jak tamtego dnia. - zakręcił sobie moje włosy w okół palca. Każdy patrzył na nas zdziwieni. Nie wiedzieli o co chodzi.
- Odwał się ode mnie. Jakbyś już zapomniał masz dziewczynę. - warknęłam stojąc jakieś pół metra od niego.
- Powiem ci coś - przybliżył się do mnie. - Jestem z nią tylko i wyłącznie dla seksu. - usłyszałam jego głos przy moim uchu. Od razu kiedy się odsunął ode mnie, moja pięść wylądowała na jego twarzy, mówiąc szczególniej, na nosie, z którego niemal od razu polała się krew. Usłyszałam krzyk Caroline, ale zignorowałam go.
- Dupek, zawsze będzie dupkiem. - powiedziałam patrząc mu prosto w oczy. Nie minęła chwilę,a  wylądowałam na ścianie przygnieciona przez Josha. Kątem oka widziałam jak Lou pociesza Caroline, która płakała, a Niall ruszył w naszym kierunku, ale zatrzymałam go wzrokiem. Stał obok, ale był w gotowości, więc czułam się bezpieczniej, mimo, że ja chciałam mu wygarnąć. - I co? Uderzysz mnie? To jest miejsce publiczne jakbyś nie wiedział. - zadrwiłam z niego.
- Mam to w dupie. Myśli, że ty jesteś jakaś święta? - jego śmiech zaczął mnie jeszcze bardziej wkurzać. - Taka święta, że pieprzy z Stylesem. - tym razem on zadrwił ze mnie, mimo, że to nie była prawda. Wkurzona zgięłam nogę w kolanie tak, że trafiłam w jego czuły punkt.
- Dla twojej wiadomości nie spałam z nim. Najpierw sprawdź prawdziwość plotek, a później je wykorzystuj. - byłam wkurzona. Josh podniósł się do pionu, a kiedy wymierzył mi cios, ja się szybko schyliłam i uderzyłam go szybko w brzuch.
- Jesteś nikim innym jak dziwką. - usłyszałam jego głos.
- Radzę ci stąd wyjść. - powiedziałam mając ochotę go jeszcze raz uderzyć.
- Myślę, że to dobra rada. - usłyszałam głos Nialla, a po chwili już go wyprowadzał z loży. Po chwili wrócił do nas. Podeszłam do Caro. 
- Przepraszam cię. - powiedziałam płaczliwym lekko głosem.
- To nie twoja wina - powiedziała podnosząc na mnie wzrok. Jej głos się strasznie łamał. - To on jest dupkiem, nie ty. - dodała po chwili. Mimo wszystko, lekko się uśmiechnęłam. Lou odstąpił mi na chwilę miejsce i to ja ją przytuliłam. Miałam wrażenie, że to moja wina. No, bo w końcu gdybym się nie zgodziła wtedy na tą imprezę, nie spotkałabym Harry'ego i wszystko byłoby jak wcześniej. Chociaż z drugiej strony wtedy byłabym z największym sukinsynem na świecie, który mnie zdradza. A jeśli bym z nim zerwała i on poszedłby do Caroline, to ona nie dowiedziałaby się jaki tak naprawdę jest Josh.
Odsunęłam się od dziewczyny, a do loży wpadł Harry. Zaczął się rozglądać po wszystkich, aż natknął się na mnie. Szybko do mnie podszedł i mnie przytulił. Ja nie miałam zamiaru odwzajemniać tego. Stałam obojętnie w jego ramionach.
- Nic ci nie zrobił? Uderzył cię? Dotykał? - pytał oglądając mnie od stóp do głów. Ja starałam się unikać jego wzroku, więc spojrzałam na Caroline, po której nie było już praktycznie widać, że płakała. Nawet uśmiechnęła się do Louisa.
Harry poinformował resztę, że my się zbieramy i zaczął kierować się do wyjścia. Szłam zaraz za nim z trzymaną przez niego moją ręką.
***
Zatrzymaliśmy się pod jego domem. Nie patrząc na niego wysiadłam szybko z samochodu. Warto dodać, że podczas drogi w ogóle się do siebie nie odzywaliśmy. Niech nie myśli, że tak łatwo odpuszczę. Dzisiaj znowu się go bałam! Nigdy wcześniej się nie bałam, a dzisiaj tak! No może przesadziła bo na początku naszej znajomości się go bałam. Bałam się wtedy do niego odezwać, ale to było tylko dla tego, że go nie znałam. No, bo kto by się nie bał faceta, którego wszyscy w mieście się boją?! Wystarczyło, że się odezwie do kogoś, a rozmówca był cały blady i chciał stamtąd uciec. Ja w sumie próbowałam uciec, ale jakoś dziwnym trafem zawsze wpadaliśmy na siebie, a jak rzuciłam się w bieg to zawsze mnie doganiał. Trzeba pomyśleć nad poprawą mojej kondycji. No, ale mniejsza z tym.
Kiedy weszliśmy do środka, miałam ochotę pójść wziąć zimny prysznic i położyć się spać. Szybko ściągnęłam swoje buty i ruszyłam w stronę schodów. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym się nie potknęła o własne nogi. Mimo, że większość alkoholu wyparowała, to jednak jakaś część jeszcze została.
Usłyszałam śmiech za sobą. Odwróciłam się w stronę Harry'ego i rzuciłam mu mordercze spojrzenie. Weszłam po schodach na górę i do pokoju. Z szafy wyciągnęłam bieliznę i koszulkę Harry'ego, którą mu kiedyś zabrałam. Nie powiem, było ciężko, bo to jedna z jego ulubionych, ale też mi się coś należy z życia, a w niej się wygodnie śpi, więc sobie wzięłam.
Szybko wtargnęłam do łazienki, gdzie wzięłam zimny prysznic, który mam nadzieję, że mi pomoże i nie będę miała kaca mordercy rano. Wyszłam z łazienki, a w pokoju już był Harry w samych bokserkach. Położyłam się na mojej połówce łóżka, nakrywając się trochę kołdrą. Kiedy poczułam, że on też się położył, to odwróciłam się do niego plecami. Chłopka przysnął mnie do siebie i zrobił ze mnie małą łyżeczkę. Lubiłam tak leżeć. Czułam się wtedy najbezpieczniej. Cały świat mógłby się walić, a ja w jego ramionach czułabym się bezpiecznie.  
***
- Veronica - Mój piękny sen został brutalnie przerwany Przez rękę Harry'ego, która zaczęła mną trząść. Mruknęłam niezadowolona. Nie chciałam jeszcze wstawać, a do tego strasznie bolała mnie głowa. Zakryłam głowę poduszką. Niestety kołdra, którą byłam nakryta odleciała na drugi koniec pokoju. Przeszedł mnie niepszyjemny dreszcz. Czemu on musi być taki brutalny? Skuliłam szybko nogi, żeby zatrzymać choć trochę ciepła, ale Harry znów zaczął coś do mnie mówić. Ściągnęłam więc poduszkę i spojrzałam na niego z wściekłą twarzą. 
- Możesz mi powiedzieć, co jest tak ważne, że budzisz mnie z rana? - Zapytałam, a po chwili jęknęłam z bólu. Głowa mi wręcz pulsowała.
- Zrobiłem ci śniadanie i chciałem przeprosić za wczoraj. Naprawdę nie chciałem cię tak wystraszyć. Po prostu byłem zbyt zajęty tym, że nie chcę by jakiś koleś się do ciebie kleił. - Wybaczyć mu czy nie? Spójrzałam na tace z jedzeniem, gdzie były naleśniki z serem, herbata i tabletki na ból głowy, oraz pełną butelka wody.
- Wybaczam, ale mogę już zjeść? - Zapytałam i chwyciłam tacę z jedzeniem. Usłyszałam jego śmiech. Usiadł obok mnie, a ja łyknęłam dwie tabletki i wypiłam sporą ilość wody, a następnie zabrałam się za jedzenie.
- Za godzinę przyjdą chłopaki. - powiedział na co kiwnęłam głową. Skończyłam jeść i poszłam ubrać się jakieś normalne ciuchy, czyli w sumie były to jasne jeansy z dziurami na kolanach i czarna bokserka. Szybko się ogarnęłam i zeszłam na dół. Jak się okazało chłopaki już byli.
- Cześć Veronica. - usłyszałam głos Nialla. 
- Cześć. - Odpowiedziałam. 
- A właśnie!  Hazz chcesz zobaczyć jaką masz dziką dziewczynę? - Usłyszałam głos Louisa, przez co zachłysnęłam się powietrzem. 
- O czym ty mówisz? - Zapytał zaciekawiony Harry. Lou poszukał czegoś w telefonie i pokazał Harry'emu. Też spojrzałam, bo nie wiedziałam o co chodzi. Kiedy zobaczyłam filmik jak się całuję z Caroline spaliłam buraka. 
 
czytasz=komentarz
Każdy komentarz to dodatkowa motywacja :D


sobota, 28 listopada 2015

Rozdział 62

NOTKA POD ROZDZIAŁEM!!!!


OCZAMI VERONICA'I
- Nie ma szans, żeby tak poszła! Idziemy na imprezę, a nie do kościoła, Harry! - krzyczałam kiedy zobaczyłam strój jaki wybrał mi mój chłopak. On jest chyba nie poważny, że ja tak wyjdę. Pogięło go całkiem. Tak to ja mogę iść na spotkanie z babcią w kościele, ale nie na imprezę.
- Ale przecież te ubrania są okey! - będzie się teraz ze mną kłócił. Czy on jest normalny.
- Dobrze, ale nie idziemy do kościoła! - Veronica, proszę cię nie denerwuj mnie. - Jego ton głosu niczym nie przypominał oazy spokoju, ale nie chciałam dać za wygraną.
- Ja mam nie denerwować ciebie?! Ja? Ciebie?! Na głowę upadłeś czy jak? Nie ja mam problem tylko ty, więc daj se - nie dał mi dokończyć, bo zostałam rzucona o ścianę. Syknęłam z bólu, bo dosyć mocno uderzyłam w ścianę. Chciałam odejść, ale uniemożliwiły mi to ramiona Harry'ego po obu stronach mojej głowy. Spojrzałam na jego twarz. Jedyne co teraz mogłam zobaczyć to furia w jego oczach. Zaczęłam się go bać. Zaczęłam bać się Harry'ego. Nie wiedziałam czego się po nim spodziewać. Nigdy go takiego nie widziałam. Na początku naszej znajomości bałam się go mniej niż teraz. A wtedy bałam się nawet odezwać. - Harry... - Starałam się, żeby mój głos brzmiał w miarę opanowanie, ale to co wyszło z moich ust brzmiało bardziej jak płaczliwie, trzęsący się głos.
- Nienawidzę jak ktoś mi się sprzeciwia, więc lepiej daruj sobie i mnie słuchaj. Ubierzesz to co ja ci wybiorę i grzecznie pójdziesz ze mną na imprezę. - w jego głosie nie usłyszałam nawet procenta miłego tonu. Do moich oczu napłynęły łzy.  Nie chciałam żeby wyleciały, więc zamrugałam kilka razy.
- D..dobrze. - powiedziałam trzęsącym się głosem. Harry odsunął się ode mnie, a ja wzięłam szybko ubrania i weszłam do łazienki. Kilka łez spłynęło po mojej twarzy, więc musiałam poprawić trochę makijaż. Ubrałam się w jego strój, rozczesałam włosy i wyszłam z pokoju. Harry'ego nie było w nim. Wzięłam wszystko co mi potrzebne i zeszłam gdzie czekał na mnie chłopak z kluczykami w dłoni. Unikałam jego wzroku. Bałam się na niego spojrzeć, więc mój wzrok był cały czas utkwiony w moich dłoniach. Czemu on taki jest? Nigdy na mnie tak nie krzyczał. Nie wiem co w niego wstąpiło.
***
Weszliśmy do klubu pełnego młodych ludzi. Mimo, że nie miałam ochoty przebywać blisko Harry'ego w tym momencie, to było to najlepsze rozwiązanie na dany moment. Czułam się skrępowana. Wszyscy na mnie patrzyli. N szczęście szybko znaleźliśmy się w loży gdzie byli przyjaciele Harry'ego. Przywitałam się z nimi nakładając na twarz sztuczny uśmiech. Usiadłam między Harrym, a Liamem.
- Dlaczego się tak ubrałaś? Myślałam, że wiesz co to znaczy impreza. - Usłyszałam głos Caroline. Tymi słowami mnie zawstydziła. Ja wiem jak się ubrać na imprezę, ale Harry tego nie wie. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Na ułamek sekundy spojrzałam na chłopaka siedzącego po mojej lewej stronie. Posyłał mi ostrzegawcze spojrzenie.
- Jakoś tak wyszło. - Powiedziałam i wymusiłam uśmiech chociaż za dobrze mi to nie wyszło.
- Okey. To kto chce drinka? - zapytała Caroline wstając z swojego miejsca.
- Pójdę z tobą. - Szybko zaoferowałam. Nie chciałam siedzieć koło Harry'ego, który cały czas bacznie mnie obserwuje i którego w tym momencie się boję. Nie wiem czego się po nim spodziewać, więc wolę iść z nią.
Każdy zamówił sobie jakiego drinka chcę, a ja z Caroline poszłyśmy do baru.
- To nie ty wybierałaś te ciuchy, prawda? - Usłyszałam głos dziewczyny. Miałam nadzieję, że o to nie zapyta. Nie wiem co jej odpowiedzieć.
- Nie chcę o tym rozmawiać. - szybko zbyłam temat.
- Okey. Nie chcesz ze mną rozmawiać to nie, ale chodź ze mną na chwilę do toalety. - powiedziała i pociągnęłam mnie w stronę łazienki. Zamknęła drzwi i popatrzyła przez chwilę na mnie. Miałam na sobie szarą sukienkę do ziemi na krótki rękaw i buty na nie za wysokim obcasie. Carolien wyglądała jakby się nad czymś zastanawiała. Po chwili dół mojej sukienki został rozerwany.
- Co ty robisz?! - Wydarłam się. Teraz sukienka sięgała mi nie do kostek, ale do połowy ud.
- O wiele lepiej - jej satysfakcja na twarzy mnie przerażała. - A jednak trzeba coś jeszcze dodać. - Powiedziała i wyciągnęła z swojej torebki czerwoną szminkę i pomalowała mi usta. Rozczochrała mi jeszcze trochę włosy i uśmiechnęła się kierując mnie w stronę lustra. Muszę przyznać, że teraz jakoś wyglądałam. To znaczy Caroline podarła moją sukienkę, ale wiedziała co robi. Teraz wyglądam o wiele lepiej niż wcześniej. Podziękowałam jej i ruszyłyśmy w stronę baru. Zamówiłyśmy dla siebie mocne drinki i to co chcieli chłopcy. Liam i Harry nie chcieli alkoholu, więc zamówiłyśmy im cole. Wróciłyśmy do naszej loży i postawiłyśmy drinki na stolik. Wszyscy patrzyli na mnie z szeroko otwartymi oczami lustrując mój wygląd. Usiadłam na swoim poprzednim miejscu i wzięłam duży łyk mojego drinka. W gardle natychmiast poczułam pieczenie, ale zignorowałam je.
- Muszę z tobą porozmawiać - usłyszałam warknięcie Harry'ego do ucha. Wstał szarpiąc mnie za ramię, więc byłam zmuszona wstać. Zaczął mnie prowadzić w stronę toalet. - Jak ty wyglądasz! - wydarł się na mnie.
- T..to Caroline zrobiła. Nawet się nie zorientowałam kiedy porwała mi tą sukienkę. Przysięgam. - Mój głos był bliski płaczu. Bałam się nawet tego, że może mnie uderzyć. Nigdy taki nie był wobec mnie, więc mogę się spodziewać wszystkiego.
- Teraz zwalasz na Caroline? Jesteś żałosna. - po tych słowach szybko go odepchnęłam i wróciłam to loży. Wypiłam całego drinka duszkiem i zeszłam na dół gdzie ludzie tańczyli. Zamówiłam kolejnego drinka, tym razem był on jeszcze mocniejszy niż poprzedni. Nie wiem jak ja wrócę do domu. Nie mam zamiaru wracać z Harrym, a na taksówkę jeśli będę tak dalej piła to mi zabraknie.
***
Jestem już po piątym drinku i mogę stwierdzić, że jestem pijana i ledwo utrzymuję się na nogach. Siedziałam sama, ale nie miałam zamiaru stąd iść. Przez jakiś czas była ze mną Caroline i gadałyśmy, ale po jakimś czasie porwał ją, nie powiem, ale był mega przystojny. Ta to zawsze wie kogo schwytać w sidła. Przez dwa drinki siedziałam sama.
Dopiłam swojego drinka, a obok mnie zjawiła się dziewczyna.
- Idziemy tańczyć! - Krzyknęła radośnie. Nie sprzeciwiałam się jej, bo w sumie to jest impreza, trzeba szaleć! Ruszyłam za nią i będąc na środku zaczęłyśmy tańczyć. Całkowicie oddałam się muzyce i miałam wrażenie, że wszyscy na mnie patrząc. I kiedy otworzyłam oczy całkowicie miałam racje. Cała płeć męska, ale nie tylko, patrzyła tylko na nas. Uśmiechnęłam się sama do siebie, a później położyłam ręce na ramionach Caroline. Ona się tylko uśmiechnęła i przybliżyła się do mnie. Nawet nie wiem kiedy zaczęłyśmy się całować. Nigdy bym nie pomyślała, że będę się całować z dziewczyną, ale jak widać wszystko jest możliwe.
Całowałyśmy się dość długo. A razem z muzyką mogłyśmy usłyszeć również gwizdy i oklaski.  Tańczyłyśmy dalej nie zwracając uwagi na innych. Co chwilę podchodzili do nas mężczyźni, ale my super laski każdego odsyłałyśmy. Miałyśmy siebie, po co nam faceci. Po pół godzinie jednak stwierdziłyśmy, że nogi nas już bolą i wróciłyśmy do loży, gdzie zastałyśmy tylko Nialla i Louisa. Obaj patrzyli na nas z szeroko otwartymi oczami.
- Ciebie Caroline to jeszcze zrozumie, ale ty Veronica? Orgazmu można dostać patrząc na was! - krzyknął w sumie radośnie. Zaśmiałam się z ich miny.
- Wiesz... Ma się to coś. - powiedziałam i wyciągnęłam rękę po drinka Nialla.
- Tobie alkoholu już starczy na dziś. - powiedział, a ja zrobiłam minkę smutnego pieska i oparłam się o kanapę.
- Ale naprawdę. Nie spodziewałem się tego po tobie.. To było takie...WOW! - uśmiechnęłam się na słowa Louisa. Drzwi od loży się otworzyły.
- O właśnie! Poznajcie mojego nowego chłopaka! - usłyszałam radosny głos dziewczyny i spojrzałam na mężczyznę. Mój umysł od razu wytrzeźwiał.
- Josh...

czytasz=komentarz
Każdy komentarz to dodatkowa motywacja :D

Postanowiłam, że następny rozdział nie pojawi się póki pod rozdziałem nie będzie chociaż jednego komentarza. Jeśli nie komentujecie nie wiem czy wam się podoba czy coś zmienić, czy w ogóle czytacie moje opowiadanie. 



piątek, 20 listopada 2015

Rozdział 61

Poczułam łaskotanie na moim policzku. Czyjaś reką zjeżdżała coraz niżej wzdłuż ramienia. Przyjemne ciarki przechodziły przez moje ciało, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Zamruczałam jak kot i wtuliłam się w poduszkę. Mimo przyjemnego dotyku chciałam jeszcze spać. Usłyszałam cichy śmiech.
- Czas wstawać, kochanie - usłyszałam ochrypnięty głos chłopaka. - Ja idę zrobić śniadanie, a ty się ogarnij. - Powiedział i usłyszałam tylko kroki i zamykanie drzwi. Nie chciało mi się wstawać. Mimo, że Harry poszedł zrobić mi śniadanie to było mi ciężko. Jednak postanowiłam wstać. Podniosłam sie na łokciach i rozejrzałam po pokoju. Westchnęłam i ściągnęłam z siebie kołdrę. Tym razem przez moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Wstałam i podeszłam do okna, żeby wpuścić do pokoju trochę powietrza. Świeżego powietrza, bo to co tu jest... Daleko od świeżości. Otworzyłam okno na oścież i wychyliłam się. Świeże powietrze to coś czego potrzebowałam. Chwilę postałam przy oknie i podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej jasne jeansy, czystą bieliznę i znów sięgnęłam do szafki Harry'ego. Lubię chodzić w jego koszulkach, więc czemu nie? Wyciągnęłam z szafki czarną koszulkę z napisem "Hipsta Please" i ruszyłam do łazienki. Odświeżyłam się i zeszłam na dół tak jak prosił mnie Harry. Jestem ciekawa co zrobił na sniadanie. W sumie mam ochotę na coś na słono, a jak będzie na słodko też nic sie nie stanie. Powoli schodziłam po schodach, aż usłyszałam czyjś śpiew. Zatrzymałam się. Wiedziałam, że to Harry. Miał talent jeśli chodzi o śpiew. Nie stałam długo. Mój brzuch zaczął domagać się jedzenia, więc zeskoczyłam z ostatnich schodów i weszłam do środka. Harry stał do mnie tyłem, więc podeszłam do niego i wtuliłam się w jego plecy.
- Dzień Dobry - powiedziałam z uśmiechem.  - Co robisz? - Zapytałam odsuwając się od chłopaka.
- Omleta - powiedział pilnując, żeby się nie spalił. - Zaraz będzie gotowy. - Powiedział i cmoknął mnie w policzek. Usiadłam na krześle przy stole. Chyba przyzwyczaję się do tego, że wszystko mam dawane pod nos. Kiedy dostałam talerz ze śniadaniem od razu zaczęłam jeść. Było przepyszne. Po zjedzeniu wstałam od stołu i odłożyłam talerz do zlewu.
***
Za dwie godziny mamy wychodzić do klubu, więc postanowiłam się szykować. Wzięłam jakieś ciuchy na teraz i skierowałam się do łazienki. Na łóżku leżał Harry z telefonem w ręku.
- Może powtórka z wczoraj? - Zapytał z zadziornym uśmiechem. Od razu spaliłam buraka na wspomnienie z wczoraj. Odwróciłam się do drzwi i otworzyłam je.
- Dzisiaj chyba podziękuję. - Powiedziałam przed wejściem i zamknięciem się w łazience.  Upewniłam się, że są zamknięte, żeby tym razem Harry mi nie wszedł. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Tym razem postanowiłam, że będę słuchać czy ktoś przypadkiem nie wchodzi do łazienki.
- Mam wejść?! - Usłyszałam jego krzyk. Byłam pewna, że na jego twarzy widnieje ten chytry uśmieszek.
- Tylko spróbuj, a będziesz mógł pożegnać się ze swoim kolegą! - Krzyknęłam najgłośniej jak potrafiłam, żeby mnie usłyszałam.  - Nie odważysz się. - W jego głosie już była nutka strachu i na pewno nie było śladu po uśmiechu.
- Chcesz się założyć? - Teraz na mojej twarzy był uśmiech. Mimo wody płynącej po moim ciele i zakłócającej dźwięki, słyszałam wszystko co się dzieję za drzwiami. No... W miarę moich możliwości.
- Tą bitwę wygrałaś, ale nie licz, że później odpuszczę. - To było ostatnie co usłyszałam. Uśmiechnęłam się zwycięsko.

OCZAMI HARRY'EGO
Podczas kiedy Veronica brała prysznic, ja postanowiłem zadzwonić do Louisa.
- Halo?- usłyszałem głos mojego przyjaciela.
- Idziecie dzisiaj do klubu, nie? - Zapytałem. Mimo, że pytałem go o to wczoraj to mógł się rozmyślić.
- Tak. A będzie Caroline? - On się w niej zakochał czy jak?
- Ta... Będzie z jakimś fagasem. Nie licz na to, że znów będziesz ją pieprzyć. - Powiedziałem na co prychnął.
- Zawsze mi ulegnie. - Powiedział dumnym głosem.
- Ty chyba nie rozumiesz. Człowieku ona ma chłopaka z dobrej rodziny, skończyła z dawaniem dupy na prawo i lewo. - Powiedziałem po chwili.
- Ona nie dawała kurwa dupy na prawo i lewo. Nie była jakąś pierdoloną dziwką. - warknął na mnie.
- Okey, okey. Nic nie mówiłem - Powiedziałem podnosząc rękę w geście obronnym. Wiem, że tego nie widzi, ale to taki odruch. Usłyszałem jak Veronica wychodzi z łazienki. - ja kończę. Właśnie wyszła z łazienki. Nara. - Powiedziałem i nie czekając na jego odpowiedź rozlączyłem się. Szybko ruszyłem w stronę sypialni gdzie znajdowała się Veronica. Uśmiechnąłem się na jej widok w krótkiej czarnej sukience z dużym dekoltem. W tym momencie miałem ochotę zerwać z niej tą sukienkę i pieprzyć ją do rana. Moje oczy błądziły po jej odsłoniętym ciele. Była taka piękna... i tylko moja. Kiedy spojrzałem w górę zauważyłem na jej policzkach rumieniec. I to nie był makijaż. Zawstydzona wyglądała uroczo. Unikała mojego wzroku. Jak ja ją kocham. Spojrzałem jeszcze raz na jej ciało. Stop! Przecież idziemy na imprezę gdzie będzie pełno facetów. Ona nie może tak iść! Nikt nie może jej zobaczyć w tej sukience.
- Masz się przebrać. - Powiedziałem stanowczo, patrząc jej w oczy.
- Czemu? Nie podoba ci sie? - Zapytała cicho, z niepewnością w głosie.
- Podoba? To mało powiedziane. Ale będzie się też podobać innym facetom. - usiadłem na łóżku i potarłem dłońmi twarz.
- Nie ufasz mi? - Zapytała z nutką smutku.
- Ufam tobie. To im nie ufam - wstałem z łóżka i podszedłem do Veronica'i - Nie chcę, żeby ktoś cie mi zabrał. I nie chcę, żeby ktoś ci zrobił krzywdę. - Powiedziałem i przytuliłem ją do siebie. Może to zabrzmi dziwnie, ale przy niej czuję się bezpiecznie. Jak przy nikim innym. Mogłoby być wokół mnie milion policjantów, żołnierzy czy Bóg wie kogo, a przy niej i tak czułbym się bezpieczniej.
Sięgała mi do ramienia i zaczynałem myśleć, że wygląda to słodko. Coś się ze mną stało odkąd ją poznałem. I myślę, że zaczynam zmieniać się na lepsze. Może niektórzy uznają mnie za mięczaka, ale jestem taki tylko przy niej. Jeśli ktoś jej coś zrobi, obudzi się moja poprzednia osobą i nie będzie miał miłych wspomniem ze mną. To mogę obiecać.
- Nikt ci mnie nie zabierze - Powiedziała szeptem. - Obiecuję.
Cmoknąłem ją w czubek głowy.
- Dziękuję - powiedziałem dalej tuląc się - za wszystko. - Dodałem i odsunąłem się od Veronica'i.
- Też ci dziękuję. - Powiedziała z uśmiechem, który sprawił, że też zaczęłam się uśmiechać.
- Ale i tak masz się przebrać. - Stwierdziłem stanowczo.
- To mi coś wybierz jak jesteś taki mądry. - Założyła ręce na piersi. Uśmiechnąłem się z wyższością i podszedłem do szafy gdzie były jej ubrania. 

czytasz=komentarz
Każdy komentarz to dodatkowa motywacja :D

czwartek, 12 listopada 2015

Rozdział 60

Doszliśmy do domu jakoś po 3. Byłam już naprawdę głodna, więc od razu kazałam zrobić Harry'emu zamówienie. Ja natomiast postanowiłam zrobić sobie i Harry'emu herbatę z cytryną. Może się mu przydać. W końcu w połowie drogie oddał mi swoją kurtkę. Nastawiłam czajnik i przygotowałam herbatę do zalania. Harry wrócił do kuchni chowając telefon i podchodząc do mnie. Objął mnie od tyłu i cmoknął w czubek głowy.
- Za jakieś pół godziny przyjadą. - Powiedział i odsunął się ode mnie. Oparł się o blat, a ja w tym czasie zalałam herbatę. Zamieszałam i podałam mu jedną. Podziękował i skierowaliśmy się w stronę salonu. Usiadłam na kanapie i upiłam łyk gorącej herbaty. Oczywiście poparzyłam się w język. Harry śmiał się ze mnie kiedy wachlowałam ręką  na język, żeby nie bolało, aż tak.
- Ha ha ha - zaśmiałam się sztucznie. - Ciekawe czy tobie byłoby do śmiechu gdybyś był na moim miejscu. -  Powiedziałam i upiłam kolejny łyk herbaty, tym razem nie parząc się w język. Może zaproszę dzisiaj Nialla? Albo Caroline? W końcu nie będę siedzieć cały czas z Harrym. Jeszcze zmienię się w aspołecznego człowieka i co wtedy...
- Wychodzimy gdzieś jutro? Jakaś impreza czy coś? - Zapytał po chwili Harry. W sumie czemu nie? Pobawię się trochę. Wypije coś.
- Jasne - powiedziałam nie patrząc na Harolda. - Bierzemy kogoś ze sobą? - Zapytałam po chwili.
- Jeśli chcesz możemy iść całą paczką. - Kiwnęłam głową. Mimo, że nie są osobami, z którymi wcześniej bym się zaprzyjaźniła to polubiłam ich. Nawet Zayna, który podał mi tą tabletkę. Wiem, że tego żałował, więc wybaczyłam mu.
***
- Harry! Idę się wykąpać! Nie szukaj mnie! - Krzyknęłam z góry. Harry był w salonie i oglądał telewizję, a że mnie to w ogóle nie interesowało postanowiłam odejść.
Wybrałam z szafki czystą bieliznę i zabrałam jedną z koszulek Harry'ego. Akurat tym razem była to zwykła biała koszulka w serek. Kocham spać w jego koszulkach. Skierowałam się do łazienki i zostawiłam ubrania na pralce. Rozebrałam się do naga i weszłam pod prysznic. Kiedy byłam pod prysznicem mogłam się odprężyć i pomyśleć o różnych rzeczach. Zawsze tak robiłam, kiedy miałam gorszy dzień albo byłam zmęczona. Zamknęłam oczy i rozkoszowałam się ciepłą wodą spływającą z mojego ciała. Szum wody, który teraz słyszę , uspokaja mnie, ale to nie trwa długo. Drzwi od kabiny się otworzyły, a ja zaczęłam piszczeć i starałam się zakryć jak najwięcej mojego ciała. Nie zrobił tego. Moja twarz była purpurowa, ze wstydu, ale Harry zdawał się tego nie zauważyć. Na jego twarzy widnieje łobuzerski uśmiech,  a z oczu błyskają wesołe iskierki.
- Harry, wynocha stąd! - krzyknęłam i odwróciłam się do niego tyłem.
- Nie wstydź się. Masz piękne ciało.  - powiedział oplatając moją talię swoimi ramionami. Cholera. On jest całkiem nagi. Jego ręce błądziły po moim brzuchu, a oddech był wyczuwalny tuż pod moim uchem, powodując niechciane dreszcze, biegnące wzdłuż kręgosłupa. Zamknęłam oczy i próbując pozbyć się zażenowania jakie w tym momencie czuje.
- Harry, proszę cię,  wyjdź stąd. - powiedziałam cichym drżącym głosem. Nie chciałam, żeby mnie oglądał nagą.
- Nie planuję jak na razie wyjścia. - mruknął mi do ucha zagryzając płatem. Zarumieniłam się. Mogłabym zwalić to na gorącą wodę jaka leci, ale dobrze wiadomo, że to przez Harry'ego. 
- Harry. Proszę wyjdź. Wstydzę się. - powiedziałam szeptem. 
- Jesteś piękna. Nie masz się czego wstydzić. Uwierz mi, wiem co mówię. - szepnął mi do ucha. Zagryzłam wargę i odwróciłam się do niego przodem. Od razu przycisnęłam się do jego klatki. Spojrzałam na niego z dołu. Nie patrzył na moje piersi tylko patrzył prosto w oczy. Uśmiechnęłam się do niego i stanęłam na palcach, żeby go pocałować. Całowaliśmy się dość długo, bo aż do momentu kiedy zabrakło nam powietrza. Nasze klatki piersiowej unosiły się szybko. Harry to najlepsze co mnie przytrafiło. Dzięki niemu czuję, że żyję i mam dla kogo żyć. 
- Pozwól, że cię umyję. - Powiedział szeptem. Kiwnęłam głową. Harry wziął do swojej dłoni gąbkę i nalał na nią trochę żelu pod prysznic. Co jakiś czas trafiał na taki punkt, że mnie łaskotał, więc chichotałam co chwilę. Mył mnie od góry. Zjeżdżał coraz niżej i niżej. Mój oddech przyspieszał z sekundy na sekundę. Byłam coraz bardziej podniecona, a w kabinie robiło się coraz goręcej. Harry doszedł z gąbką do mojej kobiecości, a ja wciągnęłam głośno powietrze. Harry to zauważył, bo uśmiechnął się pod nosem i nie przerywał swoich czynności. Spojrzałam na Harry'ego, który zaczął się nade mną nachylać. Pocałował mnie krótko, ale nie oddalił swojej twarzy.
- Harry... - Jęknęłam kiedy przycisnął dwa palce między moimi udami.
- Mogę? - Zapytał, a ja przez chwilę sparaliżowana nie wiedziałam co zrobić, aż w końcu kiwnęłam lekko głową. Jego palce od razu zaczęły się poruszać. Z moich ust wydostawały się coraz głośniejsze jęki kiedy włożył we mnie jeden palec i zaczął nim poruszać. Nigdy czegoś takiego nie czułam. Miałam wrażenie, że rozpływam się pod wpływem dotyku Harry'ego. Mogłoby być trzęsienie ziemi, nie zauważyłabym nawet. Jego palce zręcznie się we mnie poruszały, a ja coraz głośniej zaczęłam jęczeć. Harry było widać, że czuł satysfakcje, ze swoich czynów, a kiedy dodał kolejny palec czułam, że nie długo dojdę. 
- Harry... - Jęknęłam głośno. - Zaraz... Szybciej. - Tak naprawdę mój mózg przestał działać dobrze. Nie wiedziałam nawet jak poprawnie mówić. 
- Wedle życzenia skarbie - Powiedział i automatycznie przyspieszył swoje czyny. Byłam bliska dojścia. Harry nachylił się i zaczął mnie całować, a ja w tym czasie doszłam. - Podobało ci się? - Zapytał z uśmiechem na twarzy. Ja dalej nie mogłam złapać dobrze oddechu.
- Daj mi chwilkę. - Powiedziałam, a później usłyszałam śmiech.
- Już? Może choć już do łóżka, bo zużyjemy całą wodę. - powiedział na co kiwnęłam. Harry wyszedł pierwszy. Podał mi biały ręcznik, którym się owinęłam i sam owinął ręcznik sobie wokół bioder. Podeszłam do lustra. Na moich policzkach było widać ogromne rumieńce. Przemyłam twarz zimną wodą i spojrzałam na Harry'ego. Oplótł mnie ramionami od tyłu i spojrzał na odbicie w lustrze. Uśmiechnął się i odszedł na moment, by po chwili wrócić z  jego bluzką w dłoni. Wzięłam ją od niego i ubrałam na siebie. Ubrałam jeszcze majtki i wyszłam z łazienki. Ułożyłam się wygodnie na łóżku. Harry zgasił światło i położył się za mną przyciągając mnie do siebie. i pocałował w czubek głowy.
- Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo cię kocham, Veronica. - szepnął mi do ucha. Poczułam napływające ciepło. Słodki jest.
- A ty nawet sobie nie wyobrażasz ile dla mnie zrobiłeś, jak cię kocham i jak bardzo lubię się do ciebie przytulać. - nie mogłam być gorsza.
- Tak? To czemu to zawsze ja cię przytulam?
- A chcesz się zamienić? - zapytał podnosząc lekko. Odwróciłam się do niego z uśmiechem i kiwnęłam głową. On też się odwrócił i to ja teraz byłam tą większą łyżeczką. Harry był trochę za duży na moje krótkie ramiona, ale jakoś dałam radę.
- Tak też jest dobrze, ale chyba wolę leżeć do ciebie przodem. - powiedział i położył się na plecach. Położyłam się na jego torsie i tak poszliśmy spać, wymieniając się wcześniej słodkimi słówkami.

Czytasz=komentarz
Każdy komentarz to dodatkowa motywacja :D

Wróciłam! Mam nadzieję, że nie zapomnieliście o mnie :)
Drugą połowę pisałam przy piosence One Direction - Love You Goodbye i wszystko nagle stało się takie bardziej romantyczne <3
I tak wiem, że nie umiem pisać erotycznych momentów, ale siostra niestety się nie zgodziła, żeby mi napisać, więc musiałam jako taka napisać coś i mam nadzieję, że nic nie zawaliłam. I wiem, że trochę krótki, ale jakoś nie dałam rady dłuższego :)